Serce rodzica – opowieść o Natalii i Arkadiuszu, którzy poświęcili wszystko dla wychowania córki i syna, a dziś martwią się o ich dorosłe życie. Wzruszająca historia rodzinnego śniadania, trosk, rozczarowań i nagłego wypadku, który stawia więzi rodzinne na próbę. Czy dzieci zrozumieją poświęcenie rodziców? Czy odnajdą wspólny język mimo różnic pokoleń?

newskey24.com 8 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć historię z życia wziętą myślę, iż każda polska matka i ojciec odnajdą się w niej w stu procentach.

Dziękuję Ci z całego serca za wsparcie, wszystkie lajki, ciepłe słowa, suby i choćby za te parę złotych na kawę nie tylko ode mnie, ale i moich pięciu kotów-zbieraczy . No i jak przyjdzie Ci coś do gustu udostępnij znajomym gdzieś na fejsie czy w „naszych”, bo to najlepsza motywacja, jaka może się trafić!

No dobra. Obudziłam się dzisiaj taka jakaś przygnębiona… choćby mężowi się to rzuciło w oczy. Przyszedł do kuchni, rozciągnął się, niedziela wreszcie, wszedł w pidżamie i pyta:
– A czemu Ty tak smutna z rana? Bez uśmiechu! Siadaj, jedzmy śniadanie.

Na kuchence już skwierczą jajka z boczkiem, ja zalewam herbatę. Nałożyłam mu na talerz większą część jajecznicy, do tego dorodna kromka chleba No, jedz, tylko się nie guzdrz!

– Zaraz, zaraz… Coś powiedziałem nie tak, Zosiu? zagaduje mój Antoni takim łagodnym głosem.

– Pewnie, iż tak, ale to my przecież oboje zawiniliśmy. Nie wychowaliśmy dobrze dzieci mówię i sama biorę się za jedzenie, choć choćby mnie nie ciągnie.

Córka i syn już dorośli, a przecież przez całe życie wszystko dla nich. Czasy były ciężkie oszczędzaliśmy na sobie, byle dzieci miały lepiej. Zawsze ich wspieraliśmy. A teraz? Kto nas wesprze, chociażby słowem? Dla nich zawsze wszystko źle: narzekają, raz im nudno, raz pieniędzy brakuje. I Ola, i Bartek wiecznie jakieś żale.

– Skąd te myśli? spytał ze spokojem Antoni, zagryzając świeżym chlebem z masłem i domową konfiturą.

– Tobie to dobrze to wszystko trafia do mnie, ich matki. Bartek wczoraj chciał z rodziną na bowling, pieniędzy na koncie mu zabrakło, prosił do wypłaty to mu nie dałam, bo mnie już ruszyło. Oczywiście się obraził. A Ola przed chwilą jeszcze dzwoniła z karierą śpiewaczki jej nie po drodze, więc humor jej paskudny. Lubi śpiewać i dobrze, niech śpiewa dla własnej przyjemności, ale do roboty trzeba też pójść! Ona koniecznie chce zarabiać śpiewaniem, a tu nie wychodzi, nie dla wszystkich przecież ten fach. Już dawno powinna to zrozumieć… Z Bartkiem kiedyś byli nierozłączni, a teraz ledwo się widują!

Odsunęłam zimną już jajecznicę i tylko łykam herbatę.

– Zosiu, no nie smuć się tak, wszystko się ułoży. Przecież też byliśmy młodzi, pamiętasz? Antoni próbuje mnie pocieszać, ale tylko bardziej się rozkleiłam.

– No tak, pamiętam! Żyliśmy skromnie, a cieszyło nas dosłownie wszystko. Jak Bartek się urodził to była radość. Wózek i łóżeczko od koleżanki, body po siostrzeńcu, wszystko po kimś, ale jak nowe! Dzieci przecież gwałtownie rosną, i byliśmy szczęśliwi. A jak kupiliśmy Malucha, czuliśmy się jak bogacze jeszcze garaż blaszany pod blokiem! A teraz naszym dzieciom, jak nie pojadą za granicę na wakacje, to mają żal, iż im życie nie wyszło. Przecież nie tego ich uczyliśmy…

– To już takie czasy, Zosiu. Pokus większy, świat otwarty. Młodzi jeszcze, zrozumieją.

– Byle nie za późno, żeby przez pogoń za bogactwem życia nie zaprzepaścili. Patrzę w lustro, aż mi się wierzyć nie chce, iż już jestem babcią. A Ty, Antoni, dziadkiem

I nagle dzwoni telefon syn Bartek.

– No, znowu coś mówię, odbieram, a oczy robią mi się coraz większe. Podrywam się prosto z krzesła.

– Antoni, ubieraj się szybko, Bartek w szpitalu, sąsiad ze szpitala dzwonił!

– Co się stało? Antoni też zrywa się z miejsca i w try miga szykuje do wyjścia.

– Do końca nie wiem, coś przy szlifierce ręka tarcza pękła i go przecięła. Chyba próbują mu uratować dłoń, byle się udało, bo jak on bez ręki? Jedziemy!

Wskoczyliśmy w kurtki, jeszcze nie starzy, ale młodość to też już nie to samo… Oczy rozbiegane, pełne niepokoju. Zapomnieliśmy o wszystkim i czym prędzej pobiegliśmy na przystanek.

W połowie drogi dzwoni Ola:
– Mamo, wpadnę do was na obiad, ok?

– Śmiało, córeczko, być może już nas zastaniesz, a może trochę później, – wykrzyknęłam z zadyszką i pędzę dalej za Antonim.

W szpitalu od razu nas uspokoili dłoń udało się uratować, ale do niego jeszcze nie wpuszczają.

– Będę tu siedzieć i czekać, nie wychodzę póki syna nie zobaczę siadłam w holu, Antoni przy mnie.

I nagle wpadła Ola, rzuciła się w nasze ramiona.

– Mamo, co wy tacy zmartwieni? Wszystko dobrze, uszyli mu, palce działają. Wczoraj dorabiał, naprawiał komuś samochód jak to Bartek. Coś się zacięło, bolce odcinał, no i szlifierka mu przecięła rękę. Ale już przytomny, wszystko poszyte. Kochana mamo, wyglądałaś jakby świat się walił, ale już jest dobrze!

– Skąd wiedziałaś? wydusiłam.

– Zawsze jesteśmy z Bartkiem w kontakcie, z jego żoną Martą też. Pomagamy sobie, przecież wiecie!

– Myśleliśmy, iż się w ogóle nie odzywacie. Czemu nic nie mówiliście? wyjaśnił Antoni.

– Tato, wy zawsze tacy silni, zaradni, wszystko potraficie Nie chciałam was martwić. Po prostu może my czasem do was nie dzwonimy, żebyście wreszcie trochę dla siebie pożyli Ola się uśmiechnęła. I naprawdę wyglądacie młodo, więc pozwólcie nam żyć swoim rytmem.

– No, tyle sobie wyobraziłam, a już byłam przekonana, iż zupełnie was nie obchodzimy uśmiechnęłam się do niej.

– Co Ty, mamo! Wy to jakieś superpokolenie, naprawdę. Staramy się na was patrzeć jak na wzór, choć to nie zawsze wychodzi ale naprawdę bardzo staramy się, serio!

W końcu pojawiła się pielęgniarka i pozwoliła chwilę wejść do Bartka. Ledwo powstrzymałam łzy ze wzruszenia, ale syn mówi ze spokojem:

– Mamo, proszę, już dobrze najgorsze minęło, nie martwcie się. Tata, opowiadałeś kiedyś, jak w garażu u was zebrało się gniazdo os i Cię pokąsały, prawie umarłeś a jednak się udało. Teraz też się udało. Jak tylko wyjdę ze szpitala, zapraszam was wszystkich do nas na Sylwestra, dość tej gonitwy, za mało się widujemy, co wy na to? A Ola chce was poznać ze swoim chłopakiem, jeszcze nie miała okazji wam powiedzieć.

Do domu wracaliśmy z Antonim pieszo, postanowiliśmy się przejść, przewietrzyć głowy.

Nie jesteśmy już młodzi, ale starzy to też jeszcze nie…

Ach, to rodzicielskie serce, zawsze drży o dzieci. Wydaje się, iż innym dzieci są idealne, a nasze chciałoby się mieć jeszcze lepsze, żeby słuchały, żyły lepiej, rozsądniej. A tak naprawdę każdy ma swoją drogę. Nasze dzieci są po prostu nasze… i to jest najważniejsze.

Idź do oryginalnego materiału