Serce rodzica
Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia, za polubienia, komentarze, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Szczególne podziękowania za każdą złotówkę wsparcia ode mnie i moich pięciu kocurów. Udostępniajcie, jeżeli podobał się Wam ten wpis autorowi to zawsze robi dobrze na serce!
Czemu taka markotna jesteś z samego rana? choćby się nie uśmiechasz, chodź, zjemy śniadanie.
Wszedłem lekko zaspany do kuchni nareszcie wolna niedziela.
Na patelni skwierczały jajka z boczkiem, żona nalewała herbatę. Chlapnęła mi na talerz ponad pół jajecznicy, do tego kromka chleba.
Jedz, proszę, zjedz wszystko!
Zrobiłem coś nie tak, Halino? zapytałem łagodnie.
Oj, zrobiliśmy, oboje odparła, siadając obok bez większego apetytu. Nie tak wychowaliśmy dzieci Dorosły już i córka, i syn. Ile razy sobie czegoś odmawialiśmy, odkładaliśmy na nich. Wspieraliśmy ich, a kto nas wesprze teraz, choćby dobrym słowem? Ciągle mają problemy to im nudno, to im brakuje pieniędzy. Zarówno Zosia, jak i Mateusz wciąż narzekają
Skąd taki pesymizm? już kończyłem jajecznicę, smarowałem świeży chleb masłem, a na górę dżem, i trochę sobie pod nosem podśpiewywałem.
Tobie łatwiej to wszystko przecież do mnie piszą. Wczoraj Mateusz chciał iść z rodziną na kręgle, prosił o pieniądze do pierwszego, ale się wkurzyłam i nie dałam. Obraził się. A przedtem dzwoniła Zosia znowu coś z karierą śpiewaczki nie wychodzi, humor pod psem. Jasne, śpiewać lubi, ale by z tego żyć Nie każdemu dane! Trzeba normalnie pracować, nie marzyć! A już to, iż oni z Mateuszem kiedyś byli nierozłączni, a teraz jak obcy, to mnie dobija!
Halina odsunęła zimniejącą jajecznicę i sięgnęła po herbatę.
Nie przejmuj się tak, wszystko się ułoży, sami też byliśmy młodzi próbowałem ją pocieszyć, ale tylko bardziej się zaperzyła:
Ty to masz pamięć! My cieszyliśmy się ze wszystkiego, żyliśmy skromnie. Gdy Mateusz się urodził pełnia szczęścia. Wózek i łóżeczko dała mi sąsiadka, śpioszki i pieluchy od siostry. Wszystko używane, ale prawie jak nowe, bo dzieci gwałtownie wyrastają. I byliśmy szczęśliwi! A jak do malucha kupiliśmy Malucha dumni byliśmy niesamowicie. Blaszany garaż pod blokiem postawiliśmy czuliśmy się bogaci! A im jak nie pojechali za granicę, to już uważają, iż życie stracone, kto ich tego nauczył?
Czasy się zmieniły, Halina, pokus więcej, młodzi są, jeszcze zrozumieją tłumaczyłem.
Oby nie było za późno Zamiast gonić za pieniędzmi, życie mija! Patrzę w lustro już babcia. Ty dziadek
Rozmowę przerwał telefon dzwonił syn, Mateusz.
No proszę, znowu coś westchnęła Halina i odebrała. W trakcie rozmowy aż zbladła i zerwała się z miejsca.
Staszek, ubieraj się, Mateusz wylądował w szpitalu! Sąsiad od niego z sali dzwonił!
Co się stało? ja też poderwałem się, zbierałem się w pośpiechu.
Do końca nie wiem. Szlifierka, przecięło mu dłoń, rozpadła się tarcza Chirurdzy próbują ratować, żeby nie stracił ręki! Mój Boże, żeby tylko wszystko dobrze się skończyło Jedziemy natychmiast!
Ubraliśmy się w biegu, niby jeszcze nie starzy, ale już nie młodzi, a w oczach strach.
Pognaliśmy, zapominając o wszystkim, do Mateusza do szpitala
Po drodze zadzwoniła Zosia.
Mamo, wpadnę do was na obiad, dobrze?
Tak, córciu, pewnie już wrócimy krzyknęła Halina i choćby nie czekała na odpowiedź biegliśmy już na autobus
Na szpitalnym holu gwałtownie nas uspokoili dłoń dało się uratować, ale na razie syna nie mogliśmy zobaczyć.
Dopóki nie pozwolą, nie ruszymy się stąd zaparła się Halina, siadając na krześle. Usiadłem obok.
Wtem do szpitala wpadła Zosia i rzuciła się w nasze ramiona.
Mamo, dlaczego taka zmartwiona? Już wszystko dobrze, Mateusz był wczoraj na chałturze, samochód komuś naprawiał, coś tam nie chciało puścić, ciął śruby i przeciął sobie dłoń. Już przytomny, wszystko zszyte, palce ruszają, już wszystko dobrze!
Skąd wiesz? tylko tyle wydusiła Halina.
Ja zawsze z Mateuszem piszę i z jego żoną też się kontaktujemy. Wzajemnie sobie pomagamy, a wy co, myślicie, iż się nie odzywamy?
A czemu nic nam nie mówicie? spytałem.
Tato, wy tacy silni, wszystko umiecie, nie chcemy Was martwić niepotrzebnie uśmiechnęła się Zosia. Poza tym, młodo wyglądacie, więc chcemy, żebyście w końcu pomyśleli więcej o sobie.
A ja już prawie uwierzyłam, iż was nie obchodzi, co się z nami dzieje Halina też się uśmiechnęła.
Mamo, po prostu Wasze pokolenie to twardziele. Chcemy być jak Wy, ale jeszcze dojrzewamy mrugnęła córka.
Popatrzyliśmy na siebie już z o wiele lżejszym sercem.
Mamo, tato, muszę Wam jeszcze powiedzieć mam pracę! A na śpiew różne domy kultury i imprezy mnie zapraszają. Wczoraj byłam w domu seniora, jak mi klaskali! Jedna staruszka choćby się popłakała, mówiła, iż córka jej wielka artystka, ciągle w trasach, a ona sama na starość straszne!
Nagle Zosia mocno nas objęła.
Kochamy Was z bratem bardzo, tylko pamiętajcie!
W tej chwili siostra oddziałowa wpuściła nas na chwilę do syna. Halina o mało się nie popłakała, ale Mateusz od razu spokojny:
Mamo, już dobrze, najgorsze za mną. Nie martw się. Tato, przecież sam opowiadałeś, jak u nas w blaszaku szerszenie gniazdo zrobiły, tak cię pożądliły, iż prawie umarłeś w szpitalu! Zdarza się Jak tylko mnie wypuszczą, wpadajcie do nas na Sylwestra. Jakoś rzadko się spotykamy, ciągle coś, a przecież jesteśmy rodziną. Zosia chyba wreszcie chce wam przedstawić swojego narzeczonego nie zdążyła powiedzieć!
Potem wracaliśmy z Haliną pieszo do domu uznaliśmy, iż spacer dobrze nam zrobi.
Rodzice niby jeszcze nie starzy, już nie młodzi
Ach, to rodzicielskie serce wiecznie w niepokoju o dzieci. Wydaje się, iż u innych to dzieci jak dzieci, i tak bardzo nam zależy, by nasze były lepsze, bardziej słuchały, żyły po naszemu.
A one mają swoją drogę jakakolwiek by nie była Ale to nasze dzieci, i są dobre. Nasze dzieci.
Warto o tym pamiętać i pozwolić im żyć po swojemu.







