Wspólne gotowanie i rodzinne obiady zostały nam adekwatnie tylko na weekendy.
Przez długi czas próbowałam też zrzucić kilka kilogramów. Diet miałam na koncie naprawdę sporo. Jedne wytrzymywałam tydzień, inne miesiąc, ale efekt zawsze był taki sam - po pewnym czasie wracałam do starych nawyków.
Najtrudniejsze było planowanie
Nie miałam problemu z motywacją. Problemem było życie.
Przygotowywanie pięciu posiłków dziennie, odmierzanie składników, liczenie kalorii, pilnowanie odpowiedniej ilości białka, tłuszczów i węglowodanów. Do tego zakupy, gotowanie i zmywanie. Po całym dniu pracy zwyczajnie nie miałam już na to siły.
Dlatego zaczęłam myśleć o cateringu dietetycznym.
Torbę Smaku poleciła mi koleżanka
Na Torbę Smaku trafiłam z polecenia koleżanki z pracy. Korzystała z ich diety od kilku miesięcy i bardzo ją chwaliła.
Początkowo zastanawiałam się głównie nad ceną.
Ceny są już od 57 zł za dzień. Na pierwszy rzut oka wydawało mi się sporo.
Potem policzyłam, ile naprawdę wydaję na zakupy. Do tego prąd, gaz, produkty, które lądowały w koszu, bo nie zdążyłam ich wykorzystać. Nagle okazało się, iż różnica wcale nie jest taka duża.
Za to z mojej głowy zniknęło codzienne pytanie: "Co dziś ugotować?".
Pięć posiłków i koniec z jedzeniem wieczorem
Wybrałam dietę z niskim indeksem glikemicznym. To zalecenie lekarza.
To był strzał w dziesiątkę.
Posiłki są różnorodne, pełne warzyw i owoców, nie brakuje ryb, mięsa czy dań wegetariańskich. Są też zdrowe desery, dzięki którym nie mam poczucia, iż jestem na diecie.
Największym zaskoczeniem było dla mnie to, iż dieta wcale nie jest monotonna. Każdego dnia jem coś innego.
Kurier przywozi zestawy wieczorem, zwykle między godziną 18 a 19. Taki przedział wybrałam specjalnie. W tych godzinach zawsze ktoś jest już w domu i może schować pudełka do lodówki.
Rano po prostu zabieram je do pracy.
Przestałam funkcjonować na śniadaniu
Kiedyś zdarzało się, iż wychodziłam z domu po śniadaniu, a kolejny porządny posiłek jadłam dopiero późnym wieczorem.
Teraz jem pięć razy dziennie.
Regularnie.
Nie podjadam między posiłkami i nie rzucam się na jedzenie po powrocie do domu.
Co ważne, porcje są naprawdę syte. Nie chodzę głodna. Wręcz przeciwnie - czasami zdarza się, iż nie jestem w stanie zjeść wszystkiego od razu.
Mąż nieraz zagląda do moich pudełek z wyraźną zazdrością.
Efekt? Minus 10 kilogramów w trzy miesiące
Największą zmianą nie jest choćby liczba na wadze, chociaż ta też cieszy.
W trzy miesiące schudłam 10 kilogramów.
Dużo ważniejsze jest jednak to, iż zmieniłam swoje nawyki żywieniowe.
Zaczęłam jeść regularnie, przestałam podjadać, nauczyłam się, jak powinny wyglądać dobrze zbilansowane posiłki. Nie muszę już zastanawiać się, czy zjadłam wystarczająco dużo białka albo czy mój obiad był odpowiednio skomponowany.
Ktoś zrobił to za mnie.
Dziś wiem, iż to była wygoda, której potrzebowałam
Nie traktuję cateringu dietetycznego jako chwilowej diety.
To rozwiązanie, które po prostu ułatwia mi codzienne życie.
Mam więcej czasu, nie stoję codziennie przy garnkach, jem regularnie i lepiej się czuję.
A kiedy przychodzi weekend, przez cały czas z przyjemnością gotuję dla rodziny. Tyle iż teraz robię to dlatego, iż chcę, a nie dlatego, iż muszę.
Czytelniczka Agnieszka













