Sąsiedzi: Tajemnice, które łączą i dzielą nasze życie

polregion.pl 5 dni temu

Sąsiedzi

No co ty, spuścił Wacław, wziąłem ją za żonę, a ona nie potrafi ani zupę ugotować, ani pierzeć. Siedział na kłodzie przy domu sąsiada i smutno patrzył na swój chatę, w której jeszcze spała młoda żona.

Stanisław, który mieszkał tuż obok, kręcił klucz w motocyklu:

Wiesz, Wasku, dopiero co ślub obchodziliście. Daj swojej pani czas po tym wydarzeniu.

Co? Nie chcę słuchać o ślubie. Ten dzień wyssał mi wszystkie nerwy.

Wyssał? zapytał współczująco Stanisław.

Wacław wyrzucił łuskę słonecznika i zmarszczył brwi:

Tak właśnie! Zaczęła się wygłupiać, gdy przywiózłem ją po zamianę, w podwórku rozwiązywała jej nieśmieszne zagadki, a potem jeszcze wciągnęła w tańce cygańskie, aż nowe spodnie od napięcia rozdarły się. Oj, ojciec dał mi te spodnie, więc wziąłem się za małżeństwo. Do jej pokoju dotarłem po przejściach, a ona już nie ma! Wyskoczyła przez okno i uciekła. Całą wioskę szukaliśmy pół dnia, a ona w końcu się zjawiła, śmiejąc się, iż się namyśliła. Kiedy zniszczyłem jej bukiet, upłakała się. Nie rozumiesz żartów, co?

Na ceremonii zachowywała się jak kozioł, jakby zmuszał ją do pójścia pod przymus. Na przyjęciu choćby nie pozwoliła mi się dotknąć, bała się, iż pogrzebię jej suknię. Fi, Wacław, fi, ty masz brudne palce od smażonej ryby. A ja mam suknię kosztowną, nie jest to serwetka, mówiła.

No więc, Kolesiu, nie wspominaj już o ślubie.

Stanisław odłożył klucz i pod kapeluszem pogłaskał brodę:

Wiesz, moja żona Marta jest spokojna, nigdy nie robiła takich wpadek.

Wszystkie kobiety są normalne, a ja dostałem taką z głupimi pomysłami. Poranek wstaję, cały dzień pracuję, a ona leży i śpi! Przynajmniej czajnik postawiłaby.

A nie chciałaby pracować?

Stanisław zdziwił się.

Nie szuka roboty, twierdzi, iż po szkole chce odpocząć. Matka i babcia potajemnie zrzucają jej pieniądze na kolczyki. Inaczej by mi nie dała spokój.

Stanisław zamyślił się, podszedł bliżej i spojrzał wprost w oczy:

Wyskoczyłeś w kiepską sytuację, Wasku. Znalazłeś leniwą żonę, odstaw ją na bok, dopóki nie urodzi dzieci. Staraj się…

Skąd miałem wiedzieć, iż rodzina Czerkiewiczy wychowała leniwą córkę? Krzyczeli, iż ich Łucja to złoto. Okazało się oszustwo. Teraz chodzą i cieszą się, a mnie zostawili jako balast.

***

W wiosce szumiała spokojna rzeka, koniki skakały w trawie, od czasu do czasu muły krowy lub szczekał pies, a kogut wstawał na pieśń. Rzadko przemierzały drogę traktor i motocykl, a wiadra brzęczały…

Kolesiu! z okna zawołała z chaty Bronisława, obiad gotowy, chodź do domu.

Już idę, odwrócił się leniwie do żony i pochylił się nad motocyklem, wsłuchując się w hałas podwórka. Z sąsiedniej chaty dochodziły dźwięki, które mógł usłyszeć tylko on.

Ach, Wasku, obierz ziemniaki, ja przyniosę cebulę, powiedziała łagodnie, niczym kotka, Łucja.

Dlaczego to ja muszę obrać ziemniaki? To kobiece zajęcie, odezwał się Wacław. Ja już przycinam kurczaka.

Hej, zaśmiał się Stanisław, oni tylko obiad gotują, a u mnie już gotowy!

Jestem zajęta, odebrała się delikatna kobieta. Przymierzam loki.

Ojej, czekaj na mnie, Łucjo!

Chcę być piękna, nie szara i nijaka. Kiedy kręcę loki, czuję się jak Sophia Loren. Wszyscy tak mówią. Nie wiesz? Pokażę ci, mam choćby wideo i płyty.

Stanisław pokręcił głową i zerknął w okna sąsiada.

Co ona odpowie?

Rzucił motocykl i cicho wszedł na podwórze, przyglądając się wnętrzu. W środku młoda żona Wacława tańczyła po środku pokoju, włosy falowały w okazałej kędzierzyźnie. Stanisław szukał Wacława wzrokiem, a ten stał przy stole, pochylony nad miską.

***

Stanisław z apetytem zjadł zupę, spojrzał na zadowoloną twarz żony i westchnął:

Wiesz, Bronisławo, jak Wacław został oszukany?

Co się stało? zapytała żona.

Poślubił on Łucję Czernich, co dopiero przyjechała z miasta.

Pamiętam, odparła Bronisława, była w przedszkolu, ale nie skończyła naukę.

Pamiętam ją, choć była niezdarną. To niezdarna dziewczyna, głową ma same tańce i bajki. A Wacław to głupi, poślubił ją w pośpiechu, nie zapytał się mnie, twojej siostry, Anieli, co wciąż siedzi w domu i mogłaby być lepsza.

Bronisława odwróciła okrągłą twarz. O siostrze Aneli nie chciała rozmawiać. Anela była pulchna i nieporadna, podobna do Bronisławy. Gdy zaś młodsza Bronka była szczupła, wyszła za mąż, zanim przybrała na wadze.

Z wiekiem obie siostry stały się podobne małe, okrągłe, jak kluski.

W domu sąsiada grała głośna muzyka i rozbrzmiewał kobiecy śmiech. Stanisław uniósł brew i podszedł do okien, przyglądając się. Po chwili odszedł, szukając Wacława w ogrodzie. Ten był w szklarni, przywiązując pomidory.

Czego potrzebujesz, Stanisławie?

Co to za hałas w twoim domu? Co za zamieszanie w środku dnia?

To Kolesa, przyjechała przyjaciółka z miasta. Dźwięk magnetofonu wywołała.

Stanisław spojrzał surowo na sąsiada:

Do kiedy będziesz tolerował te szaleństwa, Wacław? Pracujesz w polu, a żona zamiast brać sprawy w swoje ręce, tylko się śmieje. Już nie ma przyzwyczajenia!

Wacław spojrzał ciężkim wzrokiem:

Co mam zrobić, gdy ona tak się zachowuje? Niech się bawi, jeżeli sprawia jej radość.

Nie jest już mała, by się bawić! Ma już wyjść za mąż, być matką i stróżycą domowego ogniska. Musisz ją poskromić, wyrzucić magnetofon z okna! Moje żony nie mają przyjaciółek, jedynie siedzą i dziergają skarpetki.

Wacław przygniótł się, patrząc na kolegę:

Idź więc i zajmij się swoją żoną. Ja sam sobie radzę.

***

Następnego dnia nieprzerwanie padał deszcz. Szare niebo nie obiecywało słońca; Bronisława w kuchni warzyła konfiturę, a Stanisław błąkał się po domu.

Nudzisz się, Bronciu?

Idź po grzyby. Załóż pelerynę, po deszczu wyrosną świeże.

Nie chcę iść sam.

Zawołaj Wacława.

Stanisław westchnął:

Ojej, on mnie pewnie obraził.

Spojrzał w okno i zobaczył Wacława z torbą w ręku.

Witaj, sąsiedzie, wszedł, strącając drzwi.

Stanisław wyszedł na spotkanie:

Koleś, przyniosłem wędzoną rybę, sam ją wędziłem. Spróbuj.

Stanisław uśmiechnął się:

Ryba to mój ulubiony przysmak. Chodźmy napić się herbaty.

Usiedli przy stole w milczeniu. W końcu Stanisław zapytał:

Jak się układa życie? Czy twoja gość wyjechała?

Wyjechała.

Stanisław wziął gazetę i podniósł głos:

Co twoja żona teraz robi?

Łucja poszła do sklepu.

Co kupi? zapytał, potrząsając głową. Tylko worek pierogów i pomadkę? Moja żona Katarzyna widziała, jak twoja partnerka przy ladzie rozmawia o kosmetykach. Nie przyniosła chleba ani pasztetu, a tylko szminki i lakiery.

Bronisława przy garści i zamilkła, kładąc głowę w dłonie.

Niech kupuje, ona tak się maluje, mruknął Wacław.

Po co?

Stanisław spojrzał na przyjaciela:

My z Katarzyną postanowiliśmy, by nasze kobiety się przyjaźniły. Katarzyna nauczy ją sprzątać i gotować, a nie tracić czasu w błahostki.

***

Łucjo, musimy porozmawiać, rzekł Wacław.

Co, kochanie?

Bronisława odwróciła się i zbladła:

Łucjo Jesteś piękna, a ja nie rozumiem, co się stało.

Łucja przemieniła się: farbowała białe włosy, podkręcała rzęsy, podkreślała brwi.

Podoba ci się? ucieszyła się.

Tak Byłaś ładna, a teraz… Wacław nie mógł ukryć podziwu.

To moja przyjaciółka Ania, w salonie piękniejszym pracuje. Pomogła mi zrobić makijaż, zmieniła fryzurę

Łucja rozbawiła się, iż jej sąsiadka Katarzyna zgodziła się z nią wyjść.

Dlaczego nie? Jestem za, kochanie. Idę do niej.

Młoda żona nasączyła się słodkim perfumem, przywdziała piękną suknię, pomalowała usta i opuściła dom.

Wróciła cicha i poważna. Zdjęła suknię, założyła szlafrok i dokładnie umyła twarz. Swoje bujne włosy związała w kok.

Wacłoku, usiadła na krawędzi kanapy, gdzie siedział Wacław. Co się tak skarżysz sąsiadom na mnie?

Co? spytał zdziwiony.

Słyszałam o wszystkim jeżeli cię nie satysfakcjonuje, powiedz to wprost! Nie pierdziesz się przed obcymi.

Łucja upadła rękoma na kolana i zapłakano. Od tego dnia zmieniła się diametralnie: przestała patrzeć w lustro, zaczęła prać, piec ciasta, biegać po sąsiadach, wracała ciemna jak burza, milczała i rozmyślała.

Uśmiech i euforia zniknęły. Nie słychać już jej kobiecego śmiechu, nie grała muzyka w domu Wacława.

W końcu uciekła. Wacław wstał rano, a żona nie było w łóżku. Nie było jej w domu, ani na podwórzu, jedynie kartka przy drzwiach:

Wacłoku, pomyślałam i stwierdziłam jestem złą żoną. Ciągle się kłócimy, narzekasz sąsiadom, jak ci jest ciężko ze mną. Nie mogę tak dalej, odejdźmy. Nie szukaj mnie, nie znajdziesz. Żegnaj.

Co to miałem zrobić? rzekł wściekle Wacław. Łucjo!

Pierwszy, który przybiegł pocieszyć przyjaciela, był Stanisław:

Uciekła, niech ucieka, niech jej los będzie lepszy. Na pewno wyjechała do miasta, tam jest weselej. Mówiłem ci, iż będzie zła żona, miałem rację. Nie martw się, znajdziemy ci nową, pracowitą.

W domu Wacława pojawiła się żona sąsiada, Katarzyna, razem z młodszą siostrą Anielą, okrągłą jak bułka.

Aniela, czyżbyś nie była żoną? zażartował Stanisław. Wacław odwrócił twarz w gniewie.

***

Stanisław patrzył z okna na dom sąsiada i westchnął:

Dlaczego nie mogę zostać w domu, nie mam z kim iść na ryby? Katarzyna!

Co krzyczysz? odezwała się z kuchni niezadowolona żona.

Ostatnio między małżonkami zapanowała ciemna chmura: po przyjaźni z uciekającą Łucją, i Bronisława zmieniła się. To niepokoiło Stanisława.

Co to, Katarzyna? powiedział z irytacją mąż. Jakbyś mnie nie potrzebowała Rzułaś na mnie wszystkie prace domowe, nie mogę już wstać ani usiąść.

Stanisław podbiegł do kuchni:

Dlaczego jesteś zmęczona?

Katarzyna spojrzała na niego:

Czyż nie jestem człowiekiem? Czy mam być jedynie koniem pociągowym? Chcę perfum, makijażu, chcę iść do miasta, przymierzać suknie

Aha, rozumiem, skąd wiatr wieje. To Łucja cię nakręciła.

To nie przez Łucję, westchnęła. Nie widzę już życia z tobą, Kolesiu. Stoję przy piecu, przy zwierzętach Kiedy ostatni raz tańczyłam? Na szkolnym balu, z tobą. Och, Kolesiu

***

Wacław wrócił do wioski zadowolony i od razu przystąpił do gwoździ w oknach i drzwiach. Stanisław usłyszał stukanie młotka i podbiegWacław wsiadł na swój wózek i ruszył ku miastu, zostawiając za sobą echo dawnych kłótni.

Idź do oryginalnego materiału