Sąsiadka przekroczyła granice dobrego smaku

newsempire24.com 3 godzin temu

Zamierała na progu, trzymając klucz w dłoni. Zza drzwi dobiegały szmery i ciche mamrotanie. Kuba był w pracy, a ona wróciła wcześniej, postanawiając zafundować sobie pół dnia odpoczynku po wyczerpującym tygodniu. Teraz jednak serce waliło jej jak młot. Złodzieje? Ostrożnie uchyliła drzwi i usłyszała znajomy głos:

Ojej, Ania, Kuba, ależ u was bałagan! Kurz na parapecie, firanki pogniecione! Powinniście zatrudnić sprzątaczkę, bo co to za dom?

W przedpokoju, z miotłą w ręce, stała ciocia Halina, ich sąsiadka. Ania oniemiała.

Ciociu Halino? Jak pani się tu dostała? Głos Ani drżał z mieszanki zaskoczenia i irytacji.

A no po sąsiedzku, kochanie! Ciocia Halina rozpromieniła się, jakby jej obecność w cudzym mieszkaniu była czymś zupełnie normalnym. Zobaczyłam, iż drzwi uchylone, pomyślałam, sprawdzę, czy wszystko w porządku. A tu taki nieład! No to postanowiłam posprzątać.

Drzwi były zamknięte odcięła chłodno Ania, ściskając torbę. Pamiętam dokładnie.

Oj, daj spokój, zamknięte, niezamknięte ciocia Halina machnęła ręką, jakby odpędzała muchę. W naszym bloku wszyscy swoi, czego się bać? Ważne, iż to ja tu jestem, a nie jakiś chuligan!

Ania nie wiedziała, co odpowiedzieć. Jej nowy dom, ich pierwsze własne mieszkanie z Kubą, nagle wydał się obcy. Wymamrotała coś o dziękuję i wyprowadziła sąsiadkę, ale w środku kipiało oburzenie. Skąd ciocia Halina miała dostęp do ich mieszkania? I dlaczego zachowywała się, jakby miała do tego prawo?

Ta historia zaczęła się pół roku temu, gdy Ania i Kuba, młode małżeństwo, wprowadzili się do starego, ale przytulnego bloku na obrzeżach Warszawy. Mieszkanie było ich dumą: trzy lata oszczędzali na wkład własny, wzięli kredyt, odmawiali sobie wszystkiego, od kawy po wakacje. Gdy w końcu dostali klucze, Ania omal nie rozpłakała się ze szczęścia, a Kuba, zwykle powściągliwy, kręcił ją po pustym pokoju, śmiejąc się.

To nasz dom, Aniu! Nasz! mówił, a jego oczy błyszczały.

Urządzali się powoli: kupili kanapę, powiesili jasne firanki, postawili na parapecie doniczkę z fikusem. Ale najbardziej cieszyły ich drobiazgi poranna kawa w malutkiej kuchni, wieczorne filmy pod kocem, plany o remoncie.

Drugiego dnia po wprowadzeniu się zadzwoniono do drzwi. Na progu stała niska kobieta po sześćdziesiątce, z elegancką fryzurą i koszykiem w rękach.

Witajcie, młodzi! Jestem Halina Nowak, wasza sąsiadka z trzeciego piętra. Ciocia Halina, krótko mówiąc. Uśmiechnęła się tak szeroko, iż Ania mimowolnie odpowiedziała uśmiechem. Przyniosłam wam pierogi z kapustą. Po sąsiedzku!

Och, dziękujemy bardzo! Ania przyjęła koszyk, czując się nieco niezręcznie. Wpadnie pani na herbatę?

A nie, tylko na chwilę ciocia Halina weszła, rozglądając się po mieszkaniu z ciekawością. Ojej, jaka interesująca u was aranżacja! Tylko ściany by przemalować, bo tapety już stare. I kuchnia trochę ciasna, co?

Ania była zaskoczona, ale grzecznie odpowiedziała. Kuba, zaparzając herbatę, dodał:

Planujemy remont, ale na razie budżet nie pozwala. Powoli się urządzimy.

No, to rozsądnie, brawo! Ciocia Halina poklepała Anię po ramieniu. Jak coś, to pytajcie, ja tu wszystkich znam, podpowiem, gdzie tanio kupić farbę.

Pierogi były pyszne, a ciocia Halina gadatliwa. Opowiadała o sąsiadach, o tym, jak budowano blok za jej młodości, i choćby dała radę, jak namówić dozor

Idź do oryginalnego materiału