Dziś miałam kolejnego klienta/tkę. I wiecie co? Czasem aż nie chce sie wierzyć, jak bardzo złe może być życie. Pytanie brzmi, czy można złe życie naprawić? Pytanie retoryczne. Chyba właśnie ta niesprawiedliwość zła najbardziej wgryza się w serce i umysł.
Z tego wszystkiego gratuluję sobie, iż niedawno przeczytałam Herman o traumie, bardzo, bardzo mi się przydała na dzisiejszej sesji, kiedy nie wiedzialam o co pytac, bo wszystko boli.
Przypomniały mi się historie cioci Mirci, o których KONIECZNIE muszę napisać, bo jak nie napisać o tym, jak mój pradziadek o niemiecko brzmiącym nazwisku, obywatel Austro-Węgier, po upadku twierdzy Przemyśl w 1915 został wzięty do niewoli przez carską Rosję i wysłany to Donbasu, a potem Taszkientu. Z którego ROK na piechotę szedł do Lwowa, a w połowie drogi akurat wybuchła mu Rewolucja Październikowa, takie to były czasy… W Odessie widział jak bolszewicy przywiązali panom kamienie do szyi i topili ich w Morzu Czarnym. Takie historie, iż włosy na baczność stają.
Ciocia ma 96 lat i powinna mieszkać w muzeum jako żywy eksponat. (To ta sama ciocia, co widziała Panoramę Racławicką we Lwowie w 1938 roku i bardzo się wzruszyła jak zobaczyła ją ponownie w zeszłym roku we Wrocławiu).
Z rzeczy drobnych – naprawiłam Mo elektryczne pianino i jestem z siebie bardzo dumna! Rozkręciłam cały instrument i nie dość, iż usunęłam usterkę, to jeszcze byłam w stanie złożyć z powrotem, mój mały wewnętrzny Mamoń był w siódmym niebie. A moje dziecko tylko prychnęło phi! don’t be narcissistic! Nikt nie jest prorokiem ww własnym domu;)
Z rzeczy dobrych – przyszła jesień. Nie no, lato jest fajne, ale przemieliły mnie te upały w Polsce na kulkę mięsną, dopiero jak tu przyjechałam poczułam, jak bardzo nie miałam sił we Wrocku w tym słońcu które topi asfalt. A teraz deszczyk sobie delikatnie drobi, można oddychać, spacery są bardzo przyjemne i nareszcie chce się myśleć.












