Rachunek za balkon z widokiem na Wisłę

polregion.pl 6 dni temu

Miałam czterysta osiemdziesiąt złotych za noc w mieszkaniu w Krakowie, dwa kroki od Rynku, i byłam z siebie taka dumna, iż znalazłam okazję. Zdjęcia: parkiet, balkon, ekspres do kawy w kuchni. Cena wyglądała rozsądnie, dopóki nie doszłam do ostatniego kroku rezerwacji, gdzie system doliczył opłatę serwisową, opłatę za sprzątanie sto dwadzieścia złotych i jakiś podatek lokalny, o którym nikt mnie nie uprzedził. Za trzy noce wyszło prawie dwa tysiące. Trudno, pomyślałam, przynajmniej będę mieć spokój i własną kuchnię.

Zameldowanie o piętnastej, wymeldowanie o dziesiątej rano — to jeszcze rozumiem, taki standard. Ale gospodyni, pani Beata, wysłała mi wieczorem przed wyjazdem wiadomość na Messengerze, długą jak instrukcja obsługi pralki: proszę zdjąć pościel i wrzucić do worka pod oknem, uruchomić zmywarkę, wynieść śmieci do kontenera na tyłach kamienicy, wytrzeć blaty, poskładać ręczniki w kostkę, jak w hotelu, i koniecznie zakręcić kran w łazience, bo kapie i sąsiad z dołu się skarży.

Siedziałam na balkonie, z którego było widać kamienicę naprzeciwko, z kubkiem resztek kawy, i czytałam tę wiadomość jeszcze raz. Na dole ktoś wyprowadzał psa, warzywniak wystawiał skrzynki z jabłkami, z sąsiedniego okna leciało coś z Trójki. A ja miałam w telefonie listę czternastu punktów do odhaczenia, zanim oddam klucze.

Zadzwoniłam do siostry, bo musiałam komuś to opowiedzieć.

— Wiesz, ile zapłaciłam za sprzątanie? Sto dwadzieścia złotych. A teraz mam sama posprzątać.

— To za co ta opłata w ogóle jest?

— No właśnie o to samo chcę zapytać panią Beatę.

Ania się śmiała, ale ja już nie bardzo. Bo to nie był pierwszy raz. Miesiąc wcześniej w Zakopanem był podobny apartament, ta sama historia: wymeldowanie o dziewiątej, instrukcja z osiemnastoma punktami, w tym „proszę odkurzyć dywan w salonie po sobie". Wtedy machnęłam ręką. Tym razem coś we mnie się zacięło.

Napisałam do pani Beaty grzecznie, iż rozumiem prośbę o wyniesienie śmieci, ale nie zamierzam prać pościeli ani odkurzać, skoro zapłaciłam za sprzątanie z góry. Odpowiedź przyszła gwałtownie i bez ogródek: „Taki jest regulamin, inni goście też to robią, jak się Pani nie podoba, to proszę wybrać hotel następnym razem".

Dobra rada, pomyślałam. Skorzystam.

Rano spakowałam walizkę, zostawiłam klucze na stole w kuchni, obok niedomytego kubka po kawie — celowo, bo nie miałam już ochoty go myć — i napisałam pani Beacie jedną wiadomość: iż wymeldowuję się zgodnie z regulaminem, czyli do dziesiątej, iż mieszkanie zostawiam w takim stanie, w jakim zwykle zostawia się wynajęte mieszkanie, czyli bez zalanej wody i pożaru, a resztę niech załatwi ekipa sprzątająca, za którą zapłaciłam.

Zanim wyszłam, otworzyłam jeszcze aplikację Airbnb i w historii płatności odnalazłam sto dwadzieścia złotych opłaty za sprzątanie — osobną pozycją, nie w cenie noclegu, czarno na białym. Zrobiłam zrzut ekranu.

W pociągu do Warszawy, gdzieś koło Radomia, otworzyłam formularz zgłoszenia problemu, dołączyłam ten zrzut i wiadomość od pani Beaty, i napisałam skargę do wsparcia Airbnb: żądam zwrotu stu dwudziestu złotych, ponieważ gospodyni w wiadomości pisemnej zażądała ode mnie wykonania sprzątania własnoręcznie. Wysłałam, schowałam telefon do kieszeni kurtki i patrzyłam przez okno na pola, które akurat zaczynały się złocić.

Po pięciu dniach telefon zapiszczał przy śniadaniu. Otworzyłam aplikację banku, jeszcze z widelcem w drugiej ręce — i tam była, sto dwadzieścia złotych, opisana jako zwrot od Airbnb Ireland. Do tego mail z Airbnb, standardowa formułka przeprosin i informacja, iż gospodyni dostała ostrzeżenie za regulamin niezgodny z zasadami platformy.

Zrobiłam zrzut ekranu z ekranu banku i wysłałam Ani, bez podpisu, tylko z emotikoną portfela.

Pani Beata napisała do mnie jeszcze raz, już innym tonem: iż nie rozumie, dlaczego zgłosiłam sprawę, skoro mogłyśmy się dogadać. Widziałam tę wiadomość na ekranie, kciuk zawisł mi nad polem odpowiedzi przez chwilę — po czym odłożyłam telefon obok talerza i dokończyłam kawę.

Idź do oryginalnego materiału