Babcia Zofia wysiadła na Dworcu Głównym w Krakowie, taszcząc za sobą dwie ogromne torby. Co prawda, z rodziną widywała się rzadko, ale choćby ostatnie złotówki wydała, by przewieźć im dary bo nie ma to jak polska gościnność! Nigdy nie przyjeżdżała z pustymi rękami, jednak tym razem przeszła samą siebie. W każdej siatce kilogramy kiełbasy, pierogów, krzyżówek i obowiązkowych skarpetek dla wnusi. Choć pociąg był zatłoczony, a zapach kanapek polskich matron unosił się w powietrzu, Zofia dzielnie wierzyła, iż syn Paweł już czeka na peronie, gotowy rzucić się na powitanie.
Ale nie. Jak zwykle bywa, życie zaskakuje jak zniżka na cebulę w Biedronce euforia krótka, a rozczarowanie głębokie. Rozejrzała się nigdzie Pawła. Zrezygnowana, oparła ciężkie torby i zaczęła wygrzebywać starą Nokie z torebki, marząc tylko o tym, żeby nie skończyła się bateria.
Dzwoniła, dzwoniła Nic. Po dziesiątym sygnale, wreszcie usłyszała głos syna, bardziej zaspany niż kogut o piątej rano.
Oj, mamo Że też ja zapomniałem! Pojechaliśmy z Olą do jej rodziców, do Tarnowskich Gór, na tydzień. No i no adekwatnie to chyba przyjechałaś na darmo. Przepraszam, jakoś zapomniałem dać znać. Może wrócisz do domu?
Zofi łza zakręciła się w oku, ale nie chciała narzekać. Odpowiedziała chłodno: Dobrze, Pawle.
Wiedziała, iż nie ma sensu wracać z tym całym bagażem ramiona już bolały ją jak po wykopkach. Stanęła więc w kolejowym przejściu i podarowała torby bezdomnym, żeby choć komuś z tego była radość. O synu nie wspomniała ani słowem a Paweł pewnie po dziś dzień myśli, iż babcia ma serce z żelaza, skoro tak łatwo przełknęła jego zapominalstwo.
Serce miała nie z żelaza, a ze szkła. Całe życie harowała, by syn mógł mieć swoje studia, mieszkanie i dobre życie. Teraz, kiedy była już staruszką, odwiedzał ją jak listonosz tylko wtedy, gdy coś trzeba było załatwić.
Miesiąc później zadzwoniła Ola, synowa: Pani Zosiu, czy mogłaby się pani zająć wnukami w weekend? Jedziemy na wesele do znajomych
Zofia pierwszy raz w życiu odmówiła. Cicho powiedziała: Wiesz co, Olu? Tym razem wolę odpocząć. Już mnie trochę za dużo tej rodzinnej pamięci
Usiadła w swoim małym krakowskim mieszkaniu, zaparzyła herbatę z cytryną i z dumą pomyślała: Jak Polka Polce, ja też raz mogę zadbać o siebie.Po chwili poczuła nieznane sobie wcześniej ciepło i spokój. Po raz pierwszy od lat zrobiło się w niej miejsce dla siebie samej na ciszę, oddech, drobne przyjemności. Dookoła rozlała się błoga cisza przerywana tylko cykaniem zegara i stukotem deszczu o parapet.
Przez okno patrzyła na ogródki działkowe, gdzie dzieci sąsiadów grały w piłkę. Zofia uśmiechnęła się do swoich wspomnień do dzieciństwa na wsi, kiedy świat był prosty, a miłość nie wymagała telefonów i tłumaczeń.
Z szuflady wyjęła własne, zapomniane już krzyżówki. W końcu będzie miała czas je rozwiązać. Przypomniała sobie powiedzenie starej ciotki: Jak chcesz mieć rodzinę najpierw bądź rodziną dla siebie. I tego dnia, w maleńkim krakowskim mieszkaniu, poczuła się naprawdę u siebie.
A na przyszły tydzień Zofia już miała inne plany wycieczka do muzeum, kawa z sąsiadką i może nowy sweter, koniecznie w kolorze bzu. Przecież życie wciąż mogło pachnieć świeżym chlebem, choćby jeżeli przyszłość smakowała trochę inaczej, niż kiedyś sobie wymarzyła.












