Czekaj jeszcze trochę na mamę myśli w głowie Jadwigi, gdy jej dziesięcioletni syn Maksym krzyczy w salonie.
Kiedy już przyjdzie tata? Masz mnie dosyć! Gdzie tata! Tata! wyłania się z ust chłopca, rozdzierając ciszę w mieszkaniu przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie. Jego małe pięści są zaciśnięte, a twarz przybiera czerwony od krzyku.
Jadwiga stara się zachować spokój, choć w jej wnętrzu rośnie ciężki węzeł. Tata jest w pracy, wróci za godzinę. Uspokój się, kochanie, pogadajmy mówi najłagodniej, jak potrafi. Nie chcę rozmawiać z tobą! Jesteś zła! Potrzebuję tylko taty! Maksym tupie nogą, a jego głos zamienia się w piszczenie.
Łzy zbierają się w gardle Jadwigi. Patrzy na swojego syna i nie rozumie, jak doszło do tego momentu. Poświęciła mu całe swoje życie: pracowała zdalnie, spędzała z nim każdą wolną chwilę w zoo, w muzeum, na wspólnych spacerach, czytając mu na dobranoc. Gdy Maksym poszedł do szkoły, Jadwiga wróciła do biura, ale mimo to zawsze znajdowali czas dla siebie.
Nie kocham cię! Masz mnie dość! Mam już dosyć! wykrzykuje chłopiec, a te słowa przebiły serce Jadwigi na wskroś. Odwraca się, zakrywając usta dłonią. Łzy już chcą wypłynąć, ale nie może płakać przed synem. Dlaczego tak? Przecież jest matką, kocha go nad życie. Dlaczego Maksym widzi w niej tylko pustkę? Dlaczego nie chce ojca, a ciągle domaga się jego obecności?
Maksymie, proszę, przestań krzyczeć. Tata już wróci próbuje jeszcze raz, ale głos jej drży zdradliwie. Nie chcę czekać! Chcę teraz! Jesteś złą mamą! Dodaje chłopiec.
Nagle dzwoni telefon. Maksym przeskakuje do Jadwigi i chwyta jej rękę, wyrywając telefon z jej dłoni.
Tata! Tata! woła, nie patrząc w ekran. Jadwiga cofa się o krok. To rzeczywiście Andrzej, którego donośny, baritonowy głos dochodzi z głośnika.
Cześć, synku! Co u ciebie? brzmi wesoło i troskliwie męża. Tato, tęsknię! Mama mnie denerwuje, kiedy wrócisz? Maksym przyciska słuchawkę do ucha, a twarz natychmiast się rozjaśnia.
Jadwiga czeka na odpowiedź, napięta.
Och, synku, muszę zostać w pracy jeszcze kilka godzin. Poczekaj trochę na mamę, już niedługo będę.
Poczekaj na mamę myśli krążą w głowie Jadwigi jak ciężka przeszkoda do zniesienia. Czuje się jakby jej obecność była ciężarem.
Dobrze, tato, będę czekał! wykrzykuje maksym, rozpromieniony.
Jadwiga odwraca się i biegnie do swojej sypialni. Nogi drżą, w gardle wysycha. Zamykając drzwi, pada na łóżko i płacze nieprzerwanie.
Co to wszystko oznacza? Dlaczego syn i mąż nie cenią jej? Dlaczego stała się jedynie przeszkodą, którą trzeba znosić?
Zamykając twarz w poduszkę, próbuje płakać cicho. Wszystko wydaje się tak niesprawiedliwe. Marzyła o tym dziecku, planowała, jak będzie je kochać. A on… on jej nie kocha. Co dalej? Nadchodzi okres dojrzewania, a zachowanie syna stanie się jeszcze mniej do zniesienia.
Minuty ciągną się w agonii. Za ścianą słychać odgłosy gry Maksym już się uspokaja bez jej obecności. Jadwiga leży i patrzy w sufit, zastanawiając się, co robić dalej. Jak żyć z tą bólem? Jak dalej być matką, której odrzuca własny syn?
Około godziny dziewiątej wieczorem wysyła Maksymia spać. Chłopiec wciąż domaga się taty, ale zmęczenie w końcu go przygniata. Wreszcie zasypia.
Około północy w klatce słyszy się skrzypienie klucza. Andrzej wchodzi do przedpokoju. Jadwiga spotyka go w korytarzu, ręce złożone na piersi.
Wiesz, jak bardzo on cię czeka. Jak możesz tak zwlekać? drży jej głos od wstrzymanego gniewu.
Andrzej zdejmuje płaszcz i wiesza go na wieszaku, nie patrząc na żonę.
Mieliśmy imprezę firmową, nie mogłem wyjść wcześniej. Praca, wiesz? odpowiada. Dla ciebie korporacja ważniejsza niż dziecko? Jego samopoczucie? Jadwiga stara się mówić cicho, by nie obudzić syna. Nie organizuj scen. Zarabiam pieniądze dla rodziny. A ja co? Po prostu chodzę do pracy?
Andrzej odchodzi do sypialni, nie przejmując się problemami domowymi. Jadwiga zostaje w korytarzu, a nocą leży na kanapie, przewracając się z boku na bok. Myśli krążą: czy to naprawdę jej życie? Czy tak będzie zawsze?
Rano budzi ją śmiech w kuchni. Maksym i Andrzej siedzą przy stole, jedzą śniadanie i rozmawiają wesoło. Syn opowiada ojcu o szkole, a on słucha, zadając pytania.
Dzień dobry wita Jadwiga kuchnię, próbuje się uśmiechnąć.
Maksym choćby nie odwraca się. Andrzej skinął głową, nie przerywając rozmowy z synem. Jadwiga nalewa sobie kawę i siada przy stole.
Wczoraj mieliśmy trudne zadanie z matematyki zaczyna Maksym, zwracając się tylko do taty. Rozwiązałem je sam! pyta Andrzej: Czy mama pomagała ci w lekcjach? Maksym odpowiada: Po co mi mama? Dałem radę sam.
Jadwiga próbuje wtrącić się do rozmowy:
Maksymie, pokażesz mi to zadanie? Jestem ciekawa.
Chłopiec kontynuuje rozmowę z ojcem, jakby nie słyszał jej. Andrzej nie reaguje. Jadwiga znów zamienia się w niewidzialny element domowego wystroju.
Tak mijają tygodnie. Każdego dnia to samo. Maksym krzyczy, domaga się taty, ignoruje wszelkie próby kontaktu ze strony matki. Andrzej przychodzi późno, a rano rozmawia wyłącznie z synem. Jadwiga coraz bardziej czuje się zbędna.
Pewnego razu Maksym wybucha na nią z powodu drobnostki. Prosi go, by posprzątał zabawki. Chłopiec rzuca je na podłogę i wyje, iż nie będzie jej słuchał, bo chce tylko zobaczyć tatę. Wtedy w Jadwigi coś pęka na dobre.
Wieczorem, gdy Andrzej wraca do domu, mówi:
Składam pozew o rozwód.
Andrzej podnosi wzrok znad telefonu, zdumiony.
Co? pyta. Słyszałeś mnie? Składam pozew o rozwód.
Andrzej przerywa rozmowę, przyciemnia spojrzenie.
I gdzie zamierzasz się wyprowadzić? Nie masz własnego mieszkania, rodzice mieszkają w innym mieście. Gdzie będziesz z dzieckiem? Pamiętaj, iż mieszkanie jest moje. Po rozwodzie nie znajdziesz tu miejsca!
Jadwiga patrzy mu prosto w oczy.
Wiem, iż to moje mieszkanie jest twoje. Dlatego w sądzie powiem, iż dziecko powinno zostać z tobą.
Twarz Andrzeja bladnie.
Co? Nie dam sobie rady sam! Mam pracę! błaga. Ja też pracuję. kontynuuje. Ale on wciąż jest dzieckiem, potrzebuje matki! odpowiada Jadwiga. Potrzebuje ojca. Sam tak mówi każdego dnia. Maksym dostanie to, czego chce.
Andrzej otwiera usta, ale Jadwiga już wychodzi z pokoju. Decyzja dojrzewa w niej na dobre.
Miesiąc później rozpoczyna się postępowanie sądowe. Jadwiga tymczasowo zamieszkuje u przyjaciółki Ireny, szukając własnego mieszkania. Maksym nie dzwoni, nie pisze. Przedstawiciel opieki społecznej, kobieta w średnim wieku w eleganckim garniturze, rozmawia osobno z chłopcem. Dziecko ma już dziesięć lat, więc jego zdanie ma znaczenie.
W sali sądowej sędzia odczytuje zeznania:
Maksym oświadcza, iż chce mieszkać z ojcem. Z matki czuje się niekomfortowo, wybiera tatę. Potwierdza, iż kocha ojca bardziej i chce być z nim.
Każde słowo rani serce Jadwigi. Patrzy na stół, stara się nie płakać. Jej własny syn publicznie odrzuca ją.
Biorąc pod uwagę wolę dziecka oraz wyższe dochody ojca i posiadane przez niego mieszkanie, sąd postanawia pozostawić dziecko pod opieką ojca ogłasza sędzia.
Los rodziny zostaje rozstrzygnięty.
Andrzej łapie Jadwigę w korytarzu.
Posłuchaj, zabierz dziecko! Nie mogę patrzeć, jak go opuszczam! Praca, delegacje! Co mam z nim zrobić?
Jadwiga zatrzymuje się i odwraca.
Ja też pracuję. Muszę teraz szukać mieszkania. Dziecko zostaje z tobą, jak orzekł sąd. Ja będę płacić alimenty i przychodzić co dwa tygodnie. mówi. Ale ty jesteś ojcem, którego on kocha. Korzystaj.
Odwraca się i odchodzi, nie odwracając się.
Mieszka w małym studio dwadzieścia metrów kwadratowych, małej kuchni i łazienki połączonej. To jej własna przestrzeń, gdzie nikt nie krzyczy, nie ignoruje i nie zmusza do znoszenia upokorzeń.
Pierwszego wieczoru płacze długo. Straciła męża, syna, rodzinę. Ale już nikt nie drwi z niej, nie czyni jej nieważną.
Spotkania z Maksymem zdarzają się rzadko co dwa tygodnie. Chłopiec przychodzi w wizytę, ale dalej go obraża.
To twoja wina, iż rodzina się rozpadła! wykrzykuje, siedząc na kanapie. Tata rzadko jest w domu! Z nami jest opiekunka! Nienawidzę cię! Dzięki tobie ledwo widzę tatę!
Po każdej takiej wizycie Jadwiga płacze, ale wciąż idzie dalej. Znajduje nową pracę z dobrą pensją, urządza mieszkanie, zapisuje się na kursy.
Była teściowa dzwoni prawie co tydzień.
Jak mogłaś odejść i zostawić dziecko Andrzejowi? pyta z rozpaczą. Czy to naprawdę matka? odpowiada Jadwiga spokojnie. To także jego syn. Maksym chciał zostać z tatą. Dlaczego miałabym go zabierać wbrew jego woli? dodaje. Dzieci nie rozumieją wszystkiego! kontrargumentuje teściowa. Maksym ma dziesięć lat, nie pięć. Dostaje to, czego pragnął.
Lata mijają. Jadwiga buduje nowe życie: praca, przytulny dom, hobby, przyjaciółki. Nie żyje już w ciągłym stresie, nie czeka na obelgi i krzyki.
Pięć lat upływa niepostrzeżenie. Maksym dorasta, zmienia się.
Mamo mówi kiedyś z powagą byłem w błędzie. Rozumiem teraz, iż cię zraniłem i iż to część przyczyn naszego rozwodu.
Jadwiga głaszcze go po włosach, gest przypominający dawną bliskość.
Nic nie szkodzi. Mam nadzieję, iż twoje własne dzieci nie będą tak cię traktowały.
Choć ciepło, które kiedyś odczuwała, już nie jest tak silne, nie żałuje, iż nie pozwoliła się zniszczyć. Może nie była idealną matką według społeczeństwa, ale pozostała sobą i to jest najważniejsze.












