Dziennik osobisty, 15 marca
Dzisiaj przez dłuższą chwilę nie mogłam pozbierać myśli, dlatego muszę to wszystko z siebie wyrzucić tutaj, na kartkach mojego starego notesu. Może dzięki temu trochę się uspokoję.
Kiedyś myślałam, iż życie rodzinne w Polsce jest proste: rodzina, dom, święta przy stole, kłótnie o bigos i pierogi, ale zawsze z szacunkiem, z nadzieją na wspólne wsparcie. Dzisiaj jednak rzeczywistość dała mi lekcję, której nie zapomnę.
Zaczęło się niewinnie generalne porządki w naszej trzypokojowej kamienicy na Pradze. Znowu ten przeklęty odkurzacz! Szarpałam się z nim, próbując upchnąć go do szafy w przedpokoju, a rura nie chciała się zmieścić między kurtkami i parasolkami.
Sławek, pomóż mi, no! krzyknęłam w kierunku dużego pokoju, gdzie właśnie montował nowy zawias w kranie.
Mój mąż, spokojny człowiek o złotym sercu, wrócił do mnie z łazienki. Uśmiechnął się swoim flegmatycznym sposobem.
Daj, Aniu, zaraz to ogarniemy.
W jednej chwili wsunął odkurzacz do rogu szafy, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem. Usiadłam oparłszy ramię na futrynę.
Powiedz, czy tylko ja mam wrażenie, iż wiecznie brakuje nam miejsca? Trzy pokoje, a podczas sprzątania mam wrażenie, iż połowa rzeczy powinna wylecieć na ulicę.
Bo ty, kochanie, masz słabość do chomikowania, zażartował Sławek. Po co nam trzy serwisy do kawy? Przecież używamy jednego, i to tylko na Wigilię i Wielkanoc.
Ale przecież one są po babci odparłam z czułością, głaszcząc porcelanową filiżankę. To pamiątka, jej mieszkanie, jej życie.
Po ślubie Sławek dostał od rodziców tę kamienicę po babci trzypokojowe mieszkanie na Pradze, ciche podwórko z placem zabaw, dobre przedszkole po drugiej stronie ulicy. Jego siostra Ola otrzymała dwupokojowe w samym centrum, na Śródmieściu, z widokiem na Wisłę.
Wartościowo wyszło po równo, nikt nikomu nigdy nie zazdrościł. Przez pięć lat żyliśmy razem, bez konfliktów. Wydawało mi się, iż w polskiej rodzinie tak właśnie być powinno Aż do dziś.
Porządki skończone, dom lśni. Chwilę usiedliśmy przed telewizorem, kiedy zadzwonił dzwonek.
Sławek zerknął przez wizjer.
Ola z narzeczonym, Michałem, przyszła rzucił do mnie.
Najpierw do mieszkania wpadła Ola spóźniona, jak zwykle roześmiana. Za nią powoli wszedł Michał, którego widziałam może ze dwa razy. Ola poznała go w klubie sportowym pół roku temu.
Nigdy nie przypadł mi do gustu zadufany w sobie, pewny własnej racji. Patrzył na mnie i Sławka z wyższością, jak na dzieci.
Cześć wszystkim! Ola rzuciła się Sławkowi na szyję, potem mnie uściskała. Przechodziłam obok, mamy dla was wieści!
Wchodźcie. Coś się wydarzyło? zaprosił Sławek do kuchni. Kawy, herbaty?
Daj wodę, jest ważna sprawa, Sławek Michał wszedł za nim do kuchni. Serio. Będzie poważna rozmowa.
Nie wyglądało, iż przyszli przypadkiem. Coś wisiało w powietrzu. Usiadłam, serce biło mi szybciej.
Sławek uniósł brwi, czekając. Ola udawała, iż jej nie ma, grzebała w telefonie. Michał odchrząknął.
Słuchajcie. Z Olą się zaręczyliśmy. Za trzy miesiące ślub. Plany mamy ambitne rodzina, dzieci, pełnia szczęścia. Zastanawialiśmy się nad mieszkaniami I doszliśmy do wniosku: wymieńmy się! My z Olą wprowadzimy się tutaj, wy z Anią pójdziecie do jej mieszkania w centrum.
Myślałam, iż się przesłyszałam. Patrzyłam raz na Sławka, raz na Olę, która choćby nie przerywała przewijania fejsbuka.
Michał, przepraszam Ty żartujesz? Sławek marszczył brwi. Proponujesz, żebyśmy oddali wam nasze mieszkanie?
To racjonalne stwierdził Michał niewzruszony. Wy z córką macie zbyt dużo miejsca, nie potrzebujecie trzech pokoi, jedna służy choćby za magazyn. Nam przyda się przestrzeń, planujemy trójkę dzieci! U was osiedle ciche, przedszkole pod nosem, a w centrum głośno i drogo. Po prostu sprawiedliwy, korzystny układ.
Zatkało mnie. Dłonią zacisnęłam oparcie krzesła.
Sprawiedliwy?! Michał, na jakiej podstawie uważasz, iż możemy się podmienić?
Aniu, nie dramatyzuj skrzywił się. Wy macie jedno dziecko i nie planujecie następnych. Po co wam taki metraż? Zyskacie apartament w centrum, warty więcej, ja sprawdzałem na OLX.
Piękne Sławek parsknął gorzko. Jeszcze choćby się nie ożeniłeś, a już dzielisz mieszkania.
Wtedy Ola odłożyła telefon.
Michał nie jest złym człowiekiem! zaczęła łagodnym głosem. Po prostu patrzy praktycznie. Mi też będzie niedługo ciasno, gdy się urodzą dzieci. Mamo zawsze powtarzała: najważniejsza jest rodzina, a rodzina to kompromis.
Mama mówiła o wsparciu, a nie o tym, żeby jeden wysiedlał drugiego ze swojego domu! przerwałam jej. To nasz dom, tu nasza córka ma kolegów i swoje miejsce.
A ta twoja „pracownia” to co? Pracujesz tam? Ola mówiła, iż wrzucasz obrazki do internetu, to bardziej hobby niż praca. Przesiądziesz się z laptopem do kuchni i sprawa załatwiona mruknął Michał z wyższą ironią.
Wtedy Sławek wstał i powoli podszedł do drzwi.
Wystarczy powiedział cicho. Wyjdźcie proszę. Obaj.
Ej, czemu się obrażasz? zapytał zdziwiony Michał. Przyszliśmy jak rodzina, spokojnie pogadać.
Rodzinnie? Przychodzisz tutaj domagać się naszych ścian i jeszcze obrażasz Anię, decydujesz o naszej córce? Masz w ogóle sumienie?
Bądźmy szczerzy, Sławek rzuciła Ola ze łzami w oczach. Twój upór i zaborczość szkodzi całej rodzinie.
Ola, myślałaś kiedyś, gdzie on cię tym zaprowadzi? Jeszcze choćby do USC nie przeszłaś, a on już decyduje o twoim majątku! powiedziałam ostro.
Michał się o mnie troszczy! O naszą przyszłość!
Sławek wskazał drzwi:
Na dziś koniec. Temat wiedzę zamknięty. Gdybyś jeszcze raz zaproponował taki „deal”, przestaniemy się kontaktować.
Michał wzruszył ramionami i wyszedł. Ola wybiegła za nim ze łzami w oczach.
Widziałeś to? Po prostu żenada rzuciłam Sławkowi, który stał bez słowa przy oknie i wpatrywał się w ciemny dziedziniec, gdzie Michał przekonywał Olę pod maską samochodu, kto ma rację.
Najgorsze, iż Ola mu uwierzyła powiedział Sławek po chwili. Zawsze była trochę oderwana, ale żeby aż tak?
Zaczarował ją! Muszę zadzwonić do twojej mamy, niech wie, jakiego zyskała przyszłego zięcia.
Najpierw sam do niej zadzwonię powiedział Sławek spokojnie i wybrał numer Oli.
Po kilku sygnałach odebrała.
Halo łkała.
Ola, słuchaj. Jesteś z nim w samochodzie?
Już mnie wysadził, powiedział, iż „musi ochłonąć, bo mam egoistyczną rodzinę”.
Ola, posłuchaj, on przyszedł po nasze mieszkanie, nie rozumiesz? Decyduje za ciebie, za mnie, za całą rodzinę, a Ty nie masz nic do powiedzenia! Powiedział ci wcześniej o tych planach?
Nie mówił, iż ma niespodziankę.
Świetna niespodzianka. Jak przestanie mu pasować, twoje auto też będzie chciał, a może potem dom na Mazurach oddasz, bo tam powietrze czystsze?
Nie mów tak On mnie kocha
Ola. Gdyby kochał, nie knułby za naszymi plecami i nie stawiał cię przeciw rodzinie. Pomyśl, zanim pójdziesz za niego do urzędu.
Ola rozpłakała się głośniej. Sławek rozłączył się z westchnieniem.
Powiedziała, iż nie miała pojęcia o tych planach, iż to „niespodzianka”.
Wyobraź sobie, taki król życia wszystko wszystkim urządzi za nich. Remonty przesuńcie, mieszkania zamieńcie, ludzi porozstawiajmy po kątach. Jak mnie to mierzi
Ale mieszkania nie oddamy Sławek objął mnie ramieniem. To pewne. Ale szkoda mi Oli. Wpakowała się
Ciąg dalszy był zaskakujący. Ślubu nie było. Michał rzucił Olę tego samego wieczoru. Przyszedł, spakował rzeczy, rzucił na pożegnanie, iż „nie brata się z tak skąpą rodziną”. Dodał, iż nie można na nas liczyć: ani nie przypilnujemy przyszłych dzieci, ani grosza nie pożyczymy, gdyby trzeba było.
Ola płakała długo. Na początku nie docierało do niej, jakie szczęście ją spotkało. Dziś już wie. Gdyby za niego wyszła, całe życie by cierpiała. Los czuwał.
Czasem w polskiej rodzinie musi wybuchnąć burza, by każdy mógł wrócić na własne miejsce.








