Przeprowadzamy się do waszego mieszkania — Ola ma świetne mieszkanie w centrum. Świeżo wyremontowane, tylko mieszkać i się cieszyć! — Mieszkanie idealne dla samotnej kobiety — Rustam uśmiechnął się pobłażliwie do Inny, jak do dziecka. — A my chcemy mieć dwójkę, a najlepiej trójkę dzieci. Jedno po drugim! W centrum jest głośno, ciężko oddychać, nie ma gdzie zaparkować. I co najważniejsze — są tam tylko dwa pokoje. A u was — trzy. Cisza, spokój, przedszkole pod nosem. — Rzeczywiście, okolica jest spokojna — przytaknął Sławek, wciąż nie rozumiejąc, do czego zmierza przyszły zięć. — Dlatego tu zamieszkaliśmy. — No właśnie! — Rustam pstryknął palcami. — Mówię Oldze: po co się tłoczyć, skoro rozwiązanie jest pod ręką? We troje z córką i tak macie za dużo miejsca. Po co wam tyle przestrzeni? Przecież z jednego pokoju choćby nie korzystacie, magazyn tam zrobiliście. Dla nas w sam raz. Inna próbowała wcisnąć odkurzacz piorący do ciasnej szafy w przedpokoju. Odkurzacz się buntował, zaczepiał rurą o wieszaki, za nic nie chciał wejść na swoje miejsce. — Sławek, pomóż, no! — zawołała w stronę pokoju. — Albo ta szafa się skurczyła, albo ja już nie umiem układać rzeczy. Sławek zajrzał z łazienki — dopiero co skończył majsterkować przy kranie. Spokojny, trochę flegmatyczny, zupełne przeciwieństwo swojej żony. — Już, już, Inka. Daj mi go tutaj. Złapał ciężki sprzęt i błyskawicznie ulokował w rogu szafy. Inna westchnęła i oparła się o framugę. — Powiedz mi, Sławek… Czemu nam zawsze brakuje miejsca? Przecież mieszkanie duże, trzy pokoje, a jak zaczniemy sprzątać, to wszystko by człowiek wystawił na dwór! — Bo ty masz smykałkę do zbieractwa — uśmiechnął się Sławek. — Po co nam trzy serwisy obiadowe? I tak dwa razy w roku z jednego jemy. — Niech stoją, to przecież pamiątka. Po babci w końcu mieszkanie. Po ślubie rodzice Sławka podzielili majątek sprawiedliwie: syn dostał tę przestronną trzypokojową „starą kamienicę” w spokojnej dzielnicy, babciną, a jego siostra Ola — dwupokojowe, ale za to w samym centrum, tuż przy Placu Wolności. Wartościowo wychodziło na jedno. Pięć lat żyli w zgodzie, nikt nikomu nie zazdrościł. Inna naiwnie myślała, iż tak już będzie, ale… *** Sprzątanie skończone, bałagan ogarnięty, mogli w końcu chwilę odpocząć. Ledwo odpalili telewizor, zadzwonił dzwonek. Sławek poszedł otworzyć. — Siostra z narzeczonym przyszli — rzucił do żony, spoglądając przez wizjer. Pierwsza wbiegła do mieszkania Ola. Zaraz za nią, ciężko stąpając, wkroczył Rustam. Inna widziała go raptem parę razy: Ola poznała go pół roku temu na jakimś fitnessie. Od początku jej się nie spodobał: napuszony, z wyższością patrzył na nią i Sławka. — Hejka! — Ola cmoknęła brata w policzek i przytuliła Innę. — Byliśmy w okolicy, wpadliśmy z nowinami! — No to wchodźcie, skoro już jesteście po drodze. Nowiny zawsze mile widziane — Sławek zaprosił ich do kuchni. — Napijecie się czegoś? — Najlepiej trochę wody — Rustam podreptał za gospodarzem. — Mamy poważną rozmowę, Sławek. Tak naprawdę wcale nie „po drodze”. Mamy sprawę do ciebie. Nie rozkładaj się z herbatą, siadaj lepiej. Inna poczuła ukłucie niepokoju — ton Rustama wyraźnie jej się nie spodobał. Co on kombinuje? — Dawaj, mów — wzruszył ramionami Sławek. Ola udawała, iż jej nie ma — wlepiona w telefon, zostawiła mówienie narzeczonemu. Rustam się odchrząknął. — Sprawa wygląda tak. Z Olą złożyliśmy papiery. Ślub za trzy miesiące. Jak wiadomo: myślę o niej poważnie. Rodzina, wspólne życie, szczęście. Omówiliśmy nasze warunki mieszkaniowe… I uznaliśmy, iż się zamieniamy! My się wprowadzamy do was, wy — do Oli. Inna oniemiała. Spojrzała na męża, potem na szwagierkę, ale ta dalej scrollowała social media, jakby rozmowa jej nie dotyczyła. — Rustam, chyba nie rozumiem — Sławek zmarszczył brwi. — Do czego zmierzasz? — Nie sugeruję, tylko proponuję konkret — Rustam był poważny. — Zamieńmy się mieszkaniami! My tu, wy do Oli, prosta sprawa. Ola popiera mnie w 100%, oboje uważamy, iż tak będzie sprawiedliwie. Inna oniemiała po raz drugi. — Sprawiedliwie? — powtórzyła z niedowierzaniem. — Rustam, ty tak serio? Przychodzisz do nas i chcesz się zamienić, bo wam dzieci w planach? — No nie bądź taka szorstka, Inka — Rustam się skrzywił. — Patrzę realistycznie. Macie jedno dziecko i — jak wiem — więcej nie planujecie. To po co wam takie wielkie mieszkanie? Nieekonomiczne. A my — perspektywy! — O, proszę, jakie perspektywy! — Inna zerwała się od stołu. — Sławek, słyszysz te brednie? Sławek uniósł rękę, dając znak żonie, by pozwoliła mu mówić. — Rustam, chyba nie pamiętasz, iż to mieszkanie moi rodzice nam dali. Tak samo jak Oli — jej. Sami tu remont robiliśmy, wszystko dobieraliśmy pod siebie. Nasza córka tu dorasta, ma swój pokój, przyzwyczajenia, przyjaciół za oknem. A ty chcesz, żebyśmy się wyprowadzili na twoją wygodę? — Bez przesady, Sławek — Rustam usiadł niezależnie na oparciu krzesła. — W końcu jesteśmy rodziną. Ola to twoja siostra. Naprawdę nie zależy ci na jej przyszłości? Poza tym to przecież uczciwa propozycja — mieszkanie w ścisłym centrum. Wartościowo choćby na plus, sprawdzałem. — Niezłe — Sławek się zaśmiał. — Jeszcze ślubu nie miałeś, a już się na mieszkanie czaisz! Ola w końcu oderwała się od telefonu. — No co wy się spinacie? — powiedziała rozkapryszonym tonem. — Rustam chce dobrze. Serio, u mnie za ciasno, jak będą dzieci. A u was to korytarz taki, iż w piłkę można grać. Mama zawsze mówiła, iż rodzina to najważniejsze. No, nie pamiętasz, Sławek? — Mama mówiła o tym, żeby sobie pomagać, a nie żeby brat musiał się wynosić — rzuciła Inna. — Wiesz, co właśnie ten twój Rustam wygaduje? — A co takiego? — Ola mrugnęła oczami. — Mówi z sensem. Nam bardziej potrzeba. Wam i tak niepotrzebny ten pokój. — Potrzebny! — niemal krzyknęła Inna. — To mój gabinet! Tam pracuję, jeżeli nie pamiętasz! — Pracuje… — prychnął Rustam. — Obrazki w sieci wrzucasz? Ola twierdzi, iż to hobby. Można i z laptopem w kuchni posiedzieć, a nie damulka. Sławek powoli wstał. — Dobra — powiedział cicho. — Koniec rozmowy. Proszę wyjść. Oboje. — Sławek, ale o co chodzi? — Rustam nie ruszał się z miejsca. — Przyszliśmy po rodzinie, normalnie. — Normalnie?! — Sławek podszedł do stołu. — Przychodzisz żądać mojego mieszkania, poniżać moją żonę i decydować za moją córkę, gdzie ma mieszkać? Ty masz w ogóle sumienie? — Jakie tam sumienie! — Inna stanęła obok męża. — Zwykła kalkulacja. choćby pierścionka jeszcze nie włożył, a już majątek dzieli. Ola, zastanów się, kogo do domu przyprowadziłaś. Ciebie pierwszą wystawi na bruk, zobaczysz! — Nie obrażaj go! — Ola poderwała się na równe nogi. — Rustam o mnie dba! O naszą przyszłość! A wy… wy po prostu jesteście pazerni. Zasiedliście w swoim kącie i nie ruszycie się choćby palcem. Takiego to mam brata! — To twój przyszły mąż jest pazerny — Sławek wskazał drzwi. — I powtarzam: won. I żadnej zamiany nie będzie. Usłyszę temat drugi raz — kontaktu nie będzie wcale. Rustam poprawił kołnierzyk, ani śladu skruchy — tylko złość w oczach. — Źle robisz, Sławek. Myślałem, iż się dogadamy. No, skoro jesteś taki zatwardziały… Ola, wychodzimy! Gdy drzwi się zatrzasnęły, Inna bez sił opadła na kanapę. Roztrzęsiona. — Widziałeś? Ty to widziałeś? — patrzyła na męża z szeroko otwartymi oczami. — Skąd się biorą tacy bezczelni? Kim on w ogóle jest?! Sławek milczał. Stał przy oknie, patrzył, jak na podwórku Rustam po królewsku otwiera samochód i coś z irytacją mówi Oli. — Wiesz, co najgorsze? — odezwał się po chwili. — Ola naprawdę wierzy, iż on ma rację. Zawsze była trochę… oderwana od rzeczywistości, ale aż tak? — Zaczarował ją! — Inna zerwała się z miejsca. — Musisz zadzwonić do mamy. I do twoich rodziców. Muszą wiedzieć, jakie brednie wymyśla zięć! — Zaczekaj — Sławek wyciągnął telefon. — Najpierw zadzwonię do siostry. Na spokojnie. Sam. Wybrał numer. Długo dzwonił, Ola w końcu odebrała, słychać było, iż płacze. — Halo! — burknęła. — Ola, posłuchaj. Jesteś z nim w aucie? — A co to za różnica? — jeżeli jest obok, daj na głośnik. Niech też posłucha. — Nie, nie jestem — zaszlochała Ola. — Wysadził mnie pod klatką i odjechał. Stwierdził, iż musi ochłonąć, bo moja rodzina to sami egoiści. Sławek, dlaczego wy tacy jesteście? On tylko chciał, żeby było idealnie… — Ola, opamiętaj się! — Sławek niemal krzyknął. — Jakie idealnie? Przyszedł wyłudzić mieszkanie! Wiesz, iż to twoje, twoje dziedzictwo? A on już rządzi się jak u siebie. Powiedział ci w ogóle o tej zamianie, zanim wszedł do kuchni? W słuchawce zapadła cisza. — Nie — w końcu wyszeptała Ola. — Powiedział, iż ma „niespodziankę dla wszystkich”. Że wymyślił, jak nam będzie najlepiej. — Świetna niespodzianka. Zdecydował o wszystkim za nas, nikogo nie pytając. Ola, kim on jest? Klasyczny utrzymanek. Dziś mieszkanie, jutro stwierdzi, iż twój samochód za mały, a pojutrze, iż twoi rodzice powinni przepisać na niego działkę, bo mu potrzebny świeży oddech… — Nie mów tak! — głos Oli drżał. — On mnie kocha. — To by nie robił awantury o byle co. Skłócił nas ze sobą, poróżnił rodzinę. Inna dalej w szoku. Kapujesz, iż celowo nas chciał poróżnić? — Pogadam z nim — wydusiła Ola. — To pogadaj. I dobrze się zastanów zanim pójdziesz do urzędu. Rozłączył się i rzucił telefon na kanapę. — I co? — cicho spytała Inna. — Mówi, iż nie wiedziała. Rustam szykował „niespodziankę”. Inna gorzko się uśmiechnęła. — No wyobrażam sobie. Przyszedł pan życia, ustawia wszystkich po kątach: metry tu, ludzi tam… Ble, aż się chce wymiotować. — Spokojnie — Sławek objął ją ramieniem. — Mieszkania nie oddamy, to jasne. Ale siostry szkoda. Pakietuje się z takim typem… *** Najgorsze obawy Inny i Sławka się nie sprawdziły — do ślubu nie doszło. Rustam rzucił Olę tego samego wieczoru. Ola, zaryczana, przyjechała do brata i powiedziała, co się stało. Rustam przyjechał, od razu zaczął się pakować. Ola była w szoku, pytała co się dzieje. Rustam rzucił, iż nie zamierza żenić się z tak „skąpą rodziną”. — Powiedział, iż nie potrzeba mu takich… — łkała Ola. — Bo na was nie można liczyć. Że jak będą dzieci, to po weekendzie nie posiedzicie z nimi. I pieniędzy też nie dacie, jak trzeba będzie. — O, Olu, nie rozczulaj się! — oburzyła się Inna. — Taki ktoś nie jest ci potrzebny! Na takim polegać nie można, nie będzie myślał o rodzinie, tylko o własnej wygodzie. Olej go i tyle! Ola przeżywała parę miesięcy, ale potem jej przeszło. Dopiero później dotarło. Jak mogła wcześniej nie zauważyć jadu w jego wnętrzu? Gdyby za niego wyszła, całe życie miałaby stracone. Los ją uratował, nie inaczej!

newskey24.com 2 godzin temu

Dziennik osobisty, 15 marca

Dzisiaj przez dłuższą chwilę nie mogłam pozbierać myśli, dlatego muszę to wszystko z siebie wyrzucić tutaj, na kartkach mojego starego notesu. Może dzięki temu trochę się uspokoję.

Kiedyś myślałam, iż życie rodzinne w Polsce jest proste: rodzina, dom, święta przy stole, kłótnie o bigos i pierogi, ale zawsze z szacunkiem, z nadzieją na wspólne wsparcie. Dzisiaj jednak rzeczywistość dała mi lekcję, której nie zapomnę.

Zaczęło się niewinnie generalne porządki w naszej trzypokojowej kamienicy na Pradze. Znowu ten przeklęty odkurzacz! Szarpałam się z nim, próbując upchnąć go do szafy w przedpokoju, a rura nie chciała się zmieścić między kurtkami i parasolkami.

Sławek, pomóż mi, no! krzyknęłam w kierunku dużego pokoju, gdzie właśnie montował nowy zawias w kranie.

Mój mąż, spokojny człowiek o złotym sercu, wrócił do mnie z łazienki. Uśmiechnął się swoim flegmatycznym sposobem.

Daj, Aniu, zaraz to ogarniemy.

W jednej chwili wsunął odkurzacz do rogu szafy, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem. Usiadłam oparłszy ramię na futrynę.

Powiedz, czy tylko ja mam wrażenie, iż wiecznie brakuje nam miejsca? Trzy pokoje, a podczas sprzątania mam wrażenie, iż połowa rzeczy powinna wylecieć na ulicę.

Bo ty, kochanie, masz słabość do chomikowania, zażartował Sławek. Po co nam trzy serwisy do kawy? Przecież używamy jednego, i to tylko na Wigilię i Wielkanoc.

Ale przecież one są po babci odparłam z czułością, głaszcząc porcelanową filiżankę. To pamiątka, jej mieszkanie, jej życie.

Po ślubie Sławek dostał od rodziców tę kamienicę po babci trzypokojowe mieszkanie na Pradze, ciche podwórko z placem zabaw, dobre przedszkole po drugiej stronie ulicy. Jego siostra Ola otrzymała dwupokojowe w samym centrum, na Śródmieściu, z widokiem na Wisłę.

Wartościowo wyszło po równo, nikt nikomu nigdy nie zazdrościł. Przez pięć lat żyliśmy razem, bez konfliktów. Wydawało mi się, iż w polskiej rodzinie tak właśnie być powinno Aż do dziś.

Porządki skończone, dom lśni. Chwilę usiedliśmy przed telewizorem, kiedy zadzwonił dzwonek.

Sławek zerknął przez wizjer.

Ola z narzeczonym, Michałem, przyszła rzucił do mnie.

Najpierw do mieszkania wpadła Ola spóźniona, jak zwykle roześmiana. Za nią powoli wszedł Michał, którego widziałam może ze dwa razy. Ola poznała go w klubie sportowym pół roku temu.

Nigdy nie przypadł mi do gustu zadufany w sobie, pewny własnej racji. Patrzył na mnie i Sławka z wyższością, jak na dzieci.

Cześć wszystkim! Ola rzuciła się Sławkowi na szyję, potem mnie uściskała. Przechodziłam obok, mamy dla was wieści!

Wchodźcie. Coś się wydarzyło? zaprosił Sławek do kuchni. Kawy, herbaty?

Daj wodę, jest ważna sprawa, Sławek Michał wszedł za nim do kuchni. Serio. Będzie poważna rozmowa.

Nie wyglądało, iż przyszli przypadkiem. Coś wisiało w powietrzu. Usiadłam, serce biło mi szybciej.

Sławek uniósł brwi, czekając. Ola udawała, iż jej nie ma, grzebała w telefonie. Michał odchrząknął.

Słuchajcie. Z Olą się zaręczyliśmy. Za trzy miesiące ślub. Plany mamy ambitne rodzina, dzieci, pełnia szczęścia. Zastanawialiśmy się nad mieszkaniami I doszliśmy do wniosku: wymieńmy się! My z Olą wprowadzimy się tutaj, wy z Anią pójdziecie do jej mieszkania w centrum.

Myślałam, iż się przesłyszałam. Patrzyłam raz na Sławka, raz na Olę, która choćby nie przerywała przewijania fejsbuka.

Michał, przepraszam Ty żartujesz? Sławek marszczył brwi. Proponujesz, żebyśmy oddali wam nasze mieszkanie?

To racjonalne stwierdził Michał niewzruszony. Wy z córką macie zbyt dużo miejsca, nie potrzebujecie trzech pokoi, jedna służy choćby za magazyn. Nam przyda się przestrzeń, planujemy trójkę dzieci! U was osiedle ciche, przedszkole pod nosem, a w centrum głośno i drogo. Po prostu sprawiedliwy, korzystny układ.

Zatkało mnie. Dłonią zacisnęłam oparcie krzesła.

Sprawiedliwy?! Michał, na jakiej podstawie uważasz, iż możemy się podmienić?

Aniu, nie dramatyzuj skrzywił się. Wy macie jedno dziecko i nie planujecie następnych. Po co wam taki metraż? Zyskacie apartament w centrum, warty więcej, ja sprawdzałem na OLX.

Piękne Sławek parsknął gorzko. Jeszcze choćby się nie ożeniłeś, a już dzielisz mieszkania.

Wtedy Ola odłożyła telefon.

Michał nie jest złym człowiekiem! zaczęła łagodnym głosem. Po prostu patrzy praktycznie. Mi też będzie niedługo ciasno, gdy się urodzą dzieci. Mamo zawsze powtarzała: najważniejsza jest rodzina, a rodzina to kompromis.

Mama mówiła o wsparciu, a nie o tym, żeby jeden wysiedlał drugiego ze swojego domu! przerwałam jej. To nasz dom, tu nasza córka ma kolegów i swoje miejsce.

A ta twoja „pracownia” to co? Pracujesz tam? Ola mówiła, iż wrzucasz obrazki do internetu, to bardziej hobby niż praca. Przesiądziesz się z laptopem do kuchni i sprawa załatwiona mruknął Michał z wyższą ironią.

Wtedy Sławek wstał i powoli podszedł do drzwi.

Wystarczy powiedział cicho. Wyjdźcie proszę. Obaj.

Ej, czemu się obrażasz? zapytał zdziwiony Michał. Przyszliśmy jak rodzina, spokojnie pogadać.

Rodzinnie? Przychodzisz tutaj domagać się naszych ścian i jeszcze obrażasz Anię, decydujesz o naszej córce? Masz w ogóle sumienie?

Bądźmy szczerzy, Sławek rzuciła Ola ze łzami w oczach. Twój upór i zaborczość szkodzi całej rodzinie.

Ola, myślałaś kiedyś, gdzie on cię tym zaprowadzi? Jeszcze choćby do USC nie przeszłaś, a on już decyduje o twoim majątku! powiedziałam ostro.

Michał się o mnie troszczy! O naszą przyszłość!

Sławek wskazał drzwi:

Na dziś koniec. Temat wiedzę zamknięty. Gdybyś jeszcze raz zaproponował taki „deal”, przestaniemy się kontaktować.

Michał wzruszył ramionami i wyszedł. Ola wybiegła za nim ze łzami w oczach.

Widziałeś to? Po prostu żenada rzuciłam Sławkowi, który stał bez słowa przy oknie i wpatrywał się w ciemny dziedziniec, gdzie Michał przekonywał Olę pod maską samochodu, kto ma rację.

Najgorsze, iż Ola mu uwierzyła powiedział Sławek po chwili. Zawsze była trochę oderwana, ale żeby aż tak?

Zaczarował ją! Muszę zadzwonić do twojej mamy, niech wie, jakiego zyskała przyszłego zięcia.

Najpierw sam do niej zadzwonię powiedział Sławek spokojnie i wybrał numer Oli.

Po kilku sygnałach odebrała.

Halo łkała.

Ola, słuchaj. Jesteś z nim w samochodzie?

Już mnie wysadził, powiedział, iż „musi ochłonąć, bo mam egoistyczną rodzinę”.

Ola, posłuchaj, on przyszedł po nasze mieszkanie, nie rozumiesz? Decyduje za ciebie, za mnie, za całą rodzinę, a Ty nie masz nic do powiedzenia! Powiedział ci wcześniej o tych planach?

Nie mówił, iż ma niespodziankę.

Świetna niespodzianka. Jak przestanie mu pasować, twoje auto też będzie chciał, a może potem dom na Mazurach oddasz, bo tam powietrze czystsze?

Nie mów tak On mnie kocha

Ola. Gdyby kochał, nie knułby za naszymi plecami i nie stawiał cię przeciw rodzinie. Pomyśl, zanim pójdziesz za niego do urzędu.

Ola rozpłakała się głośniej. Sławek rozłączył się z westchnieniem.

Powiedziała, iż nie miała pojęcia o tych planach, iż to „niespodzianka”.

Wyobraź sobie, taki król życia wszystko wszystkim urządzi za nich. Remonty przesuńcie, mieszkania zamieńcie, ludzi porozstawiajmy po kątach. Jak mnie to mierzi

Ale mieszkania nie oddamy Sławek objął mnie ramieniem. To pewne. Ale szkoda mi Oli. Wpakowała się

Ciąg dalszy był zaskakujący. Ślubu nie było. Michał rzucił Olę tego samego wieczoru. Przyszedł, spakował rzeczy, rzucił na pożegnanie, iż „nie brata się z tak skąpą rodziną”. Dodał, iż nie można na nas liczyć: ani nie przypilnujemy przyszłych dzieci, ani grosza nie pożyczymy, gdyby trzeba było.

Ola płakała długo. Na początku nie docierało do niej, jakie szczęście ją spotkało. Dziś już wie. Gdyby za niego wyszła, całe życie by cierpiała. Los czuwał.

Czasem w polskiej rodzinie musi wybuchnąć burza, by każdy mógł wrócić na własne miejsce.

Idź do oryginalnego materiału