Świadek ataku w Jarosławiu opisała ostatnie minuty przed tragedią w opactwie. Pracownica klasztornej kuchni mówi, iż mężczyzna wszedł po szklankę wody, a nóż chwycił dopiero wtedy, gdy zwrócono mu uwagę. Kobieta zdradziła też, czego boi się teraz najbardziej.
Do ataku doszło w czwartek 24 września rano, na terenie opactwa sióstr benedyktynek przy ulicy Benedyktyńskiej. Napastnik ranił nożem pięć osób. Jedna z nich nie przeżyła. Pozostali trafili do szpitali w Jarosławiu, Przeworsku i Przemyślu.
Świadek ataku w Jarosławiu opisała, co działo się w klasztornej kuchni
Przebieg zdarzenia przedstawiła w rozmowie z Polską Agencją Prasową 40-letnia Katia, pracownica klasztornej kuchni. W czwartek rano do pomieszczenia wszedł nieznany jej mężczyzna. Poprosił o szklankę wody.
“Kiedy jeden z księży zwrócił mu uwagę, iż w kuchni mogą przebywać tylko pracownicy, wziął nóż i zaatakował księdza”
– relacjonowała pracownica opactwa.
Na pomoc duchownemu ruszyli kolejni świadkowie, których napastnik również zranił. Kobieta podkreśliła, iż do ataku nie doszło wewnątrz kościoła. Nóż pochodził najprawdopodobniej z klasztornej kuchni.
Ukrainka pracująca w opactwie boi się reakcji na narodowość sprawcy
Katia sama jest Ukrainką. Do Jarosławia przyjechała cztery lata temu z synem, który ma dziś 11 lat, korzystając z działającego wtedy przy klasztorze ośrodka dla uchodźców wojennych. Do ojczyzny nie chce wracać, bo w jej rodzinnych stronach codziennie spadają rosyjskie bomby. Została w Polsce i podjęła pracę w opactwie.
Teraz obawia się tego, jak część otoczenia zareaguje na pochodzenie napastnika. Jak mówiła, syn jej koleżanki, także pracującej w klasztorze, już usłyszał od rówieśników kilka przykrych słów. Reakcja matki była natychmiastowa.
“Już zapowiedziałam swojemu synowi, iż on nie pójdzie do szkoły przez kilka najbliższych dni”
– dodała.
Prokuratura podała stan rannych po ataku w opactwie
Bilans poszkodowanych przedstawiła na wieczornym briefingu prokurator Bożena Harasz-Wołoszyn z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu. Wśród rannych są trzy osoby duchowne oraz dwoje świeckich, kobieta i mężczyzna. Dwie najciężej ranne osoby trafiły do Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu. Dwoje lżej rannych przewieziono do Przeworska i Przemyśla.
“Najciężej poszkodowany pacjent przeszedł dwie operacje ratujące życie, a jego stan określono jako ciężki, ale stabilny“
– przekazała prokurator. Wypisany kapłan leczył się w Przemyślu i jeszcze tego samego wieczoru wrócił do klasztoru. Ma zostać przesłuchany.
Przypomnijmy, iż zatrzymany to 31-letni obywatel Ukrainy, który w nocy wjechał do Polski z Niemiec i jechał w stronę przejścia granicznego w Korczowej. Granicy nie przekroczył, bo przejście było wtedy czasowo zamknięte. Badanie alkomatem wykazało u niego 0,0 promila. Motywów śledczy wciąż nie znają.
W piątek Prokuratura Okręgowa w Przemyślu sformułowała wobec 31-latka zarzuty zabójstwa, usiłowania zabójstwa oraz spowodowania ciężkich obrażeń ciała. O terminie przesłuchania zdecydują biegli. Mają ocenić stan zdrowia podejrzanego, który sam odniósł obrażenia.
W Jarosławiu burmistrz ogłosił żałobę, a nabożeństwa przeniesiono do kolegiaty. Przed bramą klasztoru mieszkańcy zapalają znicze i modlą się za zmarłego kapłana. W czwartek opisywaliśmy przebieg ataku i pierwszy bilans rannych. Motyw wciąż pozostaje nieznany.
źródło zdjęć: Canva











