Poznałam mojego męża… na jego własnym weselu

polregion.pl 8 godzin temu

Gdy koleżanka z pracy zaprosiła mnie na swoje wesele, pracowałam w tej oficynie wydawniczej kilka ponad cztery miesiące. Od pierwszych dni w nowej pracy bardzo się z nią zaprzyjaźniłam, choć wcześniej nie znałam jej narzeczonego. Mimo to chętnie przyjęłam zaproszenie strasznie chciałam w końcu założyć nową sukienkę. Oprócz mnie koleżanka zaprosiła też kilku naszych wspólnych znajomych z pracy i razem z nimi przyszłam na uroczystość. Tamtego dnia trochę się spóźniliśmy i dotarliśmy, gdy już wszyscy goście siedzieli przy stołach. Po cichu wsunęliśmy się na salę.

Na weselu bawiło się ponad sto osób, sala bankietowa była ślicznie udekorowana, a stoły uginały się od smakołyków. Jednak nie wystrój czy jedzenie wywołały u mnie największe emocje. Kiedy zobaczyłam narzeczonego koleżanki, dosłownie zabrakło mi tchu. To była miłość od pierwszego wejrzenia! I, co najważniejsze, z wzajemnością! Cały wieczór chodziłam jak zaczarowana, policzki miałam gorące, a serce biło mi jak oszalałe. Nie mogłam nic przełknąć, ani choćby nic wypić.

Aby nie męczyć się dłużej, postanowiłam wrócić wcześniej do domu. Długo nie mogłam się uspokoić, więc zamknęłam się w mieszkaniu, by ochłonąć. Następnego wieczoru, gdy wychodziłam z biura, znów go zobaczyłam. Czekał na mnie przy wejściu głównym. Jego świeżo poślubiona żona była wtedy na urlopie, więc nie była obecna w pracy.

Bez słowa podszedł do mnie, złapał mnie za rękę i zaprowadził do swojego samochodu. Nic nie mówiąc, zaczął mnie całować, a ja nie miałam siły mu się oprzeć. Całowaliśmy się i rozmawialiśmy przez całe godziny. Potem wróciliśmy do mnie i właśnie wtedy wszystko się wydarzyło. Obiecał mi, iż odejdzie od żony i się ze mną ożeni. I tak się właśnie stało. Poszedł do domu, porozmawiał z żoną, spakował swoje rzeczy i wrócił do mnie. Nie wiem, o czym z nią wtedy rozmawiał, nigdy go o to nie pytałam.

W krótkim czasie wzięliśmy ślub i niedługo po tym kupiliśmy własne mieszkanie w Warszawie. Jesteśmy razem już od ponad trzech lat. Rzecz jasna, od razu rzuciłam pracę. Mogę się tylko domyślać, ile przykrych słów padło wtedy pod moim adresem! Była żona mojego męża pracowała w wydawnictwie od lat, a ja dopiero tam przyszłam. Trudno się dziwić, iż wszyscy jej współczuli. Nie mam pojęcia, jak teraz żyje moja dawna koleżanka z mężem nigdy nie rozmawialiśmy o ich przeszłości.

Zdecydowaliśmy z mężem, iż zaczynamy wszystko od nowa, z czystą kartą. Teraz, po latach, czuję się w pełni szczęśliwa! Mówiono, iż nasze małżeństwo gwałtownie się rozpadnie, a tymczasem od lat jesteśmy razem i każdy dzień przynosi nam euforia i miłość. Po tym wszystkim wiem jedno warto walczyć o swoje szczęście!

Idź do oryginalnego materiału