Oj, Ewunia, Halina to jest taka kobieta, iż jak sobie coś ubzdura teściowa, Zofia Nowak, zamilkła na chwilę, po czym dodała z westchnieniem: Ty też ją zrozum, ona chce, by Agnieszka dostała dobre wykształcenie
Moim kosztem? Ewa stanęła przed lustrem, przyglądając się własnemu, spłowiałemu odbiciu. Włosy miała rozczochrane, twarz przemęczoną.
Pani Zofio, proszę ich powstrzymać. Niech wysiądą na najbliższym przystanku, nie będę ich przyjmować. Nie dam mieszkania.
Jak mam ich powstrzymać? Zofia zaczęła płakać. Już jadą. Halina wzięła kredyt na studia dla Agnieszki, nie mają grosza na mieszkanie. Cała nadzieja w tobie Ewciu, wyproś lokatorów, przecież to tylko rodzina
Rodzina? Tę waszą Agnieszkę widziałam dwa razy w życiu! Mam wyrzucić ludzi na ulicę, pozbawić rodziców pomocy i córkę zajęć, bo pańska siostra tak postanowiła?
Ewa usłyszała sygnał powiadomienia. Bez zdejmowania płaszcza wyciągnęła telefon. SMS był od Haliny Kowalskiej, siostry teściowej.
Ewa, cześć! Już jesteśmy w pociągu bilety na 19:40, jutro rano wysiadamy na Dworcu Centralnym. Odbierz nas, będziemy z Agnieszką.
Prześlij adres tej swojej kawalerki, bo nie zapisaliśmy ostatnio. Gdzie mamy odebrać klucze?
Ewa zamarła, wpatrując się w tekst, jakby to był jakiś żart. Jaka kawalerka? Jaka Agnieszka?
Mamo, co tak stoisz? Karolina, jej córka, wyglądnęła z korytarza. Głodna jestem.
Zaraz, kochanie Ewa głaskała ją po głowie, patrząc ślepo w ekran telefonu.
Wykręciła numer Haliny. Odebrała natychmiast, w tle słychać było stukot kół i śmiech.
Halo, Ewuś! Dostałaś wiadomość? Chcieliśmy zrobić ci niespodziankę, żebyś się nie przemęczała z gotowaniem wszystko kupimy po drodze!
Halina, poczekaj, o co chodzi? Dokąd jedziecie?
A jak to dokąd! Do Warszawy! Agnieszka dostała się na studia, co wiosną ci pisałam. Na dzienne się nie dostała, ale trudno, zaocznie da sobie radę.
Wyjechaliśmy zamieszkać w twojej kawalerce!
W mojej co? Ewa oparła się o ścianę. W tej kawalerce, którą wynajmuję od sześciu lat? Halina, chyba oszalałyście?
Oj, przestań! ton Haliny natychmiast się zmienił. Sześć lat temu, jak babcia dała ci kawalerkę, mówiłam: Przynajmniej Agnieszka będzie miała gdzie mieszkać na studiach. Nie zaprzeczyłaś! Znaczy, zgodziłaś się. Liczyliśmy na to przez te wszystkie lata.
Zamilkłam, bo wzięłam to za głupi żart! niemal krzyknęła Ewa. Nie mam zamiaru nikogo wpuszczać!
Tam mieszka rodzina z dzieckiem, mamy umowę, płacą punktualnie. Z tych pieniędzy żyją moi rodzice, a Karolina ma za co chodzić na basen. O czym wy w ogóle myśleliście, kupując bilety?
Myśleliśmy, iż jesteśmy rodziną! ryknęła Halina. Czy wy, warszawiacy, macie w ogóle jeszcze sumienie? Co, zostawisz bratanicę na dworcu? Dzwoniłaś już do Szymka? Wie, iż żonę i dziecko jego brata na ulicę wyrzucasz?
Szymon jest w delegacji na Śląsku, zasięg ma fatalny. Poza tym to moja kawalerka, nie wasza! Babcia kupiła ją dla mnie. Szymon z nią nie miał nic wspólnego.
No ładnie! Agnieszka, słyszysz? Synowa brata nie chce nas znać! Nieważne, dogadamy się na miejscu. Jutro na peronie!
Usłyszała krótkie sygnały. Ewa poczuła się tak, jakby dostała obuchem w głowę.
Karolina, idź do kuchni. Zapiekanka jest w lodówce, sama sobie podgrzej powiedziała, drżącymi dłońmi wybierając numer Zofii.
Teściowa nie odebrała od razu.
Tak, Ewuś? w końcu zapytała.
Pani Zofio, wiedziała pani, iż siostra z córką jadą do Warszawy z zamiarem wprowadzenia się do mojej kawalerki?
Noo Halina coś wspominała Myślałam, iż się dogadacie zawyła Zofia.
Z kim, pytam? Sześć lat wynajmuję tam mieszkanie. Połowa czynszu idzie na leki dla moich rodziców, wie pani doskonale, jak żyje się emerytom. Druga połowa to zajęcia Karoliny. Czemu nie powiedziała im pani, iż to niemożliwe?
Proszę, nie krzycz na mnie głos teściowej stał się urażony. To nie moja sprawa, sami się dogadujcie.
I tylko do Szymka nie dzwoń, bo się denerwuje, ma ważne rozmowy.
Ewa rzuciła telefon na kanapę. Jej mąż zawsze uciekał od rodzinnych kłótni, ale wobec matki i ciotki robił się uległy.
Ewa, oni są z prowincji, wszystko widzą inaczej zawsze mawiał Szymon. Łatwiej ustąpić
Spróbowała jeszcze dodzwonić się do męża. Abonent poza zasięgiem. Oczywiście. Kiedy go potrzeba, zawsze jest poza zasięgiem.
***
Skandal wybuchł wcześnie rano. Halina dzwoniła od 5:00, domagając się, by Ewa po nich przyjechała.
Jesteśmy zmęczone! Głodne! Zimno tu i nieprzyjemnie! Ty jeszcze śpisz? Rusz się! Masz tu być za kwadrans!
Ospała Ewa nie od razu zrozumiała kto dzwoni, ale kiedy pojęła odparła szorstko:
Dajcie mi spokój! Nie przyjadę i was do mieszkania nie wpuszczę. Mam dosyć!
Po dziesiątym telefonie numer Haliny trafił na czarną listę, a gdy zaczęła dzwonić z telefonu Agnieszki zablokowała i ten.
Przez cały dzień Ewie zawracała głowę Zofia: prośby, groźby, obrażanie się i straszenie, iż wszystko opowie Szymonowi
A wieczorem ni stąd, ni zowąd wrócił mąż, przerwał delegację.
Ewa, co tu się zadziało? wszedł do mieszkania bez zapowiedzi, ledwo zamknął za sobą drzwi. Mama płacze, mówi, iż wyrzuciłaś Halinę z Agnieszką na bruk.
Ewa ucałowała męża na powitanie, po czym wyjaśniła:
Przyjechały bez zapowiedzi i zaraz zażądały, żebym wyrzuciła lokatorów i dała im kawalerkę za darmo, na minimum pięć lat.
Szymon, normalni ludzie tak nie postępują. Ty rozumiesz tę bezczelność? Poza tym już się u ciebie w domu rozlokowały.
Po co przyjechałeś?
Mama mnie ściągnęła westchnął. A Halina zasypała mnie telefonami Może byśmy, no, ustąpili, póki akademików nie dostaną
Ewa pokręciła głową:
Nie dostaną, oni choćby wniosków nie składali! Halina była pewna, iż mają mieszkanie. Moje! Ty pojmujesz ich śmiałość? Nie szukały noclegu, tylko jechały do swojej kawalerki.
Mama mówi, iż obiecałaś sześć lat temu
Byliśmy wtedy na stypie babci. Przemilczałam ich żarty, bo nie miałam głowy do sprzeczek.
Halina szaleje z wściekłością, zerwała z nami kontakt, oni do twojej mamy nie zostaną za daleko na uczelnię. Przelałem ciotce cztery tysiące, coś sobie wynajęły
Świetnie! Ewa klasnęła w stół. Pierwsza dobra wiadomość. Oby dali nam spokój! I nie sprzeczam się choćby o te cztery tysiące złotych.
Szymon ciężko westchnął.
Wynajęły pokój w komunie. Halina narzeka, iż robactwo, pijani sąsiedzi
Niech się przyzwyczaja. Chcesz być w dużym mieście ucz się radzić, a nie licz na cud od rodziny, której nigdy nie widujesz. Co więcej nigdy choćby nie złożyła życzeń na urodziny!
Ewa odwróciła się i ruszyła do sypialni, Szymon z ociąganiem za nią.
Ewuś, głupio wyszło. Wyrzuciliśmy ich na pastwę losu. A jak coś się stanie? Jacyś sąsiedzi ich napadną? Nie żal ci Haliny?
Ewa gwałtownie się odwróciła.
Szymon, mam córkę, rodziców za nich odpowiadam! Mam mieszkanie, na które harowała moja babcia. Nie pozwolę, by ktoś nim rozporządzał tylko dlatego, iż potrzebuje bardziej, bo z Białegostoku do Warszawy kawałek.
Czemu mam się nimi przejmować, powiedz mi?
Mąż zamilkł, a Ewa dodała jeszcze:
Jesteś głodny? Chodź, podgrzeję ci kolację. Zamknijmy temat. Chcesz im pomagać rób to ze swojej pensji.
Mieszkanie pozostaje wynajmowane. Koniec.
Masz rację. Wyobraź sobie, iż twoi rodzice przyjeżdżają na wieś do mojej mamy i mówią: Przesuńcie się, posiedzimy tu z dziesięć lat.
Po kolacji, gdy Szymon brał prysznic, Ewa spojrzała na telefon. Wisiała wiadomość od Zofii:
Ewa, tak nie można. Halina z nerwów się pochorowała. Zawieź im zakupy mięso, warzywa, owoce, czekoladki. Sporo, na kilka tygodni! Kawa, herbata, olej rzepakowy, higiena. Rybę też mogą zjeść, ale bez konserw Halina nie lubi. Adres:
Ewa zablokowała i teściową. Niech parę dni pobędzie w czarnej liście.
***
Noc minęła spokojnie rodzina nie dzwoniła.
Halina zjawiła się bladym świtem, dokładnie o siódmej. Ewa zbudziła się od gwałtownego walenia w drzwi.
Szymon spał, więc musiała sama otworzyć.
Śpisz sobie w ciepełku, pod kocykiem, czysta pościel? A wiesz, gdzie my spałyśmy z Agnieszką? Koszmar! Robaki z sufitu, zimno i smród, lód zamiast podłogi! Z prawej śpiewali całą noc Hej, sokoły!, z lewej czepiali się na wydrę.
Masz w ogóle sumienie? Najbliższej rodzinie każesz mieszkać w takich warunkach?!
Wiesz co, nie zamierzam się z tobą kłócić. Nie chcesz wyprowadzać lokatorów? To my z Agnieszką przeprowadzamy się do was! Przecież macie trzy pokoje, miejsce się znajdzie. Na parę miesięcy, góra pół roku, aż się przyzwyczaimy.
Ewa była w szoku.
Proszę zapomnieć mój adres. Oszczędźmy sobie niepotrzebnych kłótni i wstydu. jeżeli mam wzywać policję zrobię to.
Halina poczerwieniała. Ty Żeby cię szlag trafił, rozpieszczona warszawianko!
Niech twoja córka do końca życia sprząta cudze podłogi bez matury!
Jeszcze kiedyś do mnie przyjdziesz! A zobaczysz karma wraca!
Ewa zamknęła drzwi. Halina krzyczała jeszcze kilka minut na klatce, po czym znikła.
***
Kłótnia z Haliną popsuła stosunki z Zofią teściowa przestała odzywać się do Ewy.
Szymon matkę odwiedza, pomaga finansowo i od czasu do czasu przywozi Karolinę, ale Zofia do mieszkania syna już nie zagląda.
I Ewie z tym lepiej jeden problem mniej.











