Przesuńcie się, pomieszkamy tu z dziesięć lat
Teściowa zamilkła na chwilę, po czym powiedziała:
Oj, Zuzanno, Balbina to kobieta taka uparta… Jak sobie coś wbije do głowy, to nie ma zmiłuj. Musisz ją też zrozumieć: ona chce Patrycję wykształcić, przyszłość jej zapewnić…
Za moje pieniądze? Zuzanna zatrzymała się przy lustrze.
Z odbicia patrzyła na nią blada kobieta z potarganymi włosami.
Pani Janino, proszę ich powstrzymać. Niech wysiądą na najbliższej stacji i wracają z powrotem. Nie przyjadę po nich. Klucza nie dostaną.
Jakże ja ich zatrzymam? jęknęła teściowa. Przecież już jadą. Balbina kredyt wzięła na studia, nie mają ani grosza na mieszkanie. Liczyły na twoją pomoc. Zuzia, no wyrzuć tych lokatorów, co ci szkodzi? Rodzina przecież
Rodzina? Ja twoją Patrycję widziałam dwa razy w życiu! Mam wyrzucić ludzi na ulicę, zostawić moich rodziców bez wsparcia, a córkę bez zajęć, tylko dlatego, iż twoja siostra tak postanowiła?
Z kieszeni odezwał się komunikator. Nie zdejmując płaszcza, Zuzanna wyjęła telefon. Wiadomość od Balbiny, siostry teściowej.
Cześć Zuzia! Już wsiadłyśmy do pociągu. Bilety na 19:40, rano jesteśmy na Dworcu Wschodnim. Odbierz nas z Patrycją.
Wyślij adres swojej kawalerki, bo ostatnio nie zapisałyśmy. Gdzie odebrać klucze?
Zuzanna zamarła. Czytała treść kilka razy, szukając błędu. Jaka kawalerka? Jaka Patrycja?
Mamo, o co ci chodzi? Anita wychyliła się z korytarza. Głodna jestem.
Zaraz, kotku, Zuzanna mechanicznie pogłaskała córkę, patrząc w ekran.
Wybrała numer Balbiny. Odebrano natychmiast, w tle słyszała stukot kół i perlisty śmiech.
Halo, Zuzanno! głos ciotki aż brzęczał od fałszywego entuzjazmu. Dostałaś wiadomość? Chciałyśmy zrobić niespodziankę, żebyś się nie zamartwiała kolacją, wszystko sobie kupimy!
Balbino, proszę… przerwała jej Zuzanna. Nic nie rozumiem! Dokąd jedziecie?
Jak to dokąd? Do Warszawy! Patrycja dostała się na studia, mówiłam ci na wiosnę. Bezpłatnie się nie udało, ale trudno, zapłacimy.
Szykujemy się, ursynowska kawalerka będzie w sam raz.
Moja… co? Zuzanna oparła się o ścianę. Do mieszkania, które wynajmuję od sześciu lat? Basiu, opamiętaj się.
Oj, nie bądź taka! głos Balbiny natychmiast się zmienił. Kiedy po babci przypadła ci ta kawalerka, siedziałyśmy przy stole, pamiętasz?
Mówiłam wtedy: Patrycja będzie miała gdzie mieszkać, jak pójdzie na studia. A ty milczałaś! To tak, jakbyś się zgodziła. Na to liczyłyśmy wszystkie te lata.
Milczałam, bo uważałam to za głupi żart! niemal krzyknęła Zuzanna. Nikogo tam nie planowałam wpuszczać.
Mieszka tam rodzina z dzieckiem. Mamy umowę, płacą na czas. Za te pieniądze opłacam leki dla rodziców emerytów i zajęcia Anity.
Pomyślałaś o tym, kupując bilety?
Przecież rodzina jesteśmy! wrzasnęła Balbina. Już wam wszystkim w Warszawie odbiło? Patrycję chcesz na dworcu zostawić? Mężowi już powiedziałaś? Wie, iż wyrzucasz rodzinę na bruk?
Mąż jest na delegacji w Gdańsku, prawie nie ma z nim kontaktu. To moje mieszkanie, Basiu. Moje. Rozumiesz?
Kupiła je moja babcia, zapisała na mnie. Jacek nie ma do niego żadnych praw.
O, takie numery? Patrycja słyszysz? Żona twojego wuja nas nie chce znać! Przenocujemy się, pogadamy na miejscu.
Sygnał nagle urwał się. Zuzanna osłupiała.
Anita, idź do kuchni, w lodówce jest zapiekanka, podgrzej sobie, zawołała do córki i trzęsącymi się dłońmi wybrała numer teściowej.
Pani Janina odebrała po długim dzwonieniu.
Tak, Zuzanno, słucham?
Pani Janino, wiedziała pani, iż siostra z córką jadą do Warszawy i chcą się wprowadzić do MOJEGO mieszkania?
No… coś Balbina mówiła… Myślałam, iż się dogadałyście, wymamrotała teściowa.
Z kim się dogadałam? Zuzanna szybkim krokiem chodziła po korytarzu. Od sześciu lat wynajmuję to mieszkanie.
Połowę pieniędzy przelewam rodzicom na leki. Wie pani, jak trudno żyje się z jednej emerytury.
Druga połowa za zajęcia Anity.
Czemu nie powiedziała pani, iż to niemożliwe?
Nie krzycz na mnie, w głosie teściowej brzmiał żal. Ja nie mam z tym nic wspólnego, sama się martw. Tylko Jackowi nie dzwoń, nie denerwuj go, ma ważne spotkania, strasznie zestresowany ostatnio.
Zuzanna rzuciła telefon na kanapę. Mąż zwykle trzymał się z dala od rodzinnych awantur, ale przy matce i ciotce nagle był zadziwiająco ustępliwy.
Zuzia, oni są ze wsi, mają inne podejście, mówił zwykle. Lepiej odpuścić…
Próbowała się do niego dodzwonić. Abonent poza zasięgiem. Oczywiście. W trudnych chwilach zawsze jest poza zasięgiem.
***
Afera wybuchła wielka. Balbina zaczęła dzwonić do Zuzanny już o piątej rano, żądając, by natychmiast przyjechała po nie na dworzec.
Jesteśmy zmęczone, głodne! Do tego zimno tu, przemarzłyśmy. Śpisz jeszcze? Wstawaj! Zaraz tu masz być!
Zuzanna, ledwie przytomna, na początku nie wiedziała, kto dzwoni. Gdy się połapała, warknęła:
Dajcie mi spokój! Nigdzie nie jadę! Nie wpuszczę was do swojego mieszkania. Mam was dość. Do widzenia.
Po dziesiątym telefonie numer ciotki trafił na czarną listę.
Balbina zaczęła dzwonić z numeru Patrycji. Zablokowała i ten.
Cały dzień Zuzannę męczyła teściowa: prosiła, błagała, groziła, iż synowi wszystko powie
Wieczorem nagle zjawił się mąż. Jacek wpadł z delegacji bez uprzedzenia.
Zuzia, co tu się wydarzyło? zapytał od razu wchodząc do domu. Mama dzwoni, płacze, mówi, iż wyrzuciłaś ciotkę Basię na ulicę.
Zuzanna przywitała męża pocałunkiem i wyjaśniła:
Przyjechały bez zapowiedzi. Od razu zażądały, żebym wywaliła lokatorów i na pięć lat wpuściła Patrycję za darmo.
Jacek, czy to normalne? One już przecież rozgościły się u twojej mamy. Po co przyjechałeś?
Mama prosiła… wzdychnął. Ciotka Basię mi też głowę zawraca.
Zuzia, może byśmy jednak ustąpili? Chociaż na trochę, zanim znajdą akademik…
Zuzanna kręciła głową.
Jacek, nie dostaną akademika, choćby nie składały papierów. Balbina była pewna, iż mają już mieszkanie. Moje!
Widzisz, w czym rzecz? Nie szukały niczego, jechały prosto do siebie.
Mama mówi, iż obiecałaś sześć lat temu
Nie obiecałam, po prostu przemilczałam, bo to były głupoty na stypie.
Ciotka Basia szaleje ze złości. Powiedziała, iż już nie istniejemy. choćby nie zostali u mamy daleko do uczelni. Przelałem ciotce cztery tysiące złotych, coś tam sobie znalazły…
I dobrze! Zuzanna uderzyła dłonią w stół. To jest najlepsza wiadomość dnia. Odetchnęłam! Za te pieniądze nie będę się z tobą kłócić.
Jacek westchnął i spuścił głowę.
Zuzia, wynajęły pokój w komunie. Ciotka Basia krzyczy, iż mają karaluchy i pijanych sąsiadów.
Niech się przyzwyczajają. Chcesz mieszkać w stolicy musisz radzić sobie, a nie czekać na cud od krewnych, których nie widziały lata. I choćby nie złożyły mi życzeń urodzinowych!
Zuzanna poszła do sypialni, Jacek za nią.
Zuzia, nieśmiało wyszło. Jakbyśmy zostawili je same w obcym mieście…
A jak coś im się stanie? Jak sąsiedzi napadną? Nie szkoda ci ciotki Basi?
Zuzanna gwałtownie się odwróciła.
Jacek, mam córkę, mam rodziców, za których odpowiadam. I mieszkanie, które wypracowała moja babcia.
Nie dam go tylko dlatego, iż komuś 600 kilometrów od Warszawy zdaje się, iż potrzebuje go bardziej.
Czemu mam je żałować? Powiedz mi?
Mąż milczał, Zuzanna dodała:
Idziesz jeść? Odgrzeję obiad. Ale zamknijmy już temat. Jak chcesz pomagać pomagaj ze swojej pensji.
Mieszkanie wynajmuję, nikogo stamtąd nie wyrzucę. Koniec dyskusji.
Masz rację. Ja też bym się nie ucieszył, gdyby twoi rodzice przyjechali na działkę do moich i powiedzieli: Przesuńcie się, pomieszkamy tu z dziesięć lat.
Po kolacji, gdy Jacek poszedł pod prysznic, Zuzanna spojrzała znów na telefon. Czekała nieprzeczytana wiadomość od teściowej:
Zuzia, nie możesz być taka okrutna. Basia się rozchorowała z nerwów. Zawieź im chociaż jedzenie.
Weź dużo, żeby na kilka tygodni starczyło.
Koniecznie mięso, warzywa, owoce i czekoladowe cukierki. Kawa, herbata, środki higieniczne, olej.
Możesz jeszcze ryby. Konserw nie kupuj Basia tego nie jada. Adres:
Zuzanna zablokowała numer teściowej. Niech posiedzi w czarnej liście.
***
Noc minęła spokojnie nie było telefonów od rodziny.
Balbina zjawiła się rano, punkt siódma.
Zuzanna obudziła się od głośnego stukania do drzwi.
Mąż spał, więc otwierała ona.
Ciotka od progu rzuciła się z pretensjami:
Ty sobie śpisz pod kołdrą, na czystej pościeli, cieplutko?
Wiesz, jak my z Patrycją spędziłyśmy noc?
Koszmar! Karaluchy z sufitu, w pokoju zimno i brud. Podłoga lodowata!
Po prawej sąsiad śpiewał całą noc Szła dzieweczka, po lewej awantura.
Masz w ogóle sumienie? Naprawdę pozwolisz rodzinie tak cierpieć?
Wiesz co, kochana, nie mam zamiaru się z tobą kłócić. Nie chcesz wyrzucać lokatorów? Nie musisz! Wprowadzimy się z Patrycją do ciebie.
Masz przecież trzy pokoje, przygarniesz nas w jednym. Największym najlepiej, dwie jesteśmy!
Nie przejmuj się, nie zostaniemy długo. Może trzy, cztery miesiące, może pół roku.
Później się wyprowadzimy, jak córka się zadomowi.
Zuzanna zastygła.
Zapomnijcie o moim adresie! Nie psujmy relacji ostatecznie.
Jak mam wezwać policję, to wezwę, nie mam problemu. Ale po co ci to?
Ciotka z miejsca poczerwieniała. Zuzanna aż się przestraszyła.
Ty… Ty… Żeby cię szlag trafił, warszawianko zadufana!
Niech twoja córka do końca życia zamiata szkołę bez matury!
Jeszcze sobie pogadamy. Ziemia okrągła, życie się toczy
Przyjdzie dzień, iż będziesz musiała do mnie przyjść. Nie wybaczę ci tego NIGDY!
Zuzanna po prostu zamknęła drzwi przed nosem dalszej krewnej. Balbina jeszcze przez chwilę wrzeszczała na klatce, potem poszła.
***
Kłótnia z Balbiną całkiem pogorszyła stosunki z teściową pani Janina więcej nie odezwała się do synowej.
Jacek odwiedza matkę, czasem zabiera córkę, pomaga jej finansowo, ale do mieszkania syna pani Janina już nie zagląda.
Zuzanna choćby odetchnęła. Jedna zmartwienie mniej.













