Pomogłam bezdomnemu, dając mu gorący posiłek, a już następnego dnia zapukała do mnie policja: „Zatru…

newskey24.com 7 godzin temu

Wyobraź sobie, opowiem Ci coś, co mnie ostatnio wytrąciło z równowagi

Pracuję jako kucharka w maleńkiej, przytulnej kawiarence w Krakowie. To była końcówka zmiany, już miałam zgasić światła nad barem i zebrać się do domu, kiedy przez okno wypatrzyłam mężczyznę, który siedział na ławce przy przystanku tramwajowym, kawałek dalej.

Siedział skulony, trząsł się z zimna, a obok niego leżał ogromny kundel, wtulony łbem w jego kolana. Oboje wyglądali na totalnie wypłukanych z sił zmęczeni, głodni, samotni jak nigdy.

Aż mnie coś ścisnęło w środku. Nagle sobie przypomniałam, iż w kuchni został jeszcze talerz gorącego żurku wystarczyłby dla jednej osoby, a wyrzucić byłoby żal. Podgrzałam zupę, odłożyłam kiełbaski dla psa, wszystko zapakowałam do pojemników, a potem z duszą na ramieniu podeszłam do nich.

Podałam mężczyźnie ten żurek. Podniósł na mnie wzrok taki smutek i taka wdzięczność w jednym spojrzeniu Podziękował mi z pięć razy, powiedział, iż od wczoraj nie miał nic w ustach. Pies tylko cicho zamachał ogonem, jakby też chciał podziękować. Mężczyzna jadł powoli, ostrożnie, jakby bał się, iż zupa zniknie, jeżeli na chwilę zamknie oczy. Patrzyłam na nich i robiło mi się w środku trochę jaśniej.

Wróciłam tego wieczoru do domu z takim spokojem w sercu. Wiesz, czasem wystarczy taki drobiazg, żeby poczuć, iż dzień nie poszedł na marne.

Ale rano wydarzyło się coś, czego się kompletnie nie spodziewałam.

Podałam gorącą zupę bezdomnemu, a następnego dnia do moich drzwi zapukała policja. Słyszę: Została pani oskarżona o otrucie człowieka. Musimy panią zatrzymać.

Otwieram, a na progu stoi dwóch policjantów kobieta i facet.

Ma pani zarzut zatrucia oraz narażenia zdrowia i życia powiedział ten facet, pokazując mi legitymację.

Normalnie aż mnie zatkało.

Jakie zatrucie? Kto? wydusiłam tylko. Ja ja przecież tylko podałam człowiekowi zupę!

Ale oni ani myśleli mnie słuchać. Kamery przed kawiarnią nagrały, jak niosę jedzenie mężczyźnie tuż po zamknięciu. To według ich ustaleń była jedyna rzecz, którą jadł tego dnia. Kilka godzin później trafił do szpitala z poważnym zatruciem.

Dopiero potem dowiedziałam się, iż jego stan był dramatyczny, zabrano go na sygnale, przez chwilę walczył o życie.

No i siedzę na tym komisariacie, trzęsąc się jak galareta przez kilka dni. Usiłuję sobie przypomnieć, czy coś mogłam zrobić źle może zupa była nieświeża, może ten mężczyzna zjadł coś wcześniej? Ale nie, przecież gotowałam jak zawsze, nic złego nie było.

Parę dni później śledczy w końcu odnaleźli prawdziwy powód całej tragedii. I uwierz mi, przeszły mnie ciarki.

Prawda była taka, iż tamtej nocy kilka ulic dalej działała jadłodajnia Caritasu mieli rozdawać ciepłe posiłki bezdomnym w identycznych, białych pojemnikach. I ktoś celowo te posiłki zatruł Masowo.

Zatrutych zostało kilkudziesięciu bezdomnych w całym Śródmieściu. W szpitalach pojawiali się jeden po drugim, wszyscy z podobnymi objawami.

Ktoś po prostu postanowił oczyścić miasto. Ktoś, kto nie miał cienia skrupułów, próbował zabić ludzi, którzy i tak nie mieli nic. Najtragiczniejsze, iż mężczyzna spod mojej kawiarni dostał normalną zupę ode mnie, a swój śmiertelnie niebezpieczny pojemnik zjadł chwilę później, kiedy rozdawali go pomocnicy.

W końcu śledztwo się rozjaśniło, przeprosili mnie, wypuścili z komisariatu, ale tej ulgi, co miałam wrócić do życia, nie poczułam do dziś.

Najgorszy jest ten strach, iż gdzieś tam obok może być człowiek, który dla własnych celów potrafi pozbyć się tych najsłabszych I nikt nie wie, kto to był.

Idź do oryginalnego materiału