
Dobrze widać to na przykładzie meblarstwa. Polska jest czwartym co do wielkości eksporterem mebli na świecie, a wartość ich sprzedaży zagranicznej w 2024 r. sięgnęła 13,6 mld euro. Część tych produktów trafia jednak do klientów pod zagranicznymi brandami.
– Wystarczy zrobić proste ćwiczenie: zapytać znajomych za granicą, czy potrafią wymienić pięć polskich globalnych marek. To pozwala zobaczyć, jak jesteśmy odbierani i czy rzeczywiście kreacja i innowacje, które tutaj dostrzegamy, wychodzą poza granice naszego kraju – mówi Oskar Zięta, architekt i projektant.
Jego zdaniem polski przemysł ma mocne zaplecze produkcyjne i wzornicze, ale zbyt rzadko przekuwa je w marki rozpoznawalne poza krajem. W efekcie wartość dodana związana z nazwą, reputacją i bezpośrednią relacją z klientem często zostaje po stronie zagranicznego zleceniodawcy.
Polska produkuje meble dla świata, ale świat o tym nie wie
Meblarstwo jest jednym z najbardziej wyrazistych przykładów tej różnicy. Według Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu Polska zajmuje czwarte miejsce na świecie i trzecie w Europie pod względem eksportu mebli.
Jednocześnie PARP zwracała uwagę, iż polski eksport często obejmuje sam produkt, a nie markę. Krajowe fabryki realizują zlecenia dla zagranicznych firm, które następnie sprzedają gotowe wyroby pod własnym logo.
– Dobrym przykładem jest polskie meblarstwo. Produkujemy ogromne ilości mebli, tylko nie sprzedajemy ich pod polskim brandem. Często choćby nie komunikujemy, iż zostały wyprodukowane w Polsce – mówi Oskar Zięta.
Taki model pozwala budować skalę produkcji i eksportu, ale nie daje automatycznie rozpoznawalności na świecie. Marka musi powstawać osobno: wymaga promocji, konsekwentnego wzornictwa, dystrybucji oraz obecności na zagranicznych rynkach.
Włochy budowały swój design przez dekady
Oskar Zięta porównuje sytuację Polski z Włochami, których wzornictwo jest szeroko rozpoznawalne również poza Europą. Jego zdaniem polskie przedsiębiorstwa próbują dziś nadrobić przewagę budowaną przez zagraniczne firmy przez dziesięciolecia.
– Stworzenie polskiego brandu, czy w ogóle stworzenie marki i dobrych produktów, jest bardzo trudnym projektem, który można rozpisać na dekady. Jesteśmy krajem, który stosunkowo późno wszedł na zachodnie rynki i próbuje nadrobić to, co zagraniczne firmy budowały przez dziesięciolecia – ocenia projektant.
Polska ma przy tym mocne wyniki w części statystyk związanych z działalnością kreatywną. W Global Innovation Index 2025 zajmuje 24. miejsce na świecie pod względem liczby wzorów przemysłowych w relacji do PKB.
Jeszcze lepiej wypadamy na tle samej Unii Europejskiej. Według European Innovation Scoreboard 2025 liczba zgłoszeń wzorów przemysłowych sięga 139,3 proc. unijnej średniej, co daje Polsce czwarte miejsce w UE. Ogólny obraz innowacyjności jest jednak słabszy. Polska zajmuje 23. miejsce na 27 państw Unii i należy do grupy określanej jako „Emerging Innovators”, czyli państw nadrabiających dystans do bardziej innowacyjnych gospodarek.
Fabryki już są, teraz trzeba budować polskie marki
Zdaniem Zięty przewagą Polski jest to, iż przez cały czas działają tu zakłady produkcyjne realizujące zamówienia dla zagranicznych podmiotów, podczas gdy w wielu miejscach Europy takiego zaplecza już nie ma.
– Potrzebne są zarówno wsparcie państwa, jak i odwaga przedsiębiorców. Mamy coś, czego już w wielu miejscach Europy nie ma, czyli zakłady produkcyjne, które realizują zlecenia dla zagranicznych podmiotów. Powinniśmy wykorzystać ten potencjał do rozwijania własnych produktów i marek – mówi projektant.
Problem nie kończy się jednak na stworzeniu produktu. Firmy muszą później dotrzeć z nim do odbiorców i zbudować rozpoznawalność na wielu rynkach. PAIH wpisała zwiększanie rozpoznawalności polskich przedsiębiorstw i produktów za granicą do strategii na lata 2025-2029. Jednym z narzędzi jest Brand HUB, który obejmuje programy promocji siedmiu sektorów, w tym meblarstwa.
Agencja wymienia też bariery utrudniające zagraniczną ekspansję. Należą do nich słaba znajomość lokalnych rynków i zbyt małe inwestycje w promocję marki. W przypadku małych i średnich firm wyzwaniem jest również niewystarczająca wiedza o handlu zagranicznym.
Nawet po 20 wystawach rocznie marka przez cały czas może być nieznana
Budowanie rozpoznawalności wymaga czasu – i to choćby od firm już obecnych za granicą. Zieta Studio organizuje ponad 20 wystaw rocznie, ale według Oskara Zięty ponad 60 proc. osób odwiedzających ekspozycje nie zna wcześniej marki.
– Świat jest ogromny i choćby dla naszej firmy w dużym stopniu pozostaje jeszcze niezbadany. Eksperci znają nasze produkty, ale przed nami wciąż dużo pracy, żeby stały się szerzej rozpoznawalne na wielu rynkach – mówi projektant.
Firma rozwija przy tym własną technologię FiDU. Polega ona na deformowaniu cienkich membran blaszanych dzięki ciśnienia wewnętrznego. Zieta Studio pracuje nad zastosowaniem tego rozwiązania m.in. w pojazdach ostatniej mili, elementach fortyfikacyjnych i górnictwie.
Polska mocna we wzornictwie, słaba w patentach
Własna technologia może stać się przewagą konkurencyjną, ale pod warunkiem, iż firma potrafi ją również skutecznie zabezpieczyć. Tu pojawia się kolejna luka między potencjałem a wynikami. Polska zajmuje wysokie miejsca w statystykach wzorów przemysłowych, ale znacznie gorzej wypada przy patentach.
Według European Innovation Scoreboard 2025 kraj jest dopiero 24. w Unii Europejskiej pod względem liczby międzynarodowych zgłoszeń patentowych PCT w relacji do PKB.
W 2025 r. podmioty z Polski złożyły 621 europejskich zgłoszeń patentowych – o 10,3 proc. mniej niż rok wcześniej. W przeliczeniu na milion mieszkańców daje to 17 zgłoszeń. Porównując to do innych europejskich państw, wypadamy słabo. W Czechach wskaźnik wynosi 24,5 zgłoszenia na milion mieszkańców, w Hiszpanii 45,9, a w Finlandii aż 613,4.
– Polska jest na szarym końcu, jeżeli chodzi o strategiczne zabezpieczanie własności intelektualnej i patentowanie. O tym problemie trzeba mówić głośno. Urząd Patentowy powinien stworzyć realne instrumenty wsparcia dla kreatywnych twórców, którzy chcą skutecznie chronić swoje pomysły – mówi Oskar Zięta.
Chroniona własność intelektualna wiąże się z wyższymi przychodami
Ochrona patentów, znaków czy wzorów nie jest wyłącznie kwestią prawną. Badanie EUIPO i Europejskiego Urzędu Patentowego z 2025 r., obejmujące ponad 119 tys. firm ze wszystkich państw UE, pokazuje wyraźną różnicę między przedsiębiorstwami posiadającymi zarejestrowane prawa własności intelektualnej a resztą rynku.
Firmy posiadające takie prawa osiągały średnio o 23,8 proc. wyższe przychody na pracownika. W grupie małych i średnich przedsiębiorstw różnica sięgała 44 proc. Tylko iż zarejestrowane prawa własności intelektualnej miało niespełna 10 proc. MŚP.
– Szczególnie ważne jest zabezpieczanie polskiego IP na podstawowym, początkowym etapie, bo później, kiedy ludzie już zaprezentują swoje pomysły, może być za późno. To proces, który wymaga bardzo dużo czasu i pieniędzy, żeby wdrażać patenty polskie i europejskie, a następnie zabezpieczać je na kolejnych rynkach świata – mówi Zięta.
Polskie przedsiębiorstwa potrafią więc produkować, projektować i eksportować na dużą skalę. Znacznie trudniejsze okazuje się przejście od roli wykonawcy dla zagranicznego klienta do właściciela marki, którą sam klient rozpoznaje i wybiera. To właśnie na tym etapie rozstrzyga się, czy wraz z produktem za granicę wyjedzie wyłącznie towar, czy również polska marka.
Przeczytaj także:
- Wyższy próg PIT to tylko część rachunku. Przedsiębiorcy zapłacą więcej
- Polacy boją się hulajnóg. Policyjne statystyki pokazują, iż nie bez powodu
- Mniej dłużników nie znaczy mniej problemów. Rolnictwo przez cały czas walczy z zaległościami





