Pojechał w Bieszczady i zniknął. Siostra szuka brata od ponad 40 lat

kobietaxl.pl 1 godzina temu

Z Niska w Bieszczady

Witold Gontaszewski urodził się 15 grudnia 1956 roku w Nisku na Podkarpaciu. Był najmłodszy z czworga rodzeństwa – miał brata Bronisława oraz siostry Bogumiłę i Marię. W rodzinnym domu mieszkali razem z rodzicami i dziadkami. Maria, starsza od Witka o kilka lat, wspominała później, iż jako dziecko pomagała przy młodszym bracie, bawiła się z nim i cieszyła z pojawienia się w domu kolejnego dziecka. Witek od najmłodszych lat interesował się przyrodą. Lubił las, ptaki i książki o zwierzętach, należał również do harcerstwa. Z czasem jego uwagę przyciągnęła chemia. Na strychu rodzinnego domu urządził niewielkie laboratorium, gromadził odczynniki i wykonywał własne doświadczenia. Wybrał technikum chemiczne w Sarzynie, do którego dojeżdżał pociągiem z Niska. W 1975 roku coraz ważniejsze stawały się jednak dla niego wyjazdy w góry. Z kołem turystycznym uczestniczył w wyprawach w Bieszczady, pomagał przy znakowaniu szlaków i poznawał środowisko ludzi związanych z bazami studenckimi. Zaczął opuszczać zajęcia, choć powinien przygotowywać się do egzaminów poprawkowych. Zaniepokojony Bronisław pojechał go szukać i odnalazł młodszego brata w jednej z bieszczadzkich baz namiotowych. Witold obiecał wrócić do Niska i uporządkować sprawy szkolne. Do domu rzeczywiście przyjechał, ale do egzaminów już nie przystąpił.


Coraz więcej czasu spędzał w górach

Od tego czasu jego życie coraz mniej przypominało ustalony rytm szkoły i domu. Wracał w Bieszczady, podejmował dorywcze prace i zatrzymywał się w różnych miejscach. W lutym 1976 roku Bronisław odwiedził go w Maniowie, gdzie Witold mieszkał w połemkowskiej chacie znanej jako "Gawra", związanej z bazą Zrzeszenia Studentów Polskich. Warunki były skromne, a młody mężczyzna utrzymywał się między innymi z pracy w lesie. Brat próbował namówić go do ukończenia szkoły i zdobycia zawodu. Sugerował, iż zainteresowanie przyrodą mógłby w przyszłości wykorzystać choćby w pracy związanej z Bieszczadzkim Parkiem Narodowym. Witold nie zdecydował się jednak na powrót do wcześniejszego życia. Góry, prace leśne i środowisko poznanych tam ludzi stały się jego codziennością. 3 lipca 1976 roku przyjechał do Kargowej, gdzie był świadkiem na ślubie Bronisława. Po uroczystości wrócił z rodzicami do Niska, ale nie został tam długo. Ostatnia wizyta Witolda w rodzinnym domu miała miejsce jesienią tego samego roku. Później bliscy utrzymywali z nim kontakt przede wszystkim dzięki listom i kartkom.


Kartki przychodziły z różnych miejsc

Wiadomości od Witolda nadchodziły między innymi z Cisnej, Złockiego, Warszawy i Berehów Górnych. Część kartek wykonywał sam, wykorzystując choćby kawałki brzozowej kory. Nie zawsze korzystał bezpośrednio z poczty – zdarzało się, iż przekazywał korespondencję ludziom wracającym z gór i prosił, aby wrzucili ją później do skrzynki. Listy nie wskazywały, aby chciał całkowicie zerwać więź z rodziną. Pytał o bliskich, pamiętał o świętach i ważnych datach. Kiedy Bronisław został ojcem, Witold miał choćby pretensje, iż nie poinformowano go o tym od razu. Żył po swojemu i daleko od rodzinnego domu, ale przez cały czas chciał wiedzieć, co dzieje się w Nisku. Ostatnią wiadomością była kartka z życzeniami dla matki wysłana 24 lipca 1981 roku. Później nie przyszła już żadna kolejna. Witold nie pojawił się w domu, nie przekazał informacji przez znajomych i nie napisał, iż zamierza wyjechać gdzie indziej. Dla rodziny rozpoczął się okres ciszy, który z czasem przestał wyglądać jak kolejna długa nieobecność.


Ciszę tłumaczyli stanem wojennym

Kilka miesięcy po ostatniej kartce w Polsce wprowadzono stan wojenny. Rodzina brała pod uwagę, iż brak wiadomości może mieć związek z utrudnioną komunikacją, kontrolą korespondencji i problemami z podróżowaniem. Witold od dawna żył poza stałym miejscem zamieszkania, przemieszczał się między bieszczadzkimi miejscowościami i podejmował dorywcze prace w lesie. Nie miał też dokumentu tożsamości, ponieważ wcześniej zgubił dowód osobisty i nie wyrobił nowego. Istniał jeszcze jeden powód, dla którego bliscy początkowo nie traktowali ciszy jak definitywnego zaginięcia. Witold był w wieku poborowym, a do domu w Nisku miały przychodzić osoby szukające go w związku ze służbą wojskową. Rodzina zastanawiała się więc, czy celowo nie unika kontaktu i nie chce pozostawić po sobie oficjalnego śladu. Z czasem ta wersja stawała się jednak coraz trudniejsza do utrzymania, bo nie pojawiała się żadna wiadomość od niego.


Zaginięcie zgłoszono po latach

Przez długi czas sprawa nie została formalnie zgłoszona. Rodzice liczyli, iż syn sam wróci albo odezwie się, gdy będzie gotowy. Dopiero około 2000 roku Witold trafił do oficjalnej bazy osób zaginionych. Wtedy zaczęto sprawdzać, czy po 1981 roku pojawił się gdziekolwiek pod własnym nazwiskiem. Nie znaleziono meldunku ani dokumentów potwierdzających, iż osiadł w innej części kraju. Ustalono natomiast miejsca, z którymi był związany przed zaginięciem. Pojawiały się okolice Stuposian, Lutowisk, Baligrodu, Komańczy i Cisnej, a także środowisko osób pracujących w lasach i przy bazach studenckich.


"Słynny Witek"

Jednym z ciekawszych śladów była fotografia odnaleziona przez Bronisława w materiałach związanych z Klubem Otryckim. Zdjęcie podpisano "Słynny Witek". Sam podpis sugerował, iż Gontaszewski nie był w tym środowisku anonimowy i zapadł ludziom w pamięć. To ważne także dlatego, iż jego życie w Bieszczadach nie ograniczało się do krótkich wyjazdów. Mieszkał tam, pracował, znał ludzi i funkcjonował w środowisku, w którym wiele osób używało przezwisk, przenosiło się między bazami i nie przywiązywało dużej wagi do formalności. jeżeli Witold po 1981 roku przez cały czas przebywał w górach, mógł przez pewien czas pozostawać poza oficjalnym systemem bez stałego meldunku i dokumentów. Bronisław nie doczekał wyjaśnienia losu brata. Zmarł w 2020 roku. W rodzinie coraz mniej osób pamiętało Witolda z czasów, gdy jeszcze regularnie pojawiał się w Nisku.


Z najbliższych została Maria

Z biegiem lat rodzina Witolda kurczyła się. Zmarli jego rodzice, później siostra Bogumiła. Z najbliższych osób, które pamiętają go jeszcze z rodzinnego domu w Nisku, pozostała Maria. To ona jako dziecko pomagała przy młodszym bracie, a dziś przez cały czas nie wie, czy Witold zmarł, czy też po 1981 roku rozpoczął życie w innym miejscu i nigdy nie wrócił do dawnej tożsamości. W 2021 roku pobrano od Marii materiał DNA, który może zostać wykorzystany do porównania z niezidentyfikowanymi szczątkami. Do tej pory nie przyniosło to jednak odpowiedzi. Nie ma również potwierdzenia, iż Witold wyjechał za granicę, przyjął inne nazwisko albo po latach występował przed urzędami jako ktoś inny. Pozostaje osobą zaginioną.


Ktoś może pamiętać Witka

Istotne mogą być wspomnienia dawnych studentów, leśników i osób związanych z bazami turystycznymi, Otrytem czy Chatą Socjologa. Witold nie był tam całkowicie anonimowy – zachowała się fotografia opisana słowami "Słynny Witek". Ktoś mógł znać jego pseudonim, wiedzieć, gdzie nocował, z kim pracował albo dokąd zamierzał pojechać po raz ostatni. Po ponad czterech dekadach choćby pozornie drobny szczegół może pomóc zawęzić okres i miejsce, w którym widziano go po raz ostatni. Zdjęcie z datą, zachowany list, nazwisko znajomego albo wspomnienie spotkania po lipcu 1981 roku mogłyby mieć dla rodziny znaczenie, którego w chwili powstania nikt nie był świadomy. Maria nie prosi już o wyjaśnienie całego życia brata. Chciałaby przede wszystkim wiedzieć, co się z nim stało.


Źródła:

https://zaginieni.policja.gov.pl/zag/form/r271441,GONTASZEWSKI-WITOLD.html

https://www.szukamywas.pl/forum/viewthread.php?thread_id=896

https://nowiny24.pl/mieszkancy-podkarpacia-w-policyjnej-bazie-zaginionych-osob-widziales-ich-zdjecia/gh/c1-15429367

Idź do oryginalnego materiału