Po tym, jak moja biologiczna mama przegrała walkę z rakiem, mój tata postanowił znaleźć nową kobietę, która miałaby pełnić rolę mamy dla mnie i mojego rodzeństwa. Długo wzbraniałam się przed tym, by mówić do niej mamo, ale z biegiem lat stało się jasne, iż ta kobieta naprawdę na to zasłużyła.
Gdy mama umarła, byłam jeszcze malutką dziewczynką, a tata nagle został sam z trójką dzieci i minął się z powołaniem, jeżeli chodzi o gotowanie czy zaplatanie warkoczyków. Dostrzegając potrzebę kobiecej ręki, zwrócił się do kobiety, którą znał nazywała się Bożena i poprosił ją, by została naszą mamą. Bożena zgodziła się bez wahania, przyjmując ten tytuł z sercem pełnym miłości. Od razu przejęła domowe obowiązki, pilnowała porządku i choćby ze swojego portfela wydała parę złotych, żeby uszyć dla nas stroje szkolne dla mnie i moich braci.
Chłopcy błyskawicznie uznali ją za nową mamę, ale ja przez długi czas miałam z tym problem. Zajęło mi to znacznie więcej czasu najpierw choćby nie wiedziałam, jak mam do niej mówić. Kiedyś jednak zebrałam się na odwagę i powiedziałam jej, iż moja mama zawsze nosiła nisko upięty kok. Od tego dnia Bożena wiązała włosy tak samo, oddając hołd mojej zmarłej mamie.
Mimo troski, cierpliwości i naprawdę wielkiego serca, nie mogłam się przełamać, by do niej powiedzieć mamo. Wtedy mój tata wpadł na nieco sprytny plan. Zgadnijcie: zorganizował rodzinny obiad i poprosił Bożenę, by upiekła moją ulubioną szarlotkę. Jedyny warunek, żebym dostała kawałek? Musiałam do niej powiedzieć mamo. Pragnienie ciasta zwyciężyło, a od tej pory stała się integralną częścią naszej rodziny.
Życie nie szczędziło nam wyzwań i dramatów: rodzice zmagali się z problemami zdrowotnymi i finansowymi. Mama przeszła przez tę samą chorobę, która odebrała życie mojej biologicznej mamie, ale tym razem rak przegrał. Nasza rodzina przeżyła także stratę najstarszego syna rodziców, który zaginął dzień przed własnym weselem po długich poszukiwaniach został jednak odnaleziony i godnie pochowany. Mimo tych wszystkich potworności, Bożena trwała jak skała, z niewyczerpaną dobrocią, czułością i miłością.
Pomimo trudów i strat, mama wychowała piątkę dzieci, troszczy się o wnuki, a teraz szaleje z euforii przy prawnukach. Codziennie wstaje skoro świt, by dom lśnił, i dzierga skarpetki czy czapeczki dla najmłodszych. Choć lat już nie liczy, wciąż tryska opowieściami, czułością i humorem czas spędzony z nią to czysta radość. Jej serce zdaje się nie mieć granic, a my wszyscy możemy mówić jak to w Polsce iż mama jest prawdziwym skarbem naszej rodziny.









