Po co taki przystojny i odnoszący sukcesy chłopak jak ja miałby się żenić? zastanawiał się Paweł. Kiedy w końcu doczekamy się wnuków? martwili się rodzice.
Paweł odwiózł swoją koleżankę do domu i wrócił do swojego mieszkania w Warszawie.
Przygotował sobie jajecznicę z szynką, usiadł przy stole, włączył telefon, który całą noc był wyłączony, i zaczął przeglądać nieodebrane połączenia.
Mama dzwoniła mruknął Paweł. Znowu będzie się czepiać, iż taki ze mnie nieudacznik
Nieudacznikiem Paweł na pewno nie był. Dobra praca, dwupokojowe mieszkanie i samochód świadczyły o czymś zupełnie innym. Miał już dwadzieścia pięć lat, a wciąż był kawalerem.
Po co taki przystojniak jak ja miałby się żenić? powtarzał sobie.
Kiedy wreszcie będziemy mieć wnuki? martwili się rodzice.
Paweł zadzwonił do mamy:
Cześć, mamo! Jak się czujesz? zapytał.
Ujdzie odpowiedziała. A tata?
Też jakoś daje radę. Przyjechałbyś i sam zobaczył. Masz samochód, pół godziny jazdy do nas z miasta, a nie widuję cię miesiącami. Ojciec zaraz będzie orał ogród, trzeba ziemniaki sadzić.
Mamo, dziś nie mogę. Przyjadę na pewno w przyszły weekend.
Ile razy już nam to obiecywałeś? Obiecałeś też, iż przyjedziesz ze swoją dziewczyną!
Mamo, tym razem naprawdę przyjadę z dziewczyną, przysięgam!
Narzeczoną?
Jeszcze nie
Synku, jak się cieszę! Czekamy na ciebie w sobotę, upiekę dla ciebie to, co lubisz!
Po rozmowie z mamą Paweł zamyślił się głęboko:
Po co się tak wygadałem? Kogo ja im przedstawię jako dziewczynę? Zuzię? Może Najpierw się prześpię, potem zadzwonię. Ale Zuza to chyba nie wytrzyma tej wiejskiej atmosfery. No trudno, najwyżej w gości ją przywiozę Idę spać.
Zostawił patelnię z resztką jajecznicy na stole i poszedł do sypialni.
Po drzemce przypomniał sobie o danej obietnicy i zadzwonił do znajomej.
Cześć, piękna! przywitał się.
Cześć, Pawle odpowiedziała chłodno.
Zuziu, nie wyspałaś się? Wpadnę zaraz do ciebie.
Paweł, nie powinniśmy się już spotykać. Zmieniłam plany na przyszłość.
Jakie znowu plany?! zirytował się.
Wychodzę za mąż.
Zaraz tam podjadę i ci wytłumaczę
Rozmowa się urwała.
Paweł wściekły rzucił telefon na kanapę. Zwykle to on kończył znajomości, a tym razem to jemu podziękowano.
Wyszedł do łazienki, potem zrobił sobie kawę i zaczął rozmyślać:
I co ja teraz powiem rodzicom? Może przypomnę sobie kogoś z dawnych koleżanek? Jeszcze pomyślą, iż mam poważne zamiary
Nie zdążył wypić kawy, kiedy uruchomił się alarm w jego aucie. Wypadł z mieszkania. Jego samochód stał za blokiem miejsce mniej uczęszczane, ale auto było zawsze na widoku, choćby w nocy. Przy jego aucie stał mężczyzna w wieku pięćdziesięciu lat, patrząc w stronę okna Pawła.
A to kto? mruknął Paweł zdziwiony.
Włożył adidasy i wybiegł na dwór. Podszedł do auta:
Pan tu czego? zapytał.
Posłuchaj, chłopcze fuknął obcy Jeszcze raz cię zobaczę koło Zuzi, to się nie obrażaj!
Idź pan!
Nagle pojawił się też rosły chłopak.
Paweł chciał coś powiedzieć, ale zrobiło mu się ciemno przed oczami
Pawle! Pawle!
Nad nim pochylała się niepozorna dziewczyna. Przemknęła mu przez głowę myśl:
Gdzieś już ją widziałem.
Słyszysz mnie? Trzeba wezwać karetkę?
Nie trzeba. Mam wszystko w aucie uśmiechnął się. Dasz radę?
Tak, skończyłam medycynę.
Przyjrzał się jej. Poznał, iż to sąsiadka z bloku obok. Zawsze się z nim witała, ale uznawał ją za licealistkę. Próbował sobie przypomnieć jej imię. Chyba to wyczuła:
Jestem Basia. Mieszkam w klatce obok.
Wsiadaj, Basiu! otworzył tylne drzwi. Tam jest apteczka.
On sam usiadł z przodu, Basia wszystko opatrzyła.
Nic poważnego stwierdziła.
Dzięki!
Spojrzał w lusterko i zobaczył jej spojrzenie pełne pytania:
Mam już iść?
Może pójdziemy na kawę? Nie zdążyłem jeszcze zjeść śniadania.
Tak po prostu? spojrzała na siebie: sportowa bluza i spodnie.
Co z tego? Ja też tak chodzę.
Nie, nie pójdę tak ubrana.
No to przebierzemy się i pójdziemy uśmiechnął się Paweł.
Po pół godzinie wyszła w sukience, na twarzy najtańszy makijaż. Paweł miał ochotę na długi spacer, bez samochodu.
Może przejdziemy się pieszo, Basiu?
Jasne i chwyciła go pod ramię.
Szli przez park, Basia opowiadała coś przez całą drogę. Wstąpili do przytulnej kawiarni, usiedli. Paweł podał dziewczynie menu:
Zamów sobie, co tylko chcesz!
Basia przeglądała karty, ale wyraźnie bardziej patrzyła na ceny niż dania. Zrozumiawszy, iż nie bywa często w takich miejscach, Paweł machnął na kelnera.
Proszę przynieść dla niej coś naprawdę pysznego i kawę!
A dla pana?
Dla mnie tylko kawę.
Mamy przepyszną i delikatną szarlotkę.
Bardzo dobrze!
Po kawiarni wrócili w stronę domu. Basia skręciła do swojej klatki
Minął tydzień pracy. W piątek, wracając do mieszkania, Paweł przypomniał sobie:
Przecież obiecałem mamie przyjechać w sobotę z dziewczyną. Co teraz?
Zrobił sobie kanapki, wstawił czajnik i rozmyślał o jutrzejszej wizycie:
Pojadę sam, mama znów się zasmuci. Muszę coś wymyślić
Nagle doznał olśnienia!
Może pojadę z Basią?! Co prawda, od zeszłej niedzieli choćby się nie widzieliśmy. Powiem, iż byłem zapracowany
Szybko zjadł, ogolił się, założył najlepszą koszulę i wyszedł na podwórze.
Pamiętał tylko, iż Basia mieszka w sąsiedniej klatce, ale której? Piętnaście mieszkań, a o dziewczynie wiedział poza imieniem bardzo niewiele.
Kręcił się chwilę pod oknami, aż drzwi się otwarły i wybiegła ona w tej samej bluzie.
Zauważyła go przez okno i zbiegła na dół. Zatrzymała się niepewnie.
Cześć, Basiu!
Cześć, Pawle! jej buzia aż promieniała.
Chciałbym cię zaprosić na spacer.
Znowu jestem nieubrana
Poczekam, uśmiechnął się chłopak. Wystarczy ci pół godziny?
Tak! i popędziła do mieszkania.
Basieńko, co się stało? zdziwiła się jej mama.
Mamo, wyjdę na chwilę na spacer.
Czemu tak nagle?
Ale córka biegała po pokoju. Mama spojrzała przez okno i od razu domyśliła się wszystkiego.
Z Pawłem idziesz?
Tak, mamo.
I na co ci taki książę?
Mam już dwadzieścia lat, mamo odpowiedziała cicho Basia.
Nie widziałaś, z jakimi pięknościami on chodzi?
Mamo przestań!
Aż wymyśliła sobie mruknęła, ale Basia już była w swoim pokoju. Wiedziała, iż zaraz cały blok będzie o tym gadał. No trudno, pomyślała, niech mówią co chcą.
Chwilę później wyszła, nie oglądając się za siebie. Domyślała się, iż mama patrzy z okna. Pewnie ujęła Pawła pod ramię i zapytała:
To, gdzie idziemy?
Przejdziemy się do parku, posiedzimy w kawiarni, może wrócimy przez rynek
Zwiedzili park, posiedzieli długo w kawiarni, spacerowali pod księżycem. W końcu zadzwoniła mama Basi.
Basia, już pierwsza w nocy!
Już wracam, mamo powiedziała, spuszczając wzrok. Pawle, muszę już iść do domu.
Odprowadzę cię
Stali przed klatką długo objęci, a Paweł powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu:
Jutro pojedziesz ze mną do rodziców.
Wojtku! zawołała żona, widząc samochód syna. Paweł przyjechał!
Wreszcie sobie o rodzicach przypomniał?
Z dziewczyną! westchnęła mama i wybiegła przed dom.
Pani Teresa przywitała syna, ale ciągle patrzyła na jego towarzyszkę.
Podeszła do Basi:
Jak masz na imię, kochanie?
Basia odpowiedziała onieśmielona.
A ja jestem ciocia Teresa. Wchodźcie, wchodźcie!
Dziękuję!
Na podwórze wyszedł też tata. Podszedł do Basi i z euforią powiedział:
Wreszcie nasz Paweł znalazł porządną dziewczynę. Jak masz na imię, śliczna?
Basia.
A ja Wojtek. Wołaj na mnie wujek Wojtek.
Basia była zaskoczona tak ciepłym przyjęciem. Wyobrażała sobie, iż miny rodziców Pawła będą niezadowolone, gdy zobaczą ją zwykłą dziewczynę. Tymczasem oni cieszyli się szczerze, co było widać po twarzach.
Weszli do domu. Basia stała osłupiała stół był zastawiony jak na przyjmowanie ważnych gości.
Zaczęły się rozmowy. Basia z przeciętnej rodziny poczuła, iż rodzice Pawła są prostolinijni i serdeczni, wcale nie sztywni. Czuła, iż cieszy ich, iż ona pochodzi z podobnych środowisk.
Po obiedzie Paweł poszedł orać ogród z tatą. Basia podeszła do mamy Pawła:
Ciociu Tereso, mogę pomóc posprzątać i pozmywać?
Pomagajmy razem! uśmiech rozjaśnił twarz gospodyni.
Po chwili, gdy mężczyźni skończyli orkę, wszyscy razem sadzili ziemniaki.
Gdy było już po pracy, Basia powiedziała:
Muszę wracać do domu, bo mama się będzie denerwować
Basiu podeszła do niej Teresa zostań na noc, zjemy kolację, mam duży dom, wyśpicie się w osobnych pokojach.
Nie wiem wahała się Basia, choć bardzo chciała zostać.
Zadzwoń do mamy powiedziała Teresa.
Basia wyjęła telefon i zadzwoniła:
Mamo, mogę tu przenocować?
Basiu, a jesteś pewna? Miałaś wrócić na wieczór.
Jak ma na imię twoja mama? Teresa wzięła telefon. Pani Jadwigo, tu Teresa, mama Pawła.
Dzień dobry!
Niech Basia zostanie, wszystko pod moją opieką, mam duży dom.
No nie wiem, co powiedzieć
Pani córka jest świetna, bardzo polubiłam Basię
Długo rozmawiały przez telefon. Dopiero następnego dnia późnym popołudniem zbierali się do miasta. Teresa zapakowała masę domowych produktów, zwracając się głównie do Basi:
Te rzeczy są dla Pawła, a te dwa worki dla was obojga.
Ależ ciociu Tereso, to za dużo
W mieście nie macie takich smakołyków, dlatego taka jesteś drobna!
Na koniec Teresa podeszła do syna, który rozmawiał z tatą:
Złożyliście już papiery do USC?
Mamo, jakie papiery? Przecież choćby nie rozmawialiśmy o tym!
To pogadaj! Jak stracisz taką dziewczynę, to zobaczysz i pogroziła palcem. Innych mi tu nie przyprowadzaj!
Ledwo samochód ruszył, Teresa wyjęła telefon i zadzwoniła do Jadwigi:
Jadwigo, dzieci pojechały. Wysłałam wam jeszcze wiejskie produkty.
Ale po co, Tereso, dziękuję!
Wszystko w porządku. Może niedługo będziemy rodziną!
No coś ty ale w głosie Jadwigi słychać było zadowolenie.
Mój już ma 25 lat, mieszkanie, samochód, lepszego zięcia nie znajdziesz interesujące tylko, co twoja Basia ma w głowie.
W głowie? Chyba straciła ją przez zakochanie!
No, jeżeli nie my ich nauczymy rozumu, to kto? Teresa już szczerze planowała małżeństwo syna.
Twój Paweł to naprawdę porządny chłopak
A twoja Basia zabiegana i pracowita!
Oj tak. Od dawna już sprząta w domu i dobrze gotuje
Paweł jechał samochodem, tajemniczo się uśmiechając. Basia nie wytrzymała:
Pawle, czemu się tak uśmiechasz?
Spodobałaś się moim rodzicom.
Och, powiedz jeszcze.
Mama powiedziała, iż nie wolno mi stracić takiej dziewczyny jak ty.
A ty
Nie stracę!
I spojrzeli sobie w oczy pełne tego samego, szczerego uczucia
Bo tak naprawdę miłość i szczęście nie zależą od wyglądu czy statusu. Najważniejsze, by mieć przy sobie kogoś, z kim można iść przez życie ramię w ramię, bez względu na to, co myślą inni.











