Pierwsze lody produkowali w piwnicy. Potem rozwozili je Fiatem 126p. Tak powstało lodowe imperium

kobieta.gazeta.pl 2 godzin temu
Gdy pod koniec lat 70. w piwnicy kamienicy niewielkiego miasta w Małopolsce zakładali firmę, prawdopodobnie choćby nie przeszło im przez myśl, iż dzięki niej dorobią się fortuny. Przez ponad dekadę własnoręcznie kręcone lody rozwozili maluchem, by z zarobionych pieniędzy wybudować pierwszą, pełnoprawną fabrykę. Jak wyglądała droga braci Koral do stworzenia lodowego imperium, które poradziło sobie choćby z zachodnią konkurencją?
Nie wywodzili się z zamożnej rodziny, nie mieli też żadnych znajomości. Ich ojciec pochodził z Piwnicznej, w czasie II wojny światowej był kurierem polskiego podziemia i pomagał przeprowadzać ludzi przez granicę ze Słowacją. Choć podczas jednej z zasadzek stracił nogę w wyniku poniesionych obrażeń, nie zrezygnował ze swojej działalności. Po wyzwoleniu przeprowadził się z rodziną do odległego o kilkanaście kilometrów Nowego Sącza, gdzie kupił kamienicę. Z żoną zajmował się drobnym handlem, do czego zachęcał także czterech synów. Najstarszy z nich, Władysław, wykształcił się i został nauczycielem. Pozostali obrali zupełnie inną drogę.

REKLAMA







Zobacz wideo Poszliśmy na lody do Stefano Terrazzino. Już wiemy, dlaczego ludzie czekają w kolejce



Jan otworzył cukiernię, Marian i Józef marzyli o lodziarni. Na drodze braciom Koral stanęli urzędnicy
Drugi w kolejności brat, Jan, pasję odnalazł w cukiernictwie i w jednym z zakładów gastronomicznych uczył się na czeladnika. Wiedzę chłonął jak gąbka i niedługo wpadł na pomysł, by rozpocząć pracę na własny rachunek. Taka decyzja w PRL-u wiązała się z nie lada odwagą i cierpliwością, bo ilość papierologii skutecznie zniechęcała wielu z podobnymi aspiracjami. On jednak nie zraził się i w 1968 roku uzyskał koncesję na otworzenie własnej cukierni. "Bajka", bo tak ją nazwał, działała w jego rodzinnym domu i choć w kolejnych latach doczekała się wielu punktów, to właśnie w kamienicy przy ulicy Jana III Sobieskiego 6 mieściła się jej główna siedziba.


Marian i Józef, młodsi od Jana o ponad dekadę, byli zafascynowani jego przedsiębiorczością i smykałką do interesów. Kiedy zaczął zachęcać ich, by też spróbowali z własną działalnością, uznali, iż nie mają nic do stracenia i postanowili działać. Znaleźli lokal w innej części miasta, by nie robić bratu konkurencji, i złożyli dokumenty o koncesję. Na decyzję czekali długo i, jak się okazało, nie bez powodu. Komunistyczny urzędnik nie wydał im zgody, bo "byli za młodzi", ale prawdziwy powód był inny. Obawiano się, iż prywaciarze (tak wtedy przedsiębiorców postrzegali rządzący) opanują lokalną gospodarkę, a to źle wyglądałoby w oczach ówczesnej władzy.
Odmawia się obywatelom Józefowi Koral i Marianowi Koral zgody na otworzenie zakładu wytwarzającego lody, gdyż w liczącym 70 tys. mieście Nowy Sącz działają już dwa identyczne zakłady, które zaspokajają potrzeby mieszkańców
– napisano w uzasadnieniu.
Kręcili lody w piwnicy, rozwozili je maluchem. Tak powstawało imperium braci Koral
Bracia nie chcieli dać za wygraną, ale też nie w smak było im walczenie z wiatrakami. Wtedy wpadli na pomysł, by swój biznes założyć nie w Nowym Sączu, ale w oddalonej od niego o 24 km Limanowej. To tam w 1979 roku w piwnicy jednej z kamienic przy rynku otworzyli niewielki koktajl bar, w którym zaczęli sprzedawać własnoręcznie kręcone lody. Mieszkańcy od razu je pokochali.



Lody robili świetne. Prawdziwe, na śmietanie. A choćby jak im trochę zostało, to nigdy nie sprzedawali ich na następny dzień. Rozdawali dzieciakom z okolicy, a resztę wyrzucali
– wspominała na łamach "Gazety Krakowskiej" Anna Hańska, od teściowej której wynajmowali lokal. Mieli także Fiata 126p, co prawda nieco zmodyfikowanego, bo bez siedzenia pasażera, którym rozwozili towar po okolicy, m.in. podczas festynów oraz odpustów. Zarobione pieniądze inwestowali w zakup kolejnych sprzętów, które usprawniały ich pracę. W końcu, widząc, iż biznes się kręci, postanowili pójść o krok dalej i na przełomie lat 80. i 90., kiedy do Polski zaczęły wkraczać firmy z Zachodu, zaciągnęli kredyt na 1,5 mln marek niemieckich, czyli na około 8 mld 250 mln starych złotych. Całą sumę przeznaczyli na wybudowanie fabryki w Limanowej, pierwszej, ale nie ostatniej, i zakupili do niej włoskie maszyny. W małych, lokalnych sklepikach postawili chłodnie z własnym logo. Sporo zdziałał także dobry marketing, który z czasem rozwinął się o udział w reklamach największych gwiazd. Swoje lody miała na przykład Maryla Rodowicz, a potem inni znani artyści. Na przestrzeni lat w tym gronie znaleźli się m.in. Doda, Beata Kozidrak, Katarzyna Zielińska, Maciej Musiał oraz Artur Żmijewski. Za każdym razem starali się iść z duchem czasu i wybierać osoby, które w danym momencie były "na topie". Gdy więc młodzież oszalała na punkcie Ekipy Friza, wyprodukowali specjalną serię sorbetów sygnowanych ich logo, które sprzedały się w mgnieniu oka.


Marian Koral nie żyje. Niespełna rok wcześniej odszedł jego brat. Firmę przejęło kolejne pokolenie
Dziś firma Koral jest największym producentem lodów w kraju i jednocześnie jednym z największych w Europie. Poza zakładem w Limanowej bracia otworzyli jeszcze dwa: jeden w Rzeszowie, a drugi w Nowym Sączu, dzięki czemu dorobili się fortuny. Już w 2009 roku znaleźli się na 18. miejscu rankingu najbogatszych Polaków według tygodnika "Wprost", a ich majątek oszacowano wówczas na 1,2 mld złotych. Każdy z braci wybudował dla siebie i swojej rodziny luksusową rezydencję na wzgórzu miasta, a do pracy jeździli najbardziej prestiżowymi modelami samochodów.
Trzy rodzinne rezydencje stoją na z daleka widocznym wzgórzu, a nowosądeczanie twierdzą, iż górska droga dojazdowa jest podgrzewana, bo w zimie, kiedy wszystkie okoliczne są zasypane śniegiem, ta akurat zawsze jest czarna i sucha
– pisał kilka lat temu "Newsweek". Mimo to mieli pozostać ludźmi skromnymi i niepragnącymi rozgłosu. Udzielali się charytatywnie, chętnie również wspierali lokalne inicjatywy. Ufundowali m.in. pomnik św. Jana Pawła II, który stanął na nowosądeckim rynku, a także nowoczesne karetki pogotowia dla tamtejszego szpitala.



Marian Koral zmarł 8 marca 2026 roku w wieku 74 lat po długich zmaganiach z ciężką chorobą. Niespełna rok wcześniej, w maju 2025 roku, odszedł natomiast jego brat, 81-letni Jan. w tej chwili biznes prowadzą spadkobiercy braci, Izabela Monika oraz Michał, którzy z kolei trafili do rankingu "Forbesa". Według szacunków ich majątek wynosi 1,79 mld zł. W rozwoju działalności mogą liczyć na wsparcie i dobrą radę Józefa, ostatniego żyjącego założyciela lodowego imperium.
Idź do oryginalnego materiału