Pełen dom nieproszonych gości – i każdy z nich jak rodzina! Czyli jak wygląda życie w polskim domu, …

twojacena.pl 3 godzin temu

Nieproszeni goście wypełniają cały dom

A czy ci mili ludzie nie mogliby mieszkać gdzie indziej? zapytała żona. Przecież hoteli w Warszawie nie brakuje!

Nie przyjechali tutaj na złość nam, tylko bo mają kłopoty. Jak rozwiążą swoje sprawy, to pojadą! uspokajał ją mąż.

Tylko na ich miejsce przyjeżdżają następni! A wczoraj usłyszałam, iż jakiś Marek Zbigniewowicz (nie mam pojęcia, kto to) mieszka tu już drugi rok!

Ile to jeszcze może potrwać! zawołała Basia. To dopiero jest niewiarygodne!

O co chodzi? mruknął Paweł, wylegując się w łóżku niczym kot w niedzielny poranek.

Tam! Basia wskazała z rozmachem okno. Zaraz zaczynają się zawody w siatkówkę!

Ale fajnie! Paweł przeciągnął się z uśmiechem.

Ty tak serio? Basia zaciągnęła zasłony. Jeszcze powiedz, iż sam się wybierasz!

Nie, wolę jeszcze poleżeć zachichotał Paweł. Tego i tobie życzę!

Basia usiadła na łóżku.

Powiedz mi, kto normalny w grudniu organizuje turnieje siatkówki pod chmurką?

Czemu nie? wzruszył ramionami Paweł. Nie ma śniegu ani mrozu. Sucho jest. Można zagrać w piłkę!

Ale przecież powybijają nam wszystkie szyby! niepokoiła się Basia. To nie są żadni profesjonaliści, piłka poleci byle gdzie!

Jak wybije, to wstawią nowe stwierdził filozoficznie Paweł.

Basia tylko pokręciła głową i już chciała coś jeszcze dodać, gdy z dołu rozległ się krzyk:

Kochani! Śniadanie gotowe! Placki serowe czekają! Później możecie się całować, teraz szybko, bo stygną!

Ciocia Marysia jak zwykle! uśmiechnął się Paweł.

W ogóle to żona powinna mężowi śniadania robić! burknęła Basia.

No to zaparz kawę! roześmiał się Paweł.

Kochani! Kawa też już wystygnie! znów zawołała ciocia Marysia spod kuchni.

No widzisz! Basia wskazała na drzwi. Jeszcze trochę i ciocia Marysia mnie z łóżka wygryzie!

Nie przesadzaj! zaśmiał się Paweł. W łóżku tylko twoje miejsce! Chodźmy jeść, bo naprawdę wystygnie!

Basia westchnęła i narzuciła szlafrok.

W drodze do kuchni, a choćby już w kuchni, nikogo nie spotkali.

Dziwne mruknęła Basia już myślałam, iż nigdy nie będę sama z mężem pod własnym dachem!

A widzisz, czasem trafia się niespodzianka uśmiechnął się Paweł. Za to ile tu u nas wesoło! Zjemy, potem obejrzymy mecz siatkówki. A wieczorem Staszek obiecał kiełbaski z ognia!

Znów dym, smród i spalą coś na czarno strzepnęła Basa kawałek placka.

Mówisz o domku gościnnym? Paweł roześmiał się. Postawili już nowy! Lepszy i trzy razy większy!

A jeszcze więcej gości się zleci! Basia była wyraźnie niezadowolona. Imion wszystkich nie zapamiętam! Chyba trzeba im nakleić plakietki! I stopień pokrewieństwa, bo już nie łapię, kto jest kim!

I tak się pogubisz, bo tam rodowód się plącze od… zamyślił się Paweł. Chyba od żony brata twojego męża, a dalej jak się losy potoczą!

Basia wyobraziła to sobie.

Zanim przeczytam plakietkę, zwariuję!

Rozmowa ucichła, bo placki z serem były po prostu nieziemskie. Trochę później, już znacznie w lepszym nastroju, Basia zapytała:

Pawełku, ile to jeszcze potrwa?

Co dokładnie? Paweł wiedział o co chodzi, ale chciał się upewnić.

Ci wieczni goście powiedziała Basia. Jasne, gościnność jest ważna, ale nie aż tak! Wczoraj, z ciekawości, policzyłam głowy. Pogubiłam się przy trzydziestej!

Wyobraź sobie, trzydzieści osób, które choćby nie udają, iż chciałyby już pojechać!

Nie tego oczekiwałam od naszego małżeńskiego życia!

Ale przecież ta rodzina to też nasza rodzina! odparł Paweł.

Po ciotce od strony babki przez wujka przez trzy pokolenia, jasne! burknęła Basia. choćby twój brat, przez którego mamy takie szczęście, nie jest im rodzony! Tylko przez swoją żonę!

Wiesz, powiem ci szczerze, choćby nie znam nazw tych wszystkich pokrewieństw! rozłożył ręce Paweł. Ale mili to ludzie.

A nie mogą mieszkać gdzie indziej? próbowała Basia jeszcze raz. Hotele, pensjonaty stoją!

Przecież ich nie gościmy dla sportu! Mieli kłopoty, to zostali. Naprawią życie i pojadą!

Tyle iż po nich zjawiają się kolejni! Wczoraj słyszałam, iż ten Marek Zbigniewowicz żyje tu już drugi rok!

Znalazł pracę w Żabce na rogu jako księgowy! A ciocia Marysia, której placki jedliśmy, sprząta trzy sąsiednie domy, jak pokojówka

No to dobrze! uśmiechnął się Paweł. Ludzie znajdują sobie zajęcie!

Paweł, jeżeli to się nie skończy, wrócę do starego mieszkania! Wolę z tobą być we dwoje tam niż tu z całą dzielnicą!

***

To był swoisty hazard, kiedy Basia zaczęła być z Pawłem. Starszy od niej o dziesięć lat, ona też nie była już dziewczynką. Miała dwadzieścia pięć lat, kiedy się spotkali.

Od razu pojawiło się pytanie:

A czemu ten Paweł tak długo kawalerem był? Co z nim nie tak?

Ale to samo mogło się odnosic do Basi:

A czemu ona się do dwudziestu pięciu lat nie wydała? Co z nią nie tak?

O sobie Basia wiedziała wszystko. Wykładała się na architekturze, ale samemu dyplomem się nie najesz! Chciała mieć praktykę i wyrobić sobie nazwisko. Z czasem zarobić na własną niezależność i mieć prawo naprawdę wybrać a nie brać to, co życie podsunie.

Pracowała w urzędzie, potem trafiła do prywatnej firmy, projektującej domy pod Warszawą. Było ciekawiej i lepiej płatne, ale minus bezpośredni kontakt z klientami. A nie wszyscy byli normalni. Ale praca to praca.

Z powodu takiej pracy na poważne związki nie było ani czasu, ani siły.

Małe śledztwo wykazało, iż Paweł miał podobnie, a choćby bardziej ekstremalnie. Jego brat Adam założył firmę niedługo po dyplomie. Ożenił się od razu i wciągnął młodszego brata, czyli Pawła, do firmy. I na Pawła spadło zarządzanie, bo Adam wolał rodzinną stabilizację, niż kierowanie biznesem.

Paweł musiał równocześnie studiować i prowadzić przedsiębiorstwo.

Poradził sobie. O prywatnym życiu zapomniał. choćby gdy Adamowi urodził się syn, Paweł bywał w domu rzadziej niż cień.

Adamie, zamierzasz kiedyś pracować? zapytał Paweł.

Powiem ci, bracie, mam dość bycia biznesmenem westchnął Adam. Wolę pracę fizyczną. Po robocie wracać do żony i syna!

A starczy ci na życie z takiej pracy?

Przeprowadzamy się z Kasią na Podhale wyciągnął dokumenty. Firmę i wszystko na ciebie przepisuję! Umiesz się tym zająć.

Zostaw numer konta, to ci będę przelewać część zysków mruknął Paweł, będąc w lekkim szoku.

Od tej pory Paweł poczuł się naprawdę… na swoim.

Dopiero w wieku trzydziestu pięciu lat przyszedł czas, by pomyśleć o założeniu rodziny.

Basia i Paweł od razu się polubili. Okazało się, iż żadne z nich nie ma czerwonych flag. Zakochali się. Po pół roku wzięli ślub.

Postanowili mieszkać w warszawskim mieszkaniu Basi.

Bardzo cię kocham, ale tu mam pięć minut piechotą do pracy! tłumaczyła się Basia.

Nie mam choćby swojego mieszkania. Wynajmowałem, nie wiedząc, co i gdzie kupować. Zostawiam tobie wybór powiedział Paweł.

Zawsze marzyłam o domu za miastem cicho mruknęła Basia. Ale w pracy nie ma zgody na pracę zdalną! U nas się tego nie praktykuje.

Postaw sprawę jasno: praca zdalna albo przechodzisz do konkurencji! zachęcił ją Paweł. A możesz choćby założyć własną firmę!

Najpierw pogadam! zaśmiała się Basia.

A dom za miastem mam uprzedził Paweł. Prawda, jest ale

Jedyne, o co prosił Adam przed wyjazdem:

Pawełku, u Kasi rodzina liczna! Przyjadą pewnie do ciebie, zanim tam się osiedlą nie odmawiaj. Ale nie pozwól sobie wejść na głowę!

Gdzie ja ich położę? Do hoteli mam wysyłać?

Kupiłem dom rok temu, ale my choćby nie zdążyliśmy tam zamieszkać! Przepisałem ci go! Adam pomachał dokumentami i odjechał z rodziną w Bieszczady.

Mieszkają tam jeszcze jacyś krewni Kasi, ale dom wielki, gościnny domek w ogrodzie, nikt nikomu nie będzie przeszkadzał!

Kiedy Basia przeprowadzała się do podmiejskiego domu, nie rozumiała, jak wielu tam będzie ludzi. Zespół powitalny przypominał tłum na przystanku do Zakopanego.

Wszyscy radośni, wszyscy pomocni, wszyscy z własną historią.

Przez miesiąc Basia poznała setki smutnych opowieści. Jedni się rozwodzili, inni uciekli przed przemocą, kogoś dzieci wyrzuciły na bruk, a inni sami odeszli po zdradzie. Ktoś miał remont w mieszkaniu, innych oszukano na własność. Przyjezdni na studia. Jeszcze inni nie mieli już gdzie wracać.

Byli wszyscy od emerytów po studentów, lekarze, fryzjerzy, laboranci, hydraulicy choćby profesor był. Studentka zabrała go rodzinie i po wszystkim wyrzuciła, a do siebie już nie chcieli przyjąć. Czekał aż spienięży mieszkanie.

Dom był pełen serdeczności.

Basia próbowała pracować. Trafił się trudny klient marudził bez powodu.

I wtedy Andrzej Władysławowicz, przechodząc obok, wsłuchał się w rozmowę, odsunął Basię od laptopa i w ekran orzekł:

Z całym szacunkiem, pańskie zastrzeżenia są błędne. Ta pani zrobiła wszystko perfekcyjnie. Będzie pan zadowolony.

I jeżeli pan się uprze na swoje, to gdy pańska chałupa się rozpadnie jak domek z kart, pretensji nie miejcie do architekta!

Klient zgodził się na projekt Basi. Po zamknięciu laptopa spytała Andrzeja Władysławowicza:

Skąd pan to wie?

Dziecko, trzydzieści sześć lat byłem architektem! mrugnął. Chcesz pogadać, to przyjdź! Zdradzę ci zawodowe sekrety.

Gdyby nie pomoc Andrzeja Władysławowicza i innych, Basia dostałaby szału od tej wiecznej krzątaniny i tłumu. No bo nie tak miała wyglądać wiejska sielanka

A tutaj kłębowisko ludzi!

***

Kochana, jeżeli chcesz, możemy wrócić do miasta powiedział Paweł. Ale chyba jeszcze nie pojęłaś wszystkiego o naszych gościach.

Co mam pojąć?

Mówiłaś, iż gościnny domek się spalił. Ale przecież już stoi nowy powiedział z uśmiechem Paweł. Wiesz, ile kosztował?

Pewnie drogo zawahała się Basia.

Zero! pokazał palcami kółeczko. Goście sami zapłacili i postawili cały domek!

Basia zdębiała.

Wszystko prąd, woda, jedzenie opłacają sami! Sami robią zakupy, gotują, sprzątają, naprawiają! Żyjemy tu na ich koszt!

Jedni pracują, drudzy dorabiają. A pomoc i rady bezcenne!

Są tu i inżynierowie, i księgowe, i prawnicy, i elektrycy, i choćby profesor biologii!

I architekt dodała Basia, przypominając sobie rozmowy z Andrzejem Władysławowiczem.

Dzięki niemu nauczyła się rzeczy przydatnych w pracy.

Ja też ostatnio podwoiłem zyski w firmie, bo poradziłem się naszych gości! Chyba powinniśmy płacić pensję!

A wiesz, co najdziwniejsze? kontynuował Paweł. Nikt niczego nie żąda! Żyją z nami jak jedna wielka rodzina.

Wtedy w okno kuchni wpadła piłka, szyba posypała się na kawałki. Po sekundzie wbiegł Tolek:

Wojtek już pojechał do miasta po nową szybę! Nie martwcie się! Za dwie godziny będzie lepiej niż było! I przepraszam! złapał piłkę i zniknął.

No to tak to działa uśmiechnął się Paweł.

Chyba się przyzwyczaję powiedziała niepewnie Basia.

Po miesiącu nie tylko się przyzwyczaiła, ale i już nie widziała w nich gości. Stała się częścią tej ogromnej, trochę nie z tego świata, rodziny.

Idź do oryginalnego materiału