10 czerwca 2024
Drogi Dzienniku,
Ludmiło, jesteś w domu? zawołałem, wchodząc do mieszkania.
Jestem w kuchni odpowiedziała, nie odrywając się od gotowania.
Dziś wróciłaś wcześniej i od razu zabrałaś się za obiad. Po przebraniu się, umyciu rąk i przejściu na kuchnię, zapytałem:
Dlaczego nie chwalisz się?
Ciekawe, czym mam się chwalić? zdziwiła się.
Spotkałem po drodze naszą koleżankę z działu, Klaudię. Powiedziała, iż dziś otrzymałaś kwartalną premię. Gratulacje!
Tak, potwierdziła. A co ci z tego?
Pamiętasz, wczoraj mówiłem, iż matka dzwoniła, prosiła Zofię o pomoc przy kredycie hipotecznym. Mówiłaś, iż nie mamy pieniędzy. Teraz jednak mamy. Przekażmy Zofii dziesięć tysięcy złotych zasugerowałem.
Na co? dopytała.
Nie podnoś tematu, wiesz, iż Zofia ma trudności z samodzielnym spłacaniem kredytu. Zadzwonię do mamy i powiem, iż przelejemy środki dodałem, sięgając po telefon.
Stój! przerwała mi się w głosie. Nigdy nie zgodziłam się spłacać twojej siostry!
Po co się nie pomaga, jeżeli mamy pieniądze? zapytałem.
Pieniądze są moje, nie twoje. To premia, którą wypracowałam, pracując na pełnych obrotach trzy miesiące!
Myślisz, iż od rana do wieczora haruję tylko po to, by zadowolić twoją siostrę? Nie mam innego celu?
Ludmiło, ale ona ma dzieci!
Mój syn, Kacper, też ma dzieci. Nasza córka, Wiktoria, studiuje drugiego roku na Uniwersytecie w Krakowie i mieszka w akademiku. Co miesiąc przelewam jej środki na utrzymanie. A ty, przez dwa lata, dałaś swojej siostrze choć grosza?
Wiem, iż coś jej wysyłasz.
Może przydałoby się jej od taty choć tysiąc złotych na pończochy? zasugerowałam. A twoja siostra, zanim wciągnęła się w kredyt, powinna była przemyśleć, czy go spłaci.
Bank już jej przyznał przypomniał ówczesny.
W banku pracują ludzie, którzy potrafią liczyć. Stwierdzili, iż Zofii wystarczy pieniędzy. A jeżeli jej nie starcza, to po prostu nie gospodaruje dobrze. Zbyt często odwiedza salony i kawiarnie, zamiast spłacać kredyt. Nie zamierzam pokrywać jej zachcianek!
Wieczorem usłyszałem, jak Ludmiła dzwoni do mamy i mówi, iż właśnie przelała jej osiem tysięcy złotych.
Ciekawe pomyślałem. Dla Zofii nie ma pieniędzy, a dla mamy proszę bardzo wyraziła się oburzony.
Tak, moja mama ma zepsuty protez i potrzebuje dentysty. Jej emerytura nie jest duża. To moja matka, a Zofia to obca mi osoba wytłumaczyła.
Zofia to moja siostra! przypomniałem.
Właśnie tak, twoja, nie moja. Jakie masz wobec mnie pretensje?
W takim razie jutro dostanę wypłatę i sam przeleję Zofii pieniądze odpowiedziałem.
Oczywiście. Najpierw jednak wyślij, jak zawsze, dziesięć tysięcy na konto domowe odparła.
Ludmiło, czy dziesięć tysięcy to naprawdę tak dużo? Nie da się mniej?
Mniej? To będzie makaron z keczupem zamiast domowych kotletów i schabowych. Będziesz musiał rezygnować z opłat za media, a choćby nie kupować proszku do prania uśmiechnęła się.
Czy nie da się gospodarować oszczędniej, żeby było co jeść i mieć co płacić?
Spróbuj, jeżeli ci się uda, wezmę z tego naukę odparła.
Rozmowa dobiegła końca. Ale postanowiłem, iż Ludmiła nie dotrzyma groźby, więc przelałem prawie całą wypłatę siostrze.
Następnego dnia, wracając z pracy, nie znalazłem w kuchni żadnego śladu kolacji.
Ludmiło, co mamy dziś na obiad? zapytałem.
Sprawdź lodówkę odpowiedziała.
Otworzyłem lodówkę: pusto, oprócz samotnej butelki keczupu i dwóch zwiędłych jabłek w szufladzie z warzywami.
Nic tu nie ma, powiedziałem.
Naprawdę? Coś powinno tam być. Czy coś tam położyłeś? dopytała. Nie wiesz, iż żeby coś wyciągnąć, trzeba najpierw coś tam włożyć?
Wiem, już nie mam sił, jestem głodny odparłem.
Wiedziałam, iż tak będzie. Gdzie pieniądze, tam i jedzenie, a choćby śniadanie odrzekła, siadając w fotelu z dzierganiem.
Musiałem pojechać do mamy.
Kolejnego dnia zjawiała się moja teściowa, Nina Władysławowa, i chciała “wychować” synową. Po długiej tiradzie Ludmiła odezwała się:
Dziękuję za niepotrzebny wysiłek, Nino Władysławowo. Nic nowego nie usłyszałam. Wiem już, iż jestem złą żoną. Może więc powinienem przeprowadzić się do ciebie? Po co mam go tak traktować?
Nie gadaj głupot! Gdy poślubiłaś męża, zamieszkaj z nim! odparła teściowa.
Wszystko jasne. To ja jestem winna! Mieszkanie mam dobre, pensję świetną, premię! Jedyny problem nie chcę dzielić się z wami i Zofią!
Więc zamierzasz opróżnić kieszeń syna? Trzymaj go cały miesiąc samemu. Pamiętaj: nie lubi kiełbas, kurczak mu nie służy.
Na obiad schab ze smażonymi ziemniakami i sałatą, może gołąbki, ale więcej mięsa! I sam go pierzcie, proszę.
Ludmiło, zwariowałaś? Przecież kiedyś tak żyliśmy! zdziwiła się teściowa.
Żyliśmy, czasem nieźle, dopóki nie wtrąciliście się w nasze sprawy. Zofia i Grzegorz się rozstali, a teraz ktoś chce nam podawać herbatę?
Co ty mówisz? Kogo ja rozstałam? oburzyła się Nina.
A kto jeszcze? Dzieci ciągle gadają: Grzegorz jest taki Grzegorz cię nie szanuje, ma mało zarobków, wykształcenie słabe, małe mieszkanie
To właśnie on ucieka! Zofia została sama z dwojgiem dzieci i nie do opłacenia hipoteką. Czy twoja dusza jest zadowolona?
Chyba nie! Znudziło wam się, więc wzięłyście się za nas. Ja nie jestem Grzegorzem, nie będę dłużej czekać oddam wam Wojtka, zajmijcie się nim sami, kto lepiej niż matka? spytała.
Ludmiło, nie miałem takiej myśli! Nie chcę się rozstawać! Matka po prostu zaproponowała Zofii pomoc bronił się mąż.
Pomoc? To znaczy, iż do następnej wypłaty mieszkasz u mamy albo u Zofii tak to ustalą. A ja się nad tym zastanowię.
Zrozumiałem, iż Ludmiła nie żartuje. Cały miesiąc do kolejnej wypłaty mieszkałem u matki.
Piątego dnia wróciłem do domu.
Ludmiło, przelałem ci wypłatę i wysłałem Wiktorii trzy tysiące oznajmiłem przy drzwiach.
Z kuchni dochodził apetyczny zapach smażonej wieprzowiny w słodko-kwaśnym sosie.
Umyj ręce i usiądź do kolacji uśmiechnęła się. Albo idź do mamy?
Zbladłem, oczy szeroko otwarte, język zdrzemnął się ze strachu. Ludmiło wiedziała, iż nie ma sensu dalej tłumaczyć się i namawiać.
Tak kończy się mój dzień pełen rozterek i nieporozumień. Co sądzicie o szaleństwie Ludmiły? Napiszcie w komentarzach, zostawcie lajka to nas motywuje do dalszego pisania!












