Ostatnie lato w domu Do Radomia przyjechałem w środę, kiedy południowe słońce rozgrzało dach tak mocno, iż eternit cicho trzaskał. Bramka w ogrodzeniu urwała się już ze dwa lata temu, więc przeszedłem nad nią i stanąłem przed werandą. Trzy stopnie, najniższy zupełnie przegnił. Stanąłem ostrożnie na drugi, czułem pod butem uginające się drewno, ruszyłem dalej. […]