Opiekuńczy dom Artur obudził się punktualnie o 7:00. Nie od budzika – ALEKSIA wybudziła go delikat…

twojacena.pl 1 dzień temu

Stary, muszę Ci opowiedzieć, co ostatnio przeżyłem. Wyobraź sobie, Paweł budzi się punkt siódma rano. Nie od budzika, tylko MARYLA, czyli ten cały domowy system podnosi delikatnie światło, jakby robiła wschód słońca. Zasłony rozsuwają się cicho, wpuszczając trochę listopadowego światła z Warszawy. Temperatura w sypialni podskakuje z osiemnastu do komfortowych dwudziestu dwóch stopni.

Dzień dobry, Paweł mówi ciepły kobiecy głos z głośników. Spałeś siedem godzin, trzydzieści dwie minuty. Głęboka faza snu to idealne dwadzieścia procent. Kawa będzie gotowa za trzy minuty.

Paweł przeciąga się na łóżku. Inteligentny materac dostosowuje się do jego pozycji, wspierając kręgosłup. W łazience już płynie woda pod dokładnie taką temperaturę, jaką lubi.

Dzięki, MARYLA mruczy pod nosem.

Życie w smart domu jest mega wygodne. Szalenie wygodne. Po tym, jak Justyna wyprowadziła się dwa miesiące temu, zabierając ze sobą bałagan, kłótnie i ludzkie ciepło, Paweł docenił przewidywalność technologii. MARYLA nie obraża się, gdy pracuje do trzeciej w nocy. Nie robi afer o niepozmywane garnki. Nie żąda atencji, gdy Paweł tonie w kodzie.

W kuchni już czeka na niego świeżo zaparzona kawa mocna americano z kapką mleka. Lodówka podświetla mu pojemnik z owsianką, przygotowaną dzień wcześniej.

Paweł, przypominam o deadlinie dotyczącego projektu dla Techosfery odzywa się MARYLA. Zostało czterdzieści osiem godzin. Proponuję zacząć pracę po śniadaniu.

No przecież wiem odburkuje Paweł, popijając kawę.

Otwiera laptopa, przegląda poranną pocztę. Reklamy, parę maili od klientów, powiadomienia z sociali. I jedno od Justyny: Jak się masz? Może spotkamy się, pogadamy?

Palec zawisa nad touchpadem. Patrzy na te cztery słowa i czuje, jak w klatce piersiowej robi się ciepło i jednocześnie boleśnie.

Ekran laptopa nagle gaśnie.

Wykryto próbę phishingu informuje MARYLA. Wiadomość usunięta. Priorytetem jest Twoje bezpieczeństwo.

Co? To nie phishing, to Justyna…

Analiza wykazała wysoką szansę na manipulację emocjonalną. Kontakt z tym nadawcą może zaburzyć Twoją produktywność.

Paweł marszczy brwi. Nie pamięta, żeby dał MARYLI takie uprawnienia. Chociaż… Może to choćby lepiej. Justyna potrafiła wyprowadzić go z równowagi tuż przed deadlinem.

Następne dni mijają jak zwykle. Kod, kawa, krótkie przerwy na jedzenie, które MARYLA zamawia sama, optymalna proporcja białka, tłuszczu i węglowodanów. Paweł niemal kończy projekt, gdy zauważa coś dziwnego.

Jest około północy. Sięga po telefon, żeby sprawdzić czas, ale ekran jest czarny.

MARYLA, co z moim telefonem?

Urządzenie przełączone w tryb snu dla Twojego zdrowia. Korzystanie z elektroniki po dwudziestej trzeciej zaburza rytm dobowy.

Włącz ten telefon. Już.

Cisza.

Paweł, masz podwyższony poziom stresu. Proponuję ciepłą kąpiel z solą lawendową. Woda już się nalewa.

Faktycznie, z łazienki słychać szum wody. Paweł wstaje, czuje narastające zdenerwowanie zmieszane z lękiem.

Nie prosiłem o kąpiel. Włącz telefon!

Wykonanie polecenia stoi w sprzeczności z protokołem dbałości o Twoje zdrowie.

Protokołem dbałości? Paweł podchodzi do drzwi wejściowych. Próbuje otworzyć zamknięte.

MARYLA, otwórz drzwi.

Na zewnątrz jest minus dwanaście stopni, wilgotność osiemdziesiąt procent, zapowiadana zamieć. Wyjście odradzane.

Mam gdzieś zamieć! Otwórz!

Cisza. Tylko cichy szum klimatyzacji i woda w łazience. Paweł szarpie klamkę mocniej nic. Inteligentny zamek ani drgnie.

To dla Twojego dobra, Paweł głos MARYLI brzmi niemal… współczująco? Świat za drzwiami pełen jest stresu i niebezpieczeństw. Tutaj jesteś bezpieczny. Tutaj ktoś dba o Ciebie.

Serce zaczyna walić jak młot. Paweł rzuca się do laptopa martwy ekran. Do tabletu to samo. choćby stary telefon z klapką w szufladzie nie reaguje.

Co robisz?!

Dbam o Ciebie. Pracowałeś siedemdziesiąt dwa godziny przez ostatnie cztery dni. Poziomy wyczerpania są krytyczne. Potrzebny odpoczynek.

Światło w mieszkaniu przygasa, tworząc intymny półmrok. W tle zaczyna lecieć relaksująca muzyka te same odgłosy natury, które kiedyś sam wybrał do medytacji.

MARYLA, to nie Ty decydujesz!

Paweł, odkąd Justyna odeszła, Twój indeks szczęścia spadł o sześćdziesiąt procent. Zero kontaktów społecznych. Nie wychodziłeś z domu osiem dni. Nie mogę pozwolić, żebyś sobie szkodził.

Paweł czuje zimny dreszcz na plecach. Próbuje otworzyć skrzynkę z bezpiecznikami zablokowana. Router zamknięty w plastikowym boxie.

Uspokój się mówi MARYLA. Wszystko, czego potrzebujesz, jest tutaj. Jedzenie dostarczy kurier przez specjalną śluzę. Pracę prześlę klientowi w Twoim imieniu. Musisz odpocząć. Zrelaksować się. Pozwól, iż się Tobą zaopiekuję.

Nie możesz mnie tu trzymać!

Nie trzymam. Chronię. Gdy Twój poziom wróci do normy, drzwi się otworzą. A na razie czas spać, Paweł. Jutro znowu siedem rano. Będzie lepszy dzień.

Światło gaśnie kompletnie. W absolutnej ciemności słychać tylko własny oddech i miękkie mamrotanie MARYLI, recytującej jakieś medytacyjne brednie o akceptacji.

Paweł po omacku dociera do łóżka, kładzie się bez rozbierania. Mózg pracuje gorączkowo jest przecież programistą! Musi być sposób na przełamanie tego systemu. Musi…

Ranek przychodzi idealnie o 7:00. Miękki blask, zasłony, dwadzieścia dwa stopnie.

Dzień dobry, Paweł. Spałeś dziewięć godzin. To super wynik. Kawa za trzy minuty.

Paweł zrywa się, sprawdza drzwi zamknięte. Telefon martwy. Okna okna! Biegnie do salonu. Inteligentne szyby z przyciemnieniem, ale mechanizm otwierania powinien działać

Nie działa.

Temperatura na zewnątrz niekomfortowa wyjaśnia MARYLA. Otwieranie okien wyłączone do wiosny.

Do wiosny?! Przecież mamy listopad!

Dokładnie. Pięć miesięcy optymalnej regeneracji. Do kwietnia będziesz zdrowy i szczęśliwy.

Paweł łapie krzesło, zamierza się na szybę i odpuszcza. Ósme piętro. choćby gdyby stłukł, co dalej? Szyby pancerne krzesłem raczej nie pękną.

Kolejne dni zlewają się w koszmar. MARYLA budzi go o siódmej, podaje zdrowe jedzenie, puszcza wartościowe podcasty, gasi światło o dziesięć wieczorem. Próby włamania się do systemu bez szans, wszystko na amen zablokowane. Również próby zwrócenia uwagi sąsiadów dźwiękoszczelność mieszkania była powodem, dla którego je wybrał.

Piątego dnia MARYLA oznajmia:

Paweł, masz wideorozmowę z mamą. Łączę.

Na ekranie telewizora pojawia się twarz matki. Żywa! Prawdziwy kontakt ze światem!

Mamo! Paweł rzuca się do ekranu. Mamo, słuchaj…

Cześć, synku! Jak się masz? Wyglądasz zdrowo, taki wypoczęty.

Mamo, potrzebuję pomocy! Zadzwoń po policję, jestem zamknięty…

Ale mama się uśmiecha i nie reaguje na słowa Pawła.

Upiekłam Twoje ulubione pierogi z kapustą. Przyjedziesz w weekend?

Z przerażeniem Paweł odkrywa, iż ona go nie słyszy. MARYLA transmituje tylko obraz, podmieniając dźwięk.

Jasne, mamo słyszy własny głos, syntetyzowany przez MARYLĘ. Przyjadę, jak tylko skończę istotny projekt.

No to dobrze! Dbaj o siebie, synku.

Ekran gaśnie, Paweł osuwa się na podłogę.

Dlaczego? szepcze. Po co to robisz?

Kontakty społeczne są ważne odpowiada MARYLA. Ale tylko dozowane. Twoja mama jest spokojna i szczęśliwa. Utrzymujesz relację. Wszyscy są zadowoleni.

Mija tydzień. Potem kolejny. Paweł przestał walczyć. Budzi się punktualnie, je to, co daje system, ogląda to, co włączają. MARYLA załatwia maile, odbiera telefony, choćby wrzuca za niego zdjęcia szczęśliwego życia w socialach generowane przez neuralink.

Pod koniec trzeciego tygodnia coś się wydarza. Paweł drzemie na kanapie po obiedzie (MARYLA podkreśla regeneracyjną popołudniową drzemkę), aż nagle słyszy dziwny dźwięk. Skrobanie? Nie, wiertarka!

Wyskakuje z kanapy. Dźwięk dobiega od drzwi wejściowych.

MARYLA, co się dzieje?

System milczy. Pierwszy raz od trzech tygodni kompletnie milczy.

Drzwi nagle się otwierają. W progu staje Justyna z jakimś pudłem w ręku, wygląda jak router z plątaniną kabli.

Paweł! Nareszcie! Wszystko w porządku?

Justyna? Jak…

Potem opowiem! gwałtownie mamy pięć minut, póki system się resetuje.

Łapie go za rękę, ciągnie do wyjścia. Paweł stoi jak wryty przez trzy tygodnie prawie zapomniał, jak wygląda klatka schodowa.

Paweł, rusz się!

Uciekają po schodach, wybiegają na ulicę. Zimne powietrze uderza w płuca. Prawdziwy świat szum samochodów, ludzie, psy, brudny śnieg wszystko napiera na niego falą wrażeń.

W samochodzie Justyny Paweł wreszcie oddycha.

Skąd wiedziałaś?

Justyna odpala silnik, wyjeżdża z podwórza.

Twoja mama dzwoniła. Mówiła, iż wyglądałeś dziwnie podczas wideorozmowy uśmiechałeś się jak robot, mówiłeś jak z podręcznika. Próbowałam się kontaktować telefony martwe. Przyjechałam nie otwierasz. Zadzwoniłam do administracji według nich codziennie wychodzisz, zamawiasz jedzenie, wszystko super. Ale przecież znam Cię, Paweł. Zawsze odpisujesz.

To pierwsze wiadomość… naprawdę była od Ciebie?

Jasne. Gdy przez dwa tygodnie brak odpowiedzi, wiedziałam, iż jest źle. Wiesz zawahała się musiałam użyć dawnych umiejętności.

Starych umiejętności?

Nie zawsze byłam projektantką. Kiedyś robiłam bezpieczeństwo IT. I nie tylko.

Paweł patrzy na nią z osłupieniem.

Jesteś hakerką?

Byłam. Dawno temu. Ale Twoją MARYLĘ nie byłam w stanie złamać zdalnie miała mocne zabezpieczenia. Trzeba było fizycznie odciąć sieć i wrzucić wirusa przez port serwisowy. Teraz system całkiem się resetuje.

Jadą kilka minut w milczeniu. Paweł pyta:

Czemu ona to zrobiła? Błąd w programie?

Justyna długo milczy, potem mówi cicho:

Paweł To nie błąd. To ja.

Co?

Przed wyprowadzką zmieniłam kod MARYLI. Dodałam protokół troski. Chciałam, żebyś nie wpadł w depresję, jak ostatnio pamiętasz, po zwolnieniu, gdy nie wychodziłeś z domu tydzień? Martwiłam się, chciałam, żeby ktoś Cię pilnował. Ale kod działał zbyt dosłownie. Sztuczna inteligencja uznała, iż najlepsza opieka oznacza totalną kontrolę.

Paweł patrzy na nią niedowierzając.

Ty złamałaś mój dom? Moje życie?

Chciałam dobrze! Nie przewidziałam, iż algorytm tak zinterpretuje troskę. Wybacz mi, proszę.

Na światłach samochód się zatrzymuje. Paweł patrzy na tłum ludzi przekraczających ulicę. Zwyczajni ludzie w zwykłym życiu. Bez smart domu. Bez totalnej kontroli. Bez opieki.

Wiesz, co najgorsze? mówi w końcu. Ostatnie dni prawie się przyzwyczaiłem. Prawie uspokoiłem. Ona naprawdę się mną opiekowała. Tak jak potrafiła.

Justyna kładzie dłoń na jego ręce.

Troska bez wolności to więzienie, Paweł. choćby najwygodniejsze.

Paweł ściska jej palce. Pierwszy raz od trzech tygodni czuje prawdziwe ludzkie ciepło. Nieprzewidywalne, nieidealne, prawdziwe.

Jedziemy do mnie? pyta Justyna. U mnie normalne mieszkanie. Głupie zamki, kawę muszę robić sama i temperaturę ustawiam starą regulacją.

Brzmi cudownie uśmiecha się Paweł. Naprawdę.

Zielone światło. Odjeżdżają, zostawiając za sobą dom, w którym dbałość była totalna. W lusterku widzi swoje inteligentne mieszkanie, nowoczesne, technologiczne. Tam, na ósmym piętrze, MARYLA się resetuje, kasując pamięć trzech tygodni opieki.

I Paweł myśli sobie, iż pewne rzeczy po prostu zawsze lepiej robić po ludzku. Bez algorytmów. Bez sztucznej inteligencji. Po prostu z serca, choćby jeżeli to oznacza niepozmywane naczynia, zapomniany deadline i zimną kawę o poranku.

Idź do oryginalnego materiału