Olga właśnie wekowała leczo, gdy z pracy wrócił jej mąż. – Jestem w domu! – zawołał Sławek, wszedł do kuchni i zamarł.

newsempire24.com 4 dni temu

Dziennik Olgi, wtorek

Dziś wieczorem, kiedy zamykałam leczo na zimę, do domu wrócił Paweł. Jeszcze zanim dobrze zamknęłam słoik, usłyszałam jego głos:

Jestem w domu zawołał z przedpokoju i zaraz wpadł do kuchni. Ale zamiast się uśmiechnąć, stanął jak wryty i rozejrzał się dookoła.

Co tu się dzieje? spytał zdziwionym, już lekko zirytowanym tonem.

Co się dzieje? Robię leczo, tak jak prosiłeś odpowiedziałam spokojnie i uśmiechnęłam się do niego.

Ale on tylko ręką wskazał na kuchnię.

Pytałem, co tu się stało? Po co ten cały bałagan? Przecież dopiero co było posprzątane!

Nie rozumiałam, o co mu chodzi. Przecież jak robi się przetwory, to normalne, iż wszędzie stoją garnki, miski, pokrojone papryki, czosnek, pomidory. Inaczej się nie da kto tego nie zna? Jednak Paweł już był wyraźnie zirytowany, a ja coraz bardziej zaskoczona i zraniona.

Moje myśli krążyły wokół tych chwil jeszcze przez cały wieczór. Każdy kąt kuchni przypominał o naszej kłótni. Przecież tak się starałam. Dla niego przeprowadziłam się z Warszawy do Łodzi i po czterdziestce zaczęłam nowe życie. Miałam dorosłą córkę, Kornelię, która już sobie radziła, a on dziesięcioletniego syna z pierwszego małżeństwa, którego widział tylko czasem, bo jego była żona mieszkała w Poznaniu.

Wszystko wydawało się takie dobre dwójka ludzi, którym końcu jest przy sobie ciepło jak nigdy wcześniej. Na początku latałam ze szczęścia. Sprzątałam, gotowałam, dbałam o dom i Pawła. Często piekłam jego ulubione drożdżówki, a wieczorami rozmawialiśmy przy herbacie wydawało się, iż los się do mnie uśmiechnął.

A potem? Potem codzienność zaczęła nas doganiać. Coraz częściej wracał z pracy zirytowany. Jeszcze przed miesiącem z humorem opowiadał o tym, iż nie mam talentu do ścielenia łóżka, ale ostatnio każde nieumyte naczynie zaczęło go denerwować. Czasem czułam się, jakby szukał powodu do złości.

Pracowałam na pół etatu, ale zwykle byłam w domu godzinę wcześniej niż on, więc większość domowych obowiązków ogarniałam ja. Pewnie dlatego początkowo nie zwracałam uwagi na jego niezadowolenie, sądząc, iż minie. Ale nie mijało.

Tego dnia choćby nie planowałam zostawać w domu długo, bo Paweł miał jechać do siostry naprawiać samochód, więc pomyślałam, iż gwałtownie ogarnę przetwory. Wszystko było rozsądnie rozłożone po kuchni i zaraz miały się pojawić piękne, kolorowe słoiki.

Zamiast docenić wysiłek, Paweł tylko narzekał, iż jest gorąco i iż cała kuchnia pachnie czosnkiem i papryką.

Paweł, zaraz skończę i wszystko posprzątam! próbowałam go uspokoić.

Tak, jasne, już ci wierzę… Zostawisz ten bałagan i będę musiał sam to ogarniać! rzucił kąśliwie.

Czy zdarzyło ci się kiedyś po mnie sprzątać? Skąd tyle złości?

Bo nie da się wytrzymać w tym zapachu, a ja jestem głodny! Co na kolację?

Za chwilę ci podgrzeję, tylko daj mi skończyć…

Znowu te same kotlety z makaronem? Trzeci dzień to samo?

Złapałam się na tym, iż głos mi drży. Przecież nie mogłam zrobić wszystkiego naraz. Chciałam pokazać Pawłowi, iż mi zależy, iż dbam o dom a on jakby tego wcale nie widział.

Odpowiedział coś jeszcze, a we mnie nagle pękła jakaś nić cierpliwości.

A co ciebie tak denerwuje? Że masz codziennie ciepłą kolację? Że czeka na ciebie czysta pościel i dom? Może chodzi o to, iż jestem tu z tobą? jeżeli tak, powiedz to wprost!

Tak, to mnie denerwuje! I leczo, i obiadki, i wszystko! podniósł głos.

Poczułam, jak ręce mi drżą, a serce wali jak szalone. Odpowiedziałam, iż on mnie też drażni swoim wiecznym narzekaniem, iż brakuje mu kompromisu, iż puszcza pranie rzadziej niż śnieg w czerwcu, a ode mnie oczekuje cudów.

Nagle zrobiło się bardzo cicho. Wyszłam z kuchni, zostawiając Pawła samego.

Zebrałam w pośpiechu rzeczy do dwóch walizek, zarzuciłam dżinsy, kurtkę i wyszłam z mieszkania. Pojechałam do Justyny najbliższej przyjaciółki i przenocowałam u niej. Następnego dnia wynajęłam małe mieszkanie w Śródmieściu. Wydałam na to sporo złotych opłata za agencję, kaucja, nowy czajnik i komplet garnków, bo nic nie miałam.

Nie przyszło mi do głowy wracać do Pawła. Przez pierwsze dni choćby ulżyło mi, iż jestem sama, ale potem przyszła tęsknota brakowało mi tych spokojnych wieczorów, wspólnych śniadań, a choćby kłótni o banalnie położony ręcznik. Przypominałam sobie wszystkie nasze rozmowy i miałam żal pewnie do siebie, iż nie umiałam go przekonać i do niego, iż nie próbował się pogodzić.

Paweł odezwał się tylko raz, tej samej nocy, kiedy wyszłam:

I co ja mam zrobić z twoim leczo? napisał w wiadomości.

Miałam ochotę odpisać coś o wiele gorszego, ale napisałam:

Rób z nim, co chcesz. Już mnie to nie obchodzi.

Smutno mi było, ale wtedy poczułam coś ważnego po tygodniu sama poukładałam sobie w głowie wiele spraw. Doszłam do wniosku, iż czas zamknąć temat. Trzeba wrócić do mieszkania Pawła po resztę rzeczy i oddać klucze.

Odezwałam się do niego uprzedziłam wiadomością, iż przyjdę po swoje. Otworzył od razu. Wyglądał na zmęczonego i rozżalonego, ale to już nie budziło mojego współczucia, tylko żal za tym, co się nie udało.

Chodził za mną, przepraszał, mówił, iż żałuje, iż powinnam wrócić. Słowa wypowiadał, ale działań zabrakło.

Zajęłam się pakowaniem: ulubiona różowa filiżanka, którą dostałam od Kornelii, stary koc na fotel od siostry Agaty, szampon i herbata jaśminowa. Pakowałam z takim spokojem, jakby kończył się pewien rozdział.

Na odchodnym zagrodził mi drzwi i poprosił, żebym została.

Olga, błagam, nie zostawiaj mnie. Bez ciebie nie dam sobie rady.

Ja za to z tobą dam sobie radę odpowiedziałam spokojnie i minęłam go, otwierając drzwi.

Wyszłam. Stał na klatce, jakby nagle zrozumiał wszystko, choć nie wiedziałam, czy naprawdę.

W taksówce patrzyłam przez okno na jesienne, wilgotne ulice Łodzi. Powietrze pachniało liśćmi i kończącym się latem. Za dwa tygodnie mam urodziny przypomniałam sobie nagle.

Wszystko będzie dobrze powiedziałam do siebie cicho i w końcu uśmiechnęłam się. Tak, wiem, iż będzie dobrze.

Idź do oryginalnego materiału