Zofia zjawiła się u mamy na Nowy Rok. Chciała zrobić niespodziankę, więc nikt nie wiedział o jej przyjeździe. Stanęła pod rodzinnym blokiem w Toruniu i zatrzepotała na mrozie palcami o lodowate drzwi. Kiedy zadudniła kołatką, drzwi otworzyły się cicho zaskrzypieniem, a na klatkę schodową wybiegła jej młodsza siostrzyczka Jagienka, z twarzą całą w śmiechu! Dzień zniknął nagle, jakby ktoś przewinął taśmę filmu. Razem z siostrą wykrawały sałatkę jarzynową, a mama Zofii gotowała jej ulubione danie schab w śmietanie z pieczarkami.
Coś czułam, iż przyjedziesz, Zosiu powiedziała mama, doładowując warzywa do garnka. Ale myślałam, iż nie sama. Od czasów Krzysztofa nie rozmawiasz z nikim?
Daj spokój, mamo Zofia machnęła ręką.
I wtedy rozdzwonił się telefon. Zofia zerknęła na ekran i aż usiadła na kuchennym taborecie, zdumiona.
Boże, kocham i nienawidzę tego Nowego Roku! Raporty, sprawozdania, kontrole Jeszcze tylko jutro, ostatni dzień i w końcu jestem wolna na ponad dwa tygodnie. Jak ja się zmęczyłam tym grudniem! westchnęła Zofia.
Był wieczór, siedziała przy starym laptopie na tapczanie, kończąc roczne zestawienie dla szefa.
Obiecał jej jeżeli jutro komisja nie znajdzie błędu, dostaje wolne aż do 12 stycznia. Pracowała więc jak mrówka, bo marzyła, by odpocząć i zobaczyć mamę z Jagienką.
Jutro trzeba jeszcze wyskoczyć do Biedronki po prezent dla mamy. Jagience kupiła już telefona, jakiego zawsze chciała.
Wieczorem czeka ją podróż pociągiem bilet kupiła zaraz na początku grudnia, ostrożności nigdy za wiele.
Jak szef nie puści, oddam bilet, co mi szkodzi stwierdziła wtedy i wybrała miejsce na dole w przedziale kuszetkowym.
W nocy Zofii przyśnił się osobliwy sen: błąkała się po prastarym borze gdzieś koło Białowieży i spotkała tam dziewczynkę może pięcio-, sześcioletnią, ubraną w czerwone rajtuzki i koszulkę z motylem.
Siedziała zamyślona na spróchniałym pniaku i przewracała kartki starej książki kucharskiej. Zofia zapytała:
Zgubiłaś się? Gdzie są twoi rodzice?
Dziewczynka mrugnęła i odpowiedziała szeptem:
Nie zgubiłam, ja się jeszcze nie odnalazłam. Wstawaj szybko, nie prześpij losu, który dziś wieczorem spotkasz. Wstawaj, raport musisz oddać!
Oczy Zofii otworzyły się same z siebie, spojrzała na zegarek:
Święty Florianie, zaspałabym! syknęła cicho, bo dokładnie na dziewiątą rano zaplanowana była najważniejsza kontrola. Raport już czekał.
Rzuciła się po pokoju, w piętnaście minut już poprawiała sobie lekki makijaż.
Kawę postanowiła wypić dopiero w pracy. Już gotowa, zarzuciła płaszczyk i zbiegła po schodach na przystanek.
Całe szczęście, iż praca była tylko pięć przystanków dalej, a w autobusie znalazło się jeszcze miejsce.
Usiadła i po chwili zaczęła obserwować ludzi. Nagle, na przedzie autobusu dostrzegła dziewczynkę ze snu! Ta uśmiechnęła się do niej i puściła oczko, ale nagle ktoś Zofię potrącił. Spojrzała ostrzegawczo na chłopaka, który machał plecakiem nad głową współpasażerów.
Kiedy spojrzała w stronę dziewczynki, już żadnej nie było.
Co za zwariowany sen… Przemęczenie, nic poza tym, pomyślała Zofia.
W zakładzie wszyscy już byli. Zofia wpadła w świąteczny wir, przygotowania, przebieżki po korytarzu, aż do obiadu.
Na szczęście, raport oddała bezbłędnie. Szef pokazał kciuk do góry, potem zawołał ją do siebie.
Skoro słowo się rzekło, masz wolne! I jeszcze za wzorową pracę, wręczył jej kopertę. Wesołych świąt!
I panu, panie Marianie uśmiechnęła się szeroko Zofia.
Z premii kupiła mamie piękny wełniany szal w zakopiańskie wzory, a Jagience białą bluzkę z koroneczką. Na koniec paczka ptasiego mleczka i butelka szampana. O 19:30 wbiegała już zziajana do wagonu pociągu, nie zauważając cudzego plecaka. Potknęła się o niego i poleciała jak długi po wykładzinie korytarza.
Prawie rozpłakała się ze złości.
Aż nagle poczuła czyjeś ręce, podnoszące ją ostrożnie z podłogi.
O matko, przepraszam panią, to przeze mnie, plecak nie zdążył powędrować na półkę
Miał przyjemny, ciepły głos; uśmiechał się jak dobry duszek.
Nic się nie stało, nic nie boli, zarumieniła się Zofia.
Wyszło, iż jadą w jednym przedziale. Spojrzała uważnie na mężczyznę: był wysoki, zadbany, z łagodnym spojrzeniem.
Wtem przypomniała sobie słowa dziewczynki ze snu dziś wieczorem spotka swoją przyszłość.
Może to właśnie on? Taka przyszłość by mi nie przeszkadzała
Mężczyzna Artur pomógł jej wsadzić walizkę pod ławkę, gestem zaprosił Zofię do zajęcia miejsca.
Później opowiedział, iż jedzie służbowo na jeden dzień do jej rodzinnego miasta. Czekała go jakaś ważna rozmowa.
Całą noc w pociągu, a jutro z powrotem. Chcę wrócić do Warszawy na czas na sylwestra. A pani dokąd, jeżeli mogę zapytać?
Do mamy i siostry. Dali mi urlop, więc święta spędzę z bliskimi.
A mąż, chłopak?
Nikogo nie mam, Zofia rozłożyła ręce. Jeszcze nie spotkałam kogoś, z kim chciałabym przywitać Nowy Rok i żyć razem już zawsze. A pana ktoś czeka?
Nie, jestem samotnikiem, jak pani. Szukam tej jedynej.
Ja dziewczynka ze snu powiedziała mi, iż jestem jego losem, prawie krzyknęła, po czym poczuła, jak policzki robią się jak jabłka.
Proszę mi wierzyć, jak pani się rumieni, wygląda pani jak słodkie jabłuszko, nie mogę oderwać wzroku, uśmiechnął się Artur szczerze.
Zofia poczuła się nieswojo:
Zawsze tak mam, wstydzę się strasznie w niezręcznych sytuacjach. Teraz mnie pan całkiem zawstydził
Dobra, dobra, nie będę już droczyć. Może napijemy się herbaty? Mama upiekła mi szarlotkę na drogę, kazała sąsiadom częstować.
W tym momencie do przedziału weszła starsza pani z chłopczykiem, pewnie wnukiem. Ustąpili im miejsca, wyszli na korytarz, by dać im przestrzeń.
Pani Halina wiozła wnuka do córki, która mieszkała i pracowała w Gdańsku. Nie dostała urlopu, więc babcia postanowiła zrobić córce prezent świąteczny.
Potem wszyscy razem pili herbatę i jedli domową szarlotkę oraz kruche ciasteczka pani Haliny. Gdy pociąg mijał świecące, bańkami ozdobione miasto, cała czwórka patrzyła przez okna na iluzję świat i życie jak z kartki świątecznej.
Od razu zapytam, może się wymienimy numerami telefonów, Zofio? zapytał ciszej Artur.
Jasne
Kiedy wracasz do domu?
10 stycznia
No to długo westchnął. Ale wiesz, rozmawia mi się z tobą tak prosto, iż czuję, jakbym znał cię od zawsze.
Wiesz, mówią, iż znajomości pociągowe to takie otwarcie duszy pogadasz, wyjawisz sekrety, a potem każdy idzie w swoją stronę
Może masz rację. Chodźmy spać?
Uśmiechnęli się do siebie.
Rano, o dziesiątej, pociąg przyjechał na dworzec w rodzinnym mieście Zofii. Nikt nie wiedział, iż przyjeżdża taki miała plan. Znała miejsce, gdzie trzymane były zapasowe klucze, w razie czego.
Pożegnali się z Arturem przy taksówce. Życzył jej udanych świąt, ona jemu spotkania miłości na Nowy Rok.
Wzajemnie życzyła mu, serdecznie się uśmiechając. Niech ci się poszczęści.
Rozjechali się w różne strony miasta, jak obcy, choć już nieobcy.
Zofii bardzo się Artur spodobał, ale nie była osobą, by się narzucać. Tak bardzo miała ochotę powiedzieć zostań i przywitajmy Nowy Rok razem, a potem zobaczymy.
Odpędziła te myśli, przygotowując się na spotkanie z mamą i Jagienką.
Zofia zjawiła się u mamy i siostry na Nowy Rok. Miała być niespodzianka, więc cicho podeszła pod drzwi, uśmiechnęła się do siebie i zapukała.
Po chwili drzwi otworzyły się i wybiegła na nią roześmiana siostra Jagienka!
Dzień minął wśród śmiechu, krzątania i przygotowań. Razem kroiły warzywa na sałatkę, a mama gotowała schab w śmietanie ulubioną potrawę Zofii.
Wiedziałam, iż przyjedziesz! Wczoraj kupiłam jajka, a zaraz potem dorwałam drugi karton, takie miałam przeczucie. A tak pomyślałam, może kogoś przywieziesz? Po Krzysztofie wciąż sama?
Daj spokój mamo, nie mówmy o tym
Zadzwonił telefon. Zofia zerknęła i prawie upuściła tarkę.
Artur… Coś w niej mocno zadrżało.
Cześć, zdążyłeś wrócić do domu? zapytała Zofia.
No adekwatnie nie. Wiesz, nie znam tu nikogo poza tobą, może przyjmiecie zbłąkanego wędrowca na świętowanie?
Zofia aż się roześmiała z radości:
Spytam gospodynię domu! Mamo, nie masz nic przeciwko, jeżeli mój znajomy dołączy do nas? Utknął tu na święta.
Absolutnie nie, rozrusza nasz babiniec!
Słyszałeś? Notuj adres i Zofia z szelmowskim uśmiechem mrugnęła do mamy.
Dziewczynka z lasu miała rację. Obudziła ją na czas, dzięki czemu oddała raport i tego wieczoru spotkała swój los.













