Kingo, jesteś zajęta? zapytała mama, zaglądając do pokoju córki.
Daj mi minutkę, mamo. Wysyłam właśnie wiadomość i zaraz ci pomogę odpowiedziała, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa.
Nie mam wystarczająco majonezu do sałatki. Źle policzyłam. I zupełnie zapomniałam kupić koperku. Może wyskoczysz jeszcze gwałtownie do sklepu, zanim zamkną?
Dobrze, pójdę.
Wybacz, iż cię znowu proszę. Już się uczesałaś, przepraszam, iż zawracam ci głowę przed świętem. Czuję, iż zaraz oszaleję przez tę całą Wigilię westchnęła mama.
Już, gotowe. Kinga zamknęła laptopa i odwróciła się do mamy. Słucham?
Wsunęła stopy w kozaki, narzuciła kożuszek, czapki nie założyła, żeby nie zepsuć fryzury. Do sklepu miała przecież tylko pod blok. Mróz był lekki, sypał drobny śnieżek jak w starych polskich bajkach o Nowym Roku.
W sklepie było już prawie pusto. Kręcili się tylko ci, którzy w pośpiechu o czymś zapomnieli. Koperek został tylko w wiązance razem z pietruszką i szczypiorkiem, już mocno przywiędły. Kinga chciała zadzwonić do mamy, zapytać, czy taki zestaw jej wystarczy, ale zorientowała się, iż telefon zostawiła na stole w domu. Z wahaniem sięgnęła po wiązkę ziół, chwyciła ostatnią paczkę majonezu z niemal pustej półki, zapłaciła i wyszła na zmrożoną ulicę.
Nie zdążyła odejść daleko od sklepu, gdy zza rogu wyjechał samochód i oślepił ją światłami. Kinga cofnęła się gwałtownie, ale obcas ślizgnął się po nierównym lodzie przykrytym cienką warstwą śniegu. Skręciła nogę i runęła na zmarznięty chodnik. Siatka z zakupami poleciała gdzieś na bok.
Próbowała podnieść się, ale kostka zapiekła bólem, aż łzy napłynęły jej do oczu. Wokół nikogo, bez telefonu. Co robić? Nie zauważyła nawet, kiedy zapleśniały dźwięk drzwi auta rozległ się tuż za jej plecami.
Czy nic się pani nie stało? Obejrzał się nad nią młody mężczyzna. Proszę spróbować wstać, pomogę dodał, wyciągając dłoń.
Dzięki panu, chyba nogę skręciłam! syknęła przez łzy, odtrącając jego pomoc.
Sama jesteś sobie winna. Po co zimą chodzić na obcasach po nocy?
Idź pan już! odparowała Kinga, pociągając nosem.
Zamierzasz tu zostać do rana? westchnął. Nie jestem żadnym mordercą. Gdzie mieszkasz?
Tam wskazała blok tuż naprzeciwko.
Mężczyzna zniknął. Po chwili wrócił samochodem cofnął, zaparkował przy samej ławce.
Teraz podniosę cię, spróbuj nie stawać na bolącej nodze. Raz, dwa, trzy powiedział energicznie, zanim Kinga zdążyła zaprotestować. Podciągnął ją i ostrożnie postawił. Na drugiej nodze zawisła bezradnie.
Wytrzymasz chwilę? zapytał, podtrzymując ją jedną ręką, a drugą otwierając drzwi auta. Chodź, usiądziesz.
Torba! rzuciła Kinga, wlatując na przednie siedzenie.
Odwrócił się, zabrał reklamówkę i wrzucił na tylne siedzenie.
Pod klatką znowu ją podniósł i przeniósł na rękach. Drzwi zamknął nogą.
Klucz w torbie? Ktoś jest w domu?
Mama.
To wybierz kod, poproś mamę, żeby otworzyła.
W ich bloku nie było windy, więc musiał wznieść Kingę po schodach aż na trzecie piętro. Oplotła mu szyję rękami, serce waliło jej w piersi. W świetle zbyt słabych żarówek widziała krople potu na jego skroni. I dobrze ci tak pomyślała złośliwie. Nie będziesz tak pędził po lodzie.
Proszę mnie postawić, dalej dam radę sama poprosiła Kinga, gdy byli pod drzwiami mieszkania.
Westchnął ciężko, postawił ją. Nagle drzwi otworzyła mama.
Kinga? Co się dzieje?
Przepchnął się z dziewczyną w ramionach do przedpokoju. Mama speszona usunęła się na bok. Postawił Kingę, odetchnął głęboko.
Proszę przynieść krzesło rzucił krótko, wskazując zaskoczonej mamie drzwi kuchni.
Posłusznie podała krzesło, Kinga osunęła się na nie z ulgą, wyciągając przed siebie zranioną nogę. Mężczyzna uklęknął.
Co tu się wyprawia?! denerwowała się mama.
Wyraźnie ją zignorował. Przytrzymując stopę, szybkim ruchem rozpiął zamek kozaków.
Ej, proszę pana! To boli! zaprotestowała Kinga.
Co pan robi, przecież ją boli! wtórowała mama, patrząc z przerażeniem na opuchliznę siną już przez rajstopy.
Zadzwonię na pogotowie powiedziała przestraszona mama.
To tylko staw. Jestem lekarzem. Proszę podać lód, gwałtownie rozkazał.
Mama bez słowa poszła po zamrożonego kurczaka w woreczku.
Proszę przyłożyć to do kostki powiedział i podszedł do wyjścia.
Wyjdzie pan? przestraszyła się Kinga.
Muszę zejść do auta po elastyczny bandaż. Przyniosę też pani torbę rzucił i zniknął.
Torbę zostawiłaś u niego w samochodzie? Kinga, kto to w ogóle jest? mama uklękła przy córce, przykładając zimnego kurczaka do opuchlizny.
Kinga syknęła z bólu.
Wypadł zza rogu autem, przestraszyłam się, poślizgnęłam i upadłam. Przyprowadził mnie tutaj. Tyle wiem.
Może to złodziej? Z torebką są klucze, karta, pieniądze. Może zadzwonić po policję, zanim ucieknie? szepnęła mama.
Mamo, jakby chciał okraść, zostawiłby mnie tam w potrzebie! Przyniósł mnie na rękach.
Sama nie wiem skrzywiła się mama.
W tym momencie zadzwonił domofon.
To on, otwórz drzwi poprosiła Kinga.
Wszedł, położył torbę na stoliku i spojrzał na Kingę i jej mamę.
Proszę sprawdzić, czy nic nie zginęło powiedział, rzucając kurtkę na podłogę i uklęknął.
Teraz będzie bolało, ale muszę nastawić staw. Uchwyć się mocniej za poręcz.
Ujął stopę, lekko wykręcił. Kinga jęknęła, zaciskając zęby.
Coś się pali w kuchni rzucił do mamy, gdy ta obserwowała przerażona.
Mama pobiegła sprawdzić, zostawiając ich samych.
W tej chwili Kinga poczuła potworny ból, aż zrobiło jej się ciemno przed oczami.
Zaraz będzie lepiej powiedział cicho mężczyzna.
Mama wróciła z pokoju, patrząc na płaczącą Kingę.
Upiekło się szepnęła.
Opatrzyłem wywichnięcie. Przez kilka dni nie obciążaj nogi powiedział. Wstał, założył kurtkę.
Dziękujemy, przepraszam, iż tyle podejrzeń miałam Może zostanie pan na kolację? Zaraz Nowy Rok, nie zdąży pan już wrócić. Wszystko gotowe dodała zakłopotana mama.
Zawahał się na moment.
jeżeli nie będę przeszkadzał
Nie, skąd. Może pomoże pan otworzyć szampana?
Mamo! Kinga spojrzała z wyrzutem.
Nic nie szkodzi. Ja zaraz wyciągnę pieczeń, a pan odprowadzi Kingę do pokoju powiedziała.
Kinga, podparta na jego ramieniu, dopełzła do kanapy. Ostrożnie siadła, przeciągając nogę.
Dziękuję ci powiedziała, zerkając na niego.
To ja powinienem przepraszać, przeze mnie się przewróciłaś odparł.
Sama wybiegłam na drogę. Jak masz na imię?
Wojciech. Może przejdziemy na ty?
Jasne. Jesteś naprawdę lekarzem?
Chirurgiem. Wpadłem po zakupy… usiadł przy Kindze.
Żona pewnie na ciebie czeka?
Odeszła pół roku temu. Miała dość wiecznych dyżurów, zabrała córkę do matki.
Pewnie wyglądam okropnie speszyła się Kinga.
Wręcz przeciwnie.
Tak we trójkę powitali Nowy Rok. A jak się zacznie, taki będzie cały rok.
Kiedy Wojciech wyszedł, Kinga długo nie mogła zasnąć. Myślała o jego rękach, jak niósł ją przez śnieg i jeszcze czuła ich dotyk. Kto takie rzeczy zapomina?
Następnego ranka mogła już stanąć na nodze noga bolała, ale dało się chodzić.
Nie ukryła radości, kiedy Wojciech przyszedł jeszcze raz. Zdjął bandaż, zbadał nogę, zabandażował ponownie.
Wszystko w porządku. Możesz chodzić.
My przeszliśmy na ty powiedziała Kinga cicho. Dam radę.
Herbaty? zaproponowała mama.
Innym razem, śpieszę się na dyżur.
Przyjedziesz jeszcze? zapytała gwałtownie Kinga.
Uśmiechnął się tylko.
Dwa miesiące później Kinga przeprowadziła się do niego.
choćby się nie rozwiódł. A jeżeli żona wróci? kręciła głową mama, gdy pakowała walizki.
Nie wróci. Jak przyjdzie, to wyjdzie. Wojciech mówił, iż ma już kogoś innego.
Nie wiem, może za gwałtownie to wszystko
To był najszczęśliwszy rok w jej życiu. Kinga była zazdrosna, gdy Wojtek jeździł do córki i widywał się z byłą żoną. Znała ją widziała jej zdjęcia, była piękna.
Mieszkając z Wojtkiem, Kinga zaczęła rozumieć byłą żonę. Wieczne dyżury, wieczorne wezwania i noce poza domem choćby w święta Dla kobiet to ciężkie, szczególnie iż otaczały go młode pielęgniarki. Ale kiedy tylko był przy Kindze, czuła się najszczęśliwsza.
Minął rok. przez cały czas nie rozwiódł się z żoną. Jedynie to rzucało cień na całą radość. Mama ciągle nalegała na rozmowę i ustawienie spraw jasności. Ale Kinga zwlekała.
W Sylwestra krzątała się po kuchni. W pokoju błyszczała kolorowa choinka, na łóżku leżała nowa sukienka. Gdy wyjmowała mięso z piekarnika, zadzwonił telefon. Weszła do pokoju, gdzie Wojciech rozmawiał ze wzrokiem wbitym w okno.
Dobrze, przyjadę powiedział i odłożył telefon.
Znowu wzywają cię do szpitala? głos Kingi zadrżał.
Nie. Była żona zadzwoniła. Mówi, iż Ola czeka, płacze i nie chce spać beze mnie. gwałtownie tam wpadnę i wrócę.
Wojtek, do północy zostały trzy godziny głos jej słabł i łamał się.
Zanim będzie nowy rok, wrócę. Położę córkę, dam prezent. Zaraz będę z powrotem. Pocałował ją w policzek i wybiegł.
Kinga powtarzała sobie, żeby nie być zazdrosną, opanować nerwy, ale serce gniewnie tłukło jej się w piersi. Wszystko było gotowe, włożyła sukienkę. Zegar zbliżał się do dwunastej, a Wojciech nie wracał. Nie dzwoniła pewnie prowadził. Napisała wiadomość, ale Wojciech nie odpisywał.
Zmęczona czekaniem, zgasiła lampki na choince i spojrzała z żalem na zastawiony stół. Teraz jak nigdy rozumiała jego byłą żonę a jeżeli mama ma rację i ona jednak wróci? Co wtedy? Tak bardzo kochała Wojciecha
Nie mogła dłużej siedzieć sama, nie wytrzymała czekania na dźwięk zamka w drzwiach. Przypomniała sobie o starszej pani z parteru samotnej, bez rodziny. Wojciech kiedyś wspominał, iż nigdy nie wyszła za mąż, nie ma dzieci. Kinga właśnie też była sama. Spędzanie Sylwestra w samotności to nie dla niej. Wzięła dwa pojemniki z kuchni, nałożyła sałatkę i kawałek ciasta, zeszła na dół.
Starsza pani długo nie otwierała. Gdy w końcu przekręciła zamek, spojrzała na Kingę przymrużonym wzrokiem.
Przyniosłam pani trochę sałatki i tortu. Sama robiłam. Proszę się nie gniewać, iż przyszłam.
Wejdź powiedziała staruszka.
Była drobna, zgarbiona, ale w mieszkaniu było ciepło i przytulnie. Nie było ani choinki, ani świątecznego stołu, tylko cichy telewizor w kącie.
Proszę, to dla pani Kinga postawiła na stole pojemniki.
Dziękuję. Siadaj, zaraz zaparzę herbatę powiedziała staruszka, powoli idąc do kuchni.
Mieszkasz z Wojciechem Malinowskim? spytała po chwili przy herbacie.
Tak.
Staruszka skinęła głową, jakby była z Kingi dumna.
Jego żona zawsze była wyniosła, nie rozmawiała z nikim, nie pracowała. Ty jesteś inna. Też cię już pogonili do szpitala?
Pojechał do córki.
Staruszka znowu skinęła głową.
Wróci, zobaczysz. On jest porządny, mądry chłop.
A pani jest sama?
Tak jakoś wyszło. Była miłość, ale przyjaciółka mi zabrała.
Jak to?
Po maturze poszłam do medyka w mieście, a mój Franek został na wsi. 31 grudnia chciałam jechać na Sylwestra do niego. Ale autobus się popsuł w środku drogi, już ciemno było. Wtedy telefonów nie było. Kierowca po pomoc, a my w środku czekamy. Ja postanowiłam pójść na piechotę.
Śnieg gryzł w oczy, wiatr szalał, zawiewało wszystko. Ale szłam, bo kochałam. Nowy Rok przywitałam na drodze.
Kiedy dotarłam do domu, odmroziłam twarz, palce. Cztery dni byłam nieprzytomna, z gorączką. Jak wyzdrowiałam, przyjaciółka powiedziała mi, iż Franek jest z nią, bo jest w ciąży. Chciał rozmawiać, nie słuchałam. Młoda byłam, dumna. Wyjechałam, nie spotkałam go już nigdy. Potem dowiedziałam się, iż to nie była prawda nigdy nie była w ciąży. Franek popadł w alkoholizm, zamarzł pod własnym domem. Dobry chłopak był zapłakała staruszka.
Nie wyszłam już za mąż. Tylko jego kochałam. Powinnam z nim porozmawiać, wybaczyć. Inaczej potoczyłoby się życie otarła łzę.
Patrzyłam przez okno, kiedy Wojciech cię niósł nigdy nie widziałam, by był taki szczęśliwy z żoną, jak z tobą. jeżeli kochasz, wybacz mu. Przestań być zazdrosna. A najlepiej, uciekajcie gdzieś daleko, bo ona wam życia nie da. Przede wszystkim, nie popełniaj moich błędów. Słuchaj serca.
Kinga wróciła do mieszkania. Schowała wszystko do lodówki. Wojciech wrócił dopiero nad ranem.
Przepraszam. Nie wiem, jak to się stało. Chyba coś dorzuciła mi do herbaty, bo obudziłem się dopiero godzinę temu z potwornym bólem głowy.
Czemu nie rozwiedziesz się z nią? Kochasz ją jeszcze?
Nie, Kingo. Kocham tylko Olę. Nic pomiędzy mną a żoną już nie ma. Wierzysz mi?
Kinga podeszła do niego i spojrzała głęboko w oczy.
Wyjedźmy gdzieś. Gdziekolwiek. Jesteś dobrym chirurgiem, wszędzie cię przyjmą
Teraz nie mam na to siły, głowa mi pęka. Porozmawiamy potem, dobrze? Kocham cię.
Zasnął, a Kinga patrzyła na niego i wspominała słowa staruszki.
Ola jest mała, dzieci gwałtownie zapominają. Od pół roku nie mieszkają razem. To wszystko wymyśliła żona, licząc, iż się poddam. Ale ja się nie poddam. Będę o niego walczyć. Jak się obudzi, wszystko mu powiem
Kinga zgasiła lampki na choince i położyła się obok Wojciecha.
Kocham. To słowo wszystkiego nie oddaje. Kocham cię. Kocham Cię. Każde słowo można powiedzieć inaczej, a ja kocham właśnie Ciebie.
Annie Hall
Gdy się kocha, wybaczyć można wszystko oprócz jednego: gdy ktoś przestaje cię kochać.Rano w kuchni, gdy śnieg leniwie spływał za oknem, Kinga nalała sobie kawy i długo patrzyła na Wojciecha śpiącego na kanapie. Westchnęła cicho, rozcierając zziębnięte dłonie o kubek. Wtedy zadzwonił telefon; nieznany numer. Odebrała, wahając się przez chwilę.
Dzień dobry, tu adwokatka pani Agnieszki Malinowskiej. Chciałam poinformować, iż pani mąż złożył wniosek o rozwód. Sprawa jest wyznaczona na luty. W razie pytań proszę się kontaktować.
Kinga poczuła, jak w gardle rośnie jej gulka niedowierzania. Po sekundzie wybiegła do pokoju, rzucając się Wojciechowi na szyję.
Obudził się, ledwo mogąc złapać oddech.
Co się stało? zapytał zaspany.
Wyjdź za mnie chlipała i śmiała się naraz, trzymając go za ramiona.
Wojciech ucałował jej dłonie.
Niczego nie chcę bardziej wyszeptał.
Kinga wiedziała już, iż tęsknota i zazdrość były cieniem czekania teraz pojawiło się w ich mieszkaniu światło, które może rozproszyć wszystko, choćby stary lęk przed samotnością.
Wieczorem zanieśli kawałek tortu do starszej sąsiadki; z trzech filiżanek unosiła się para, a w powietrzu pachniały orzechy i cynamon. Kinga spojrzała na Wojciecha, ścisnęła go za rękę i uśmiechnęła się, pewniejsza niż kiedykolwiek, iż tym razem, choćby zawiało śniegiem wszystkie drogi, nie pozwoli odejść szczęściu.
A kiedy później, z ich okna błysnęło światło, a za szybą rozbłysła pierwsza lutowa gwiazda, zrozumiała, iż każde czekanie ma swój kres i zawsze warto iść w śnieg, jeżeli po drugiej stronie czeka miłość.












