Hej, kochana, muszę Ci opowiedzieć, co się ostatnio działo w naszej wsi pod Krakowem. To prawdziwa komedia rodzinna, a nasza teściowa, Antonina Kowalska, nie przestaje nas zaskakiwać.
Co ty, mój kochany, tak mi podnosisz rękę? Nie masz wstydku! Najpierw kochanego synka, jedynego serca matki, wyrwałaś z ramion, a teraz jeszcze męża chcesz wyrwać! wykrzyknęła Antonina, patrząc na swojego zięcia, Staszka Nowaka.
No i po co mi on? Lepiej bym sobie sama wyrobiła jedzenie i wychowywała dzieci! odparł Stas, marszcząc brwi.
A od kiedy przestałaś lubić moje gotowanie? spytała Antonina, przyciskając swe oczy.
Lubię, ale czterdzieści lat to już za długo powtórzył ze zmrużeniem, zawsze to samo! Przynajmniej otwórz jakaś książkę kucharską!
Zaraz ci tak otworzę, iż będziesz z alfabetu euforia czerpał! huciła Antonina, podnosząc rękę. A co z tego, iż nos od mojego jedzenia skręca tak, iż choćby Gosi nie potrafiła go znieść?
No, no, smakowałem! rozpromienił się Stas. Muszę przecież wiedzieć, czym twoje potrawy karmią moje dzieci i wnuki!
No i co? Czy ci się spodobało? A teraz mam się kłócić z synową? rzuciła Antonina w twarz mężowi. Żyliśmy spokojnie! Nie powinnaś przecież jej garnki myć!
Musiałbym spróbować jakiejś alternatywy! wtrącił Stas, udając mądrego. Bo co dzień to tylko twoje dania! Może wśród nich jakaś ambrozja i nektar?
Kogo? zmarszczyła Antonina. Nie masz pojęcia o kuchni! Dlatego mnie nie zapraszasz na rodzinne przyjęcia, aby nie musiałem się najadać!
Nie wpuść mnie do przyjaciół, żeby mnie nie nakarmili! Nie pójdę sam do stołówki, bo to wrogie dla mojego żołądka! A twoje gotowanie, cóż, to jedyne okno na wyższą kuchnię!
Zaraz ci taką wysoką kuchnię zorganizuję! Posadzę cię na strych, dam chleb i wodę! groziła Antonina. Zostaniesz z owsianką na wodzie, bez soli i cukru!
Po co mi te groźby? Kogo obrażasz? Mój własny mąż! obraził się Stas. Jak już wezmę się w garść, to się z tobą rozwiodę! Przejdę na stronę syna! A potem będę w całej wsi plotkować, iż uciekłem od ciebie, bo źle mnie karmisz!
Och, niech on odejdzie! krzyknęła Antonina. Szczególnie Gosi nie będzie czekał, ona już nie może się doczekać!
Ona przyszła, żeby nie wpuściła mnie do swojego lodówki! Nie mają takiej pensji, żeby jeszcze i nas karmić! Więc siedź i milcz!
Ja będę milczeć! odparł Stas pewnie. Ona przyszła, bo przyniosłem jej szkodę materialną! A jak przejdę na syna, to będę płacił Gosi, nie tobie! To ona mnie wyżywi z mojego wynagrodzenia!
Antonina dobrze znała charakter swojego męża, więc wiedziała, iż jeżeli doprowadzi do kłótni, zrobi to po swojemu. Nie zamierzała się cofać.
Dobra, więc tak! powiedziała stanowczo. Weź kartę i jedź do Warszawy! Kup tam książkę kucharską, po której mam ci gotować! Ale pamiętaj, iż będziesz mi pomagał!
No i zaczniemy od tego! zawołał Stas, i w mig miał kartę w ręku. Dajcie mi trzy minuty, a już leci do miasta! Na dworcu wpadniemy na kawę i przekąskę!
Gosi! zawołała Antonina, patrząc na pół domu. Chodźmy się pokłócić, a potem pogodzić!
Czy od razu możemy się pogodzić? zapytała Gosia, wychodząc na wspólną kuchnię.
Zasady gatunku tego wymagają wzruszyła ramionami Antonina.
No to zaczynajcie! przyznała Gosia, wzruszając ramionami. Niech się biją!
Wtedy Antonina wpadła w gniew, bo dom był pusty i mogła krzyczeć głośno, a tradycja wymagała takiej sceny. Gosia od razu wciągnęła się w rolę, jakby przygotowywała się od dawna:
Po co mi ten facet? Potrzebuję własnego męża i dzieci do wyżywienia! A tu przybył nieproszonego gościa, który w lodówce zamieszał, a ja musiałam iść do sklepu! A pieniędzy nie drukuję!
Gdybyście lepiej karmili swojego męża, nie zjadłby nas wszystkich! Bo ja, kiedy gotuję, on od razu się podjada, używa łyżki i widelca, a potem chwali się, iż pół garnka zjadł, niczym krowa językiem!
A mój mąż po pracy przyjdzie, co mu podać? Miłość? To już go nakarmiłam! Dzieci dwa, i i tak jedzą jakby z kości!
Złapałabym tego degustatora za rękę i rzuciłabym go w kąt, żeby miesiąc nie wyciągał się z garnka!
Antonina uśmiechnęła się. Lubiła kłótnąć z synową, choćby w żartobliwy sposób. Zaczęło się jak piosenka na dwa głosy, dla wspólnej rozrywki.
Gosiu, powiedziała Antonina cicho, klepiąc sąsiednie krzesło, muszę go nauczyć porządku!
Twój mąż, to twoja sprawa odparła Gosia. Dla mnie on to szwagier! A gdyby Stas się rozgniewał, co wtedy?
U nas w wsi wszyscy lekarze! Wiesz, jak można go przechytrzyć, żeby nie wstydał? A ja z mojej strony będę ci wdzięczna!
Mogę, skinęła Gosia. Nie tylko to, ale i nie zapomnij, iż wysłałaś go po książkę kucharską!
I co? Będę mu jeszcze podawała! Ale mam nadzieję, iż po twoim gotowaniu odwróci nos od mojego jedzenia! Przyszłaś się poskarżyć!
W ten sposób Antonina zaoferowała pomoc okrycie prawdziwej zemsty! Liczyła, iż nie skrzywdzi swojego ojca, który był jeszcze żywy i choćby żartował, był i tak jej bliski.
Dobrze, zgodziła się Gosia. Kontrola wewnętrzna już działa! Kiedy się zdenerwuje, będziesz przy mnie!
I pomogę, i wynagrodzę! przyrzekła Antonina.
***
Co to jest młode małżeństwo? To mnóstwo miłości, czułości i bardzo mało pieniędzy! W mieście, gdzie każdy jest przedsiębiorcą, a w naszej wsi Stepan i Gosia są zwykłymi ludźmi. Stepan wykształcił się jako mechanik i zajmuje się traktorami w gminie, a Gosia prowadzi przychodnię wiejską, choć jest pielęgniarką.
Kiedy Stepan wrócił do rodzinnego domu, Gosia została przydzielona do przychodni w pobliskiej wsi. Spotkali się przy pracy przy małym polu, a on od razu zaproponował: Będę chodził codziennie, dopóki nie powiesz tak! I tak, po kilku latach, zostali małżeństwem. Ślub był huczny, bo cała rodzina Gosi przyjechała pociągiem z Warszawy, a myślą o wspólnej podróży w wagonie byłoby mało przyjazne.
Młodzi zamieszkali w domu rodziców Stasia. Wtedy zabrzmiło pytanie:
Jak będziemy żyć? zapytała nowa teściowa. Jednym gospodarstwem czy osobno?
Po co się zastanawiać? wtrącił się teść. Są młodzi, niech mieszkają osobno!
A gdzie pójdziemy? spytał Stepan tatę.
Nie ma co chodzić w koło, zaśmiał się Nikola Andrzejewicz, ojciec Antoniny. Ten dom budowano na dwie rodziny, więc dwie kuchnie i jedno łazienka w przybudówce wszystko gra!
Zorganizowali więc wspólne życie, ale trzeba było wyremontować dom. Gosia nie miała własnych oszczędności, a Antonina nie chciała oddawać zbyt wiele ze swojego majątku. Dlatego wzięli kredyt na lodówkę, mikrofalówkę i garnki. Resztę kupowali po drodze.
Nie obyło się bez sporów w kuchni, ale od czasu do czasu trzeba było wyrzucić parę i wszystko się godziło. Konflikt pojawił się, gdy dzieciom Gosi i Stasia skończyły się cztery i dziewięć lat. Gosia przygotowała obiad, ale musiała wyjechać do sąsiedniej wsi na nagły dyżur. Zostawiła płatek gryczany w rękawiczce i ruszyła. Kiedy wróciła, Stepan z wyrazem pretensji witał ją:
Masz sumienie? Praca to jedno, a dom to drugie! Ja wróciłem, dzieci wzięłem ze szkoły, a nic nie mamy na kolację!
Co? zdziwiła się Gosia. Gotowałam już!
Nie wiem, co tam gotowałaś, ale otworzyliśmy lodówkę, chcieliśmy zrobić kanapki, a tam nic! Nie ma wędliny, sera, masła! Gosiu, zwróć uwagę na dom!
Okazało się, iż w zeszłym tygodniu wypłacono jej pensję, a ona pojechała do urzędu, żeby zaopatrzyć lodówkę. Kupiono wędlinę, ser i masło, wystarczające na trzy dni. Stepan jednak się gniewał, bo myślał, iż Gosia nie dba o dom.
Stasowi nie podobało się, iż Gosia tak długo w kuchni biega, a on wcale nie zamierzał się kłócić w miejscu. W końcu jedynym podejrzanym został teść, bo nie miał już nikogo innego.
Po pierwszym milczeniu Gosia się wciągnęła, po drugim podnosiła głos, po trzecim wkurzyła się. Nie kupuje jedzenia, żeby karmić teściową, tylko żeby zaspokoić rodzinę.
Na zarzuty Stasia Antonina odpowiedziała głośno:
Nie macie żadnych dowodów! A może wam wstyd, iż karmię własnego syna, a nie twojego męża?
Gdybyście włożyli coś do lodówki, nie musielibyśmy tak podkradać! odparła Gosia.
Nie złapano, nie ukradziono! bronił się Stas. Chciwość to zło!
Gosia nie miała wyboru, oprócz pójścia do Antoniny.
Nie tonę się w pieniądzach! jeżeli staram się kupić coś wykwintnego dla rodziny, to dla nich, nie dla twojego męża!
Antonina wykrzyknęła, iż nie ma litości dla nikogo w rodzinie.
jeżeli ci jest przykro, powiedz to otwarcie!
Tak, jest! przyznała Gosia. Pracuję, Stepan pracuje! Dzieci mamy dwoje, wnuki twoje! A twój mąż po prostu je pożera! Czy to normalne?
Obaj rozeszli się gniewni. Potem teść roszczeniowy zarzucił, iż Gosia nie gotuje dobrze! Antonina postanowiła podjąć drastyczne kroki, żeby zaczepić męża. Nie wystarczyło mu jednak podwiązać kłótkę, trzeba było wyprowadzić młodych z domu, bo jak ktoś raz wyjdzie na pole, nie da się go już tam przywrócić.
***
Gosia nie została pielęgniarką, bo wolała być w wojsku! Gdyby była lekarzem, mogłaby zrobić tak, iż żaden organizm nie przeżyłby jej eksperymentów. Nie zamierzała jednak organizować pokazowych bitew w domu.
Na lodówce narysowała pentagram i głośno ogłosiła:
Rzucam zaklęcie! Kto zje coś z lodówki bez mojego zezwolenia, spotka go los straszny! Tylko ja, mój mąż i dzieci mogę tam sięgać!
Zapaliła kilka świec, przyrządziła piołun i roztrzaskała miedziany garnek przez pięć minut. Stepan skrzyżował się, splunął w lewą stronę, przyczepił szpilkę pod koszulkę i odwrócił spodnie na lewą stronę. W tym przebraniu złapał lodówkę Gosi i syna, wytarł w niej szynkę, podgryzł pomidorki cherry i rzucił kulkę mozzarelli do buzi, zamykając oczy z przyjemnością.
Nic mnie nie spotka! rzekł pewnym głosem.
Aha, oczywiście! przywitała go Gosia nieprzyjemnym spojrzeniem. Wyciągnęłam z lodówki naładowane jedzenie i wypowiedziałam klątwę: niech cię ukarze bogini Farmakologia!
Stas wyciągnął z kieszeni jackpot: wymiotnik, lek przeczyszczający i jedną tabletkę, co przyspiesza bicie serca.
Gosia, widząc, iż Stefan już nie jest zagrożony, powiedziała:
Nie przyjmuje twoja dusza zaklęte jedzenie? Przecież ostrzegałam!
Stefan w kąpieli w saunie parował sam, wycierał własne ubrania i ciągle powtarzał imiona babci, matki i prababci, narzekając, iż jego synowa ma te same geny!
Antonina dotrzymała słowa. Nie wiadomo skąd, ale znalazła dwa miliony złotych i dała je Gosi, żeby ona i jej mąż z dziećmi mogli postawić własny dom. Dodała, iż lepiej w innej wsi, a pieniądze przyjdą, gdy skończy się jej lokata.
I takI tak wszyscy, mimo burz i waśni, w końcu odnaleźli spokój i wspólne miejsce przy ognisku, gdzie śmiali się i dzielili się opowieściami, wiedząc, iż rodzina jest najcenniejszym skarbem.













