Po tym, jak mój nowy mąż zamieszkał z nami, moja piętnastoletnia córka Jagna zamknęła się w sobie choćby nie siadała już z nami do stołu, przemykała się po mieszkaniu, jakby była cieniem. Pewnego szarego popołudnia nagle szepnęła: Mamo, ja się go boję. Nie mogę żyć z nim w jednym domu, bo on
Wojciech, mój partner, pierwszy raz został u nas w piątek. Obudził mnie aromat kawy kuchnia wypełniona była świeżością poranka, a Wojciech smażył jajka tak swobodnie, jakby mieszkał tu od zawsze. Uśmiechnął się szeroko, musnął mnie delikatnie w policzek i powiedział, iż od lat wstaje we wczesnych godzinach. Wszystko jawiło się zwyczajne, choć nierealnie przytulne.
Jagna wysunęła się ze swojego pokoju po kilku chwilach. Zobaczyła Wojciecha, skinięciem głowy przywitała go, nalała sobie soku malinowego, który wypiła na stojąco przy oknie. Do stołu nie usiadła. Pomyślałam, iż to takie typowe dla nastolatek w tym wieku mało która jest radosna o świcie.
Mam czterdzieści cztery lata. Od dawna jestem po rozwodzie, pracuję jako księgowa w Gdańsku. Wojciech liczy sobie czterdzieści dziewięć wiosen, uczy historii w szkole średniej, również rozwiedziony. Poznaliśmy się przez wspólną znajomą z czasów liceum, najpierw pisaliśmy do siebie długie listy, a potem zaczęliśmy się spotykać. Był opanowany, nie pił, nie palił. Po ośmiu latach samotności przy nim poczułam się znowu nie tylko matką, ale także kobietą.
Na początku odwiedzał mnie, gdy Jagna była w domu dziadków. Uznałam jednak, iż wszystko prędzej czy później musi wyjść na jaw. Córka już niemal dorosła powinna rozumieć, iż matka pogodziła się z przeszłością i chce szczęścia. Poznały się. Wszystko odbyło się w miłej, choć dziwnie cichej atmosferze. Doszłam do wniosku, iż jest dobrze.
Ale z czasem zaczęły pojawiać się drobne znaki, których nie umiałam powiązać ze sobą.
Jagna przestała jadać śniadania, odkąd Wojciech zostawał u nas na noc. Tłumaczyła się brakiem apetytu. Wracała później z zajęć z jazdy konnej, a niemal każde weekendy spędzała u babci w Sopocie. Cieszyłam się, iż tak aktywnie spędza czas i pomaga rodzinie. Wszystko wydawało się przypadkiem, może choćby szczęśliwym zbiegiem okoliczności.
Minęły cztery miesiące. Wojciech zaczął coraz częściej nocować w naszym mieszkaniu. Przywykłam do myśli, iż niedługo się do nas w pełni wprowadzi. Tego jednego czwartkowego wieczoru został też pierwszy raz w środku tygodnia. Rano Jagna weszła do kuchni, zobaczyła Wojciecha i zamarła w drzwiach. Potem cicho wycofała się do swojego pokoju.
Poszłam za nią. Siedziała na łóżku, wpatrzona w jeden punkt na ścianie.
Zapytałam, co się stało. Odparła szeptem:
Mamo, ja się go boję. Nie wytrzymam z nim pod jednym dachem.
Coś we mnie pękło. Usiadłam obok niej, pytałam ciszej:
Dlaczego to mówisz? Co się wydarzyło?
Unikając mojego wzroku, wyszeptała:
Po tym, jak mój nowy mąż zamieszkał z nami, moja piętnastoletnia córka zamknęła się w sobie choćby nie siadała już z nami do stołu, a któregoś dnia powiedziała: Mamo, ja się go boję. Nie mogę mieszkać z nim w jednym domu, bo on
Mamo, wybierz. Albo on, albo ja.
To, czego się dowiedziałam o Wojciechu, sprawiło, iż świat przewrócił mi się do góry nogami. Jeszcze tego samego dnia kazałam mu się spakować.
Zrozumiałam, iż przez cały czas widziałam tylko swoje szczęście, nie dostrzegałam jej niepokoju.
On mówił, iż niedługo przeprowadzi się tu na stałe powiedziała cicho.
I co z tego? próbowałam jeszcze zachować pozory opanowania.
Że będziemy musieli zrobić porządek. Prawdziwy porządek.
Nie rozumiałam. O jaki porządek jej chodzi?
Taki, w którym nie będę nikomu przeszkadzać uśmiechnęła się smutno, a jej zielone oczy były zupełnie bez blasku. On powiedział, iż w domu powinien być tylko jeden mężczyzna. Że zaraz wszystko się zmieni.
Aż poczułam mróz na karku.
Powiedział to wprost?
Powiedział: Trzeba się przyzwyczaić. Ja i twoja mama budujemy rodzinę. Ty już jesteś prawie dorosła. I jeszcze
I?
Że może lepiej byłoby mi zamieszkać u babci, jeżeli coś mi nie odpowiada.
Wieczorem czekałam na powrót Wojciecha.
Powiedziałeś mojej córce, iż musi się przyzwyczaić? zapytałam bezpośrednio.
Westchnął.
Po prostu określiłem granice. Wiesz, gdy się przeprowadzę, musi być po dorosłemu. Pragnę normalnej rodziny.
A moja córka? Kim ona dla ciebie jest?
Ma już prawie dorosłość. Prędzej czy później się wyprowadzi. Musimy myśleć o przyszłości. Choćby… o naszym wspólnym dziecku.
Patrzyłam na niego zdumiona, a on wszystko to mówił spokojnie, bez emocji, jakby rozważał zmianę zasłon w oknie.
Czyli żądasz, żebym wybierała?
Wzruszył ramionami:
Chcę tylko, byś się zdecydowała, czego naprawdę chcesz.
Tej nocy nie zasnęłam. Nad ranem weszłam do pokoju Jagnę i usiadłam obok.
Ja już wybrałam powiedziałam. Nigdy nie będziesz obca w swoim domu.
Jeszcze tego samego dnia Wojciech spakował torbę i zniknął wraz z poranną mgłą.
Nad Wisłą śnił mi się potem ten dom pływający wysoko wśród chmur, z echami śmiechu i czyjś krokami błądzącymi po korytarzach, gdzie zawsze będziemy we dwie: matka i córka, choćby gdy sny są dziwne i świat na opak.














