Oderwałam się od swojej rodziny – i po raz pierwszy czuję, iż oddycham pełną piersią

polregion.pl 14 godzin temu

No to ci opowiem historię, którą przeżyłem a adekwatnie przeorało mi życie. Wychowałem się w przekonaniu, iż rodzina to najświętsza rzecz pod słońcem. Moi rodzice mieli po kilkoro rodzeństwa, więc zawsze byłem otoczony wujkami, ciotkami i kuzynami. Każde święta, każdy urlop wszyscy zjeżdżaliśmy do dziadków do małej wioski pod Poznaniem. Dom aż pękał w szwach od śmiechu, głośnych dyskusji i zapachów bigosu czy pierogów, które babcia gotowała całymi dniami. Myślałem, iż jesteśmy zgraną paczką, iż nic nas nie rozdzieli.

Ale dopiero później zrozumiałem, iż to była iluzja.

Po liceum nie poszedłem od razu na studia. Rodzice mieli pod górkę finansowo, nie chciałem ich dodatkowo obciążać. Wybrałem kurs księgowości myślałem, iż gwałtownie znajdę pracę i odłożę na uczelnię. Gdy zacząłem szukać zatrudnienia, pomyślałem o cioci Krystynie, siostrze mamy. Pracowała w dużej firmie w Warszawie jako szefowa HR. Nie prosiłem o protekcję, tylko o radę, może jakieś namiary.

Ale choćby nie dała mi dokończyć.

„Nic dla ciebie nie zrobię” powiedziała sucho. „Nie masz odpowiedniego wykształcenia, zero doświadczenia, a poza tym to nie jest zawód dla ciebie.”

Zamarłem. choćby nie spróbowała wysłuchać. Potraktowała mnie jak obcego.

Byłem wściekły, ale nie dałem się złamać. Dostałem się na studia i przebijałem się sam, bez niczyjej pomocy.

Kilka miesięcy później pojechałem na rodzinne spotkanie do dziadków. Już na progu poczułem, iż atmosfera jest gęsta.

„O, patrzcie, student się zjawił!” zaśmiał się onk Marek. „No w końcu zrozumiałeś, iż bez papierka to dziś choćby w Biedronce nie zatrudnią?”

Reszta zaczęła chichotać.

„I tak nie da rady” dodał kuzyn Bartek. „Gdyby był mądry, to by od razu poszedł na studia, a nie marnował czas na jakieś kursy.”

Zaciąłem zęby i milczałem, ale w środku gotowało się we mnie. Tej nocy dotarło do mnie, iż nie mam tam miejsca.

Przestałem chodzić na rodzinne zjazdy. Po co mam się narażać na kolejne upokorzenia? Ale pewnego dnia zadzwoniła mama.

„Wiem, iż ci ciężko” powiedziała łagodnie. „Ale rodzina to rodzina. Nie możesz ich tak olewać.”

Dla niej dałem im ostatnią szansę.

Na następnym spotkaniu znaleźli nowy powód, żeby mnie obrażać.

„Masz 29 lat i jeszcze się nie ożeniłeś?” ciocia Krystyna uśmiechnęła się krzywo. „Jaka kobieta zechce faceta bez stabilnej pracy, bez domu, bez perspektyw?”

Nic nie odpowiedziałem. Harowałem, uczyłem się, budowałem sobie życie cegiełka po cegiełce. Ale dla nich i tak byłem nieudacznikiem.

A potem wydarzyło się coś, co wszystko zmieniło.

Babcia Halina ciężko zachorowała. Miała 91 lat, nie mogła chodzić, potrzebowała ciągłej opieki. I wtedy ta „zgrana rodzina”, która tak gadała o więzach krwi, nagle się rozpłynęła.

„Ja mam swoje dzieci na głowie, nie mogę się nią zajmować” westchnęła ciocia.
„Praca mnie pochłania, nie dam rady” mruknął wujek Marek.
„Lepiej żeby poszła do domu opieki” stwierdził Bartek.

Porzucili ją.

A ja nie mogłem.

Zabrałem ją do swojego mieszkania w Gdańsku. Karmiłem, myłem, byłem przy niej dzień i noc. Moja narzeczona, Kinga, która ledwo ją znała, okazywała jej więcej czułości niż własne dzieci.

W ostatnich miesiącach babcia prawie nie mówiła. Każdego wieczoru siadałem przy niej, trzymałem ją za rękę i opowiadałem wspomnienia z dzieciństwa. Żeby wiedziała, iż nie jest sama.

A po jej pogrzebie usłyszałem ich szepty.

„Zrobili to dla spadku Kto wie, może choćby przyspieszyli.”

Ci sami ludzie, którzy ją porzucili, teraz śmieli mnie oskarżać.

To był ostatni gwóźdź do trumny.

Przed jej grobem podjąłem decyzję.

Koniec.

Zrezygnowałem ze spadku. Odciąłem się. choćby z mamą rozmawiam tylko wtedy, gdy naprawdę potrzebuje pomocy. Reszta? Dla mnie nie istnieje.

I po raz pierwszy w życiu poczułem, iż oddycham pełną piersią.

Bez poczucia winy. Bez wstydu. Bez tłumaczenia się przed tymi, którzy nigdy mnie nie zaakceptowali.

Może i mamy tę samą krew, ale nigdy nie byli moją prawdziwą rodziną.

Teraz mam swoje życie. Swoją przyszłość.

I wreszcie spokój.

Idź do oryginalnego materiału