29 maja 2024
Kiedy wreszcie wprowadziłam się do swojego mieszkania na Mokotowie, miałam wrażenie, iż zamykam za sobą cały rozdział życia i otwieram nowy. Trzymałam telefon przy uchu, usiłując jednocześnie przekręcić oporny zamek, który jakby sprawdzał, czy naprawdę jestem gotowa zostać jego właścicielką.
Mamo, weszłam do środka! Wyobrażasz sobie nareszcie! mówiłam, tłumiąc ekscytację.
Mama była wyraźnie wzruszona i szczęśliwa:
Kochana, to dobrze! Jak mieszkanie? Wszystko w porządku?
Jest świetnie! Jasne, przestronne. Balkon na wschód dokładnie tak, jak chciałam. A tata tam jest?
Tu jestem! odezwał się głęboki głos Andrzeja przez włączoną głośnomówiącą. To co, ptaszku, już wyfrunęłaś z gniazda?
Tato, mam dwadzieścia pięć lat, nie jestem już ptaszkiem.
Dla mnie zawsze będziesz moją córeczką. Sprawdziłaś zamki? Okna szczelne? Kaloryfery…
Daj jej się rozpakować! przerwała mu mama. Weroniko, uważaj tam w tym nowym bloku. Nigdy nie wiadomo, kto mieszka obok.
Zaśmiałam się, odkręcając wreszcie zamek i wchodząc do środka.
Mamo, tutaj nie ma klimatu PRL-u. Normalni ludzie, normalne miejsce. Wszystko będzie dobrze.
Początkowe tygodnie zlewały się w jeden ciąg między marketami budowlanymi, sklepami z meblami, kurierami i moimi próbami aranżacji czterdziestu dwóch metrów. Zasypiałam z katalogami tapet pod poduszką, budziłam się rozmyślając, czy wybrać białą czy beżową fugę do łazienki.
W sobotę stałam w salonie, patrząc na próbki zasłon, gdy zadzwonił tata.
Jak idzie? zapytał z troską.
Powoli, ale do przodu. Dziś wybieram zasłony. Waham się między „kością słoniową” a „śmietankowym”. Co myślisz?
Brzmi, jakby to był ten sam kolor Ale ja tam się nie znam. Chyba specjaliści od sprzedaży wymyślają takie nazwy.
Tato! Ty nic nie rozumiesz z odcieni!
Ale za to wiem coś o elektryce. Gniazdka dobrze położone?
Remont wysysał energię, złotówki z konta i pogodę ducha, ale widziałam, jak każdy detal zamienia pustą przestrzeń w coś mojego. Sama wybrałam mleczne tapety do sypialni, znalazłam fachowca od paneli, wymyśliłam ustawienie mebli, żeby mała kuchnia nie wyglądała jak klitka.
Gdy ostatni robotnik wyniósł resztki śmieci, usiadłam na podłodze rozświetlonego salonu. Delikatne światło przenikało przez nowe zasłony, pachniało świeżością i trochę farbą. Pierwszy prawdziwy własny dom.
Poznałam sąsiadkę kilka dni po przeprowadzce. Kręciłam się z kluczami pod drzwiami, gdy po drugiej stronie klatki zabrzęczał zamek.
O, ktoś nowy! powiedziała kobieta po trzydziestce, z krótkimi włosami, mocną szminką i bystrym spojrzeniem. Jestem Agnieszka. Mieszkam naprzeciwko, więc będziemy sąsiadkami.
Weronika. Miło poznać.
Jak czegoś ci zabraknie soli, cukru, albo po prostu rozmowy śmiało wpadaj. Pamiętam, jak dziwnie jest na początku samemu w nowym bloku.
Agnieszka okazała się świetną rozmówczynią. Piłyśmy herbatę w mojej kuchni, narzekałyśmy na administrację i rozkład mieszkania. Podpowiadała mi wiele rzeczy: z której firmy wziąć internet, który hydraulik jest rzetelny, gdzie kupić najświeższe warzywa.
Mam przepis na szarlotkę najwyższa klasa! przeglądała coś w telefonie. Przyślę ci. gwałtownie się robi, a wygląda, jakby ktoś stał przy piecu pół dnia.
Dawaj! Jeszcze nie testowałam mojej piekarnika.
Z czasem zaprzyjaźniłyśmy się i regularnie wpadałyśmy do siebie na kawę, wymieniałyśmy się książkami, spotykałyśmy na klatce.
W sobotę przyjechał tata pomóc mi z regałem, który uparcie nie chciał wisieć prosto.
Źle dobrałaś kołki powiedział, oglądając ścianę. Te są do płyt gipsowych, a tu masz beton. Mam lepsze w samochodzie.
Po godzinie regał wisiał idealnie. Tata zebrał narzędzia, obejrzał swoje dzieło i mruknął z zadowoleniem:
No, wytrzyma dwadzieścia lat.
Tato, jesteś mistrzem! rzuciłam się na szyję.
Schodziliśmy na dole, rozmawiając o pracy. Tata pytał o biuro, ja narzekałam na nowego szefa, na bałagan i niekończące się terminy.
Przy wejściu wpadłyśmy na Agnieszkę z siatkami z Biedronki.
Cześć! pomachałam. Poznaj mojego tatę, Andrzeja. Tato, to Agnieszka, moja sąsiadka.
Miło mi poznać powiedział tata ze swoim ciepłym uśmiechem.
Agnieszka stanęła na moment jak wryta, patrząc na tatę, a potem na mnie. Uśmiech, który zwykle rozjaśniał jej twarz, tym razem był sztuczny i napięty.
Wzajemnie odpowiedziała krótko i zniknęła w klatce.
Od tamtej pory wszystko się popsuło. Następnego ranka, mijając ją na klatce, powiedziałam „dzień dobry”, ale odpowiedziała tylko oschłym gestem głowy. Po dwóch dniach zaprosiłam ją na herbatę odmówiła, zbywając mnie.
A potem zaczęły się skargi…
Pierwszy raz dzielnicowy zapukał wieczorem.
Przyszła skarga na hałasy powiedział zmieszany policjant. Podobno głośna muzyka i gwar.
Jaka muzyka? zdziwiłam się. Czytałam książkę!
No ale sąsiedzi piszą…
Skargi mnożyły się: do administracji przychodziły pisma o nieustannym tupaniu, brzęku i muzyce nocą. Dzielnicowy zaczął pojawiać się regularnie, zawsze przepraszając.
Domyślałam się, skąd wieje wiatr. Ale nie rozumiałam dlaczego?
Każdy ranek był hazardem czy dzisiaj znajdę skorupki jaj pod drzwiami? Zużytą kawę w szczelinach? Paczkę z obierkami ziemniaków pod wycieraczką?
Wstawałam wcześnie, sprzątałam wszystko przed wyjściem. Ręce bolały od środków, a w gardle robił się supeł.
Tak nie może być szepnęłam, szukając w sieci informacji o kamerach w wizjerach.
Instalacja zajęła dwadzieścia minut. Mała kamera zapisywała wszystko z klatki. Podpisałam ją na telefon i czekałam.
Nie trwało to długo.
Trzeciej nocy ekran telefonu rozświetlił się powiadomieniem o ruchu. Z niedowierzaniem patrzyłam, jak Agnieszka w szlafroku i kapciach dokładnie rozmazuje coś brązowego na moich drzwiach. Robiła to metodycznie i z wprawą.
Następnej nocy nie spałam. Siedziałam w przedpokoju, nasłuchując. Około wpół do trzeciej usłyszałam szuranie za drzwiami. Otworzyłam je gwałtownie.
Agnieszka stała z workiem w ręku. Jego zawartość brzydko chlupotała.
Co ci zrobiłam? zapytałam z żalem. Dlaczego mi to robisz?
Agnieszka powoli odstawiła worek, twarz przepełniła się zgorzknieniem i złością.
Ty? Nic mi nie zrobiłaś. Ale twój tatuś…
Co ma do tego mój tata?
Ma, bo i mój był kiedyś! niemal krzyczała, nie dbając o to, kto usłyszy. Ciebie wychowywał, rozpieszczał, a mnie zostawił z mamą, gdy miałam trzy lata! Ani grosza ani jednego telefonu! Ledwo z mamą wiązałyśmy koniec z końcem, a on miał szczęśliwą rodzinę z waszą mamą! Więc zabrałaś mi ojca!
Osunęłam się do tyłu, plecami uderzając o futrynę.
Kłamiesz…
Tak? Zapytaj go! Zapytaj, czy pamięta Ewę Sokołowską i córkę Agnieszkę, które wyrzucił ze swojego życia jak śmieci!
Zamknęłam drzwi i osunęłam się na podłogę. W głowie dudniło: to nieprawda, tato nie mógł. Nie mógł.
Rano pojechałam do rodziców na Kabaty. Przez całą drogę powtarzałam sobie, co powinnam powiedzieć, ale gdy zobaczyłam tatę z gazetą przy stole, słowa utknęły mi w gardle.
Weronika! Co za niespodzianka! tata wstał przyjaźnie Mama w sklepie, zaraz wróci.
Tato, muszę zapytać… usiadłam niepewnie na kanapie, ściskając pasek torebki. Znasz kobietę imieniem Ewa Sokołowska?
Tata zamarł. Gazeta wypadła mu z ręki.
Skąd ty…?
Jej córka to moja sąsiadka. Ta, o której ci mówiłam. Twierdzi, iż jesteś jej ojcem.
Cisza dźwięczała wieczność.
Jedziemy do niej powiedział zdecydowanie tata. Teraz. Muszę to wyjaśnić.
Podróż do mieszkania trwała ze czterdzieści minut. Aby nazwać to milczeniem, trzeba by użyć czegoś cięższego niż słowo. Patrzyłam na mijające domy i starałam się poukładać rozsypaną układankę w głowie.
Agnieszka otworzyła drzwi od razu, jakby czekała. Rzuciła nam ciężkie spojrzenie, ale pozwoliła wejść.
Przyszedłeś się przyznać? Po trzydziestu latach?
Przyszedłem wyjaśnić. Tata wyciągnął z kieszeni poskładany dokument. Przeczytaj.
Przyjęła papier z niedowierzaniem. W miarę jak czytała, twarz przechodziła od gniewu do oszołomienia, a potem do zagubienia.
Co to…?
Wynik testu DNA powiedział spokojnie tata. Zrobiłem go, gdy twoja mama próbowała uzyskać alimenty przez sąd. Wynik: nie jestem twoim ojcem. Ewa mnie zdradzała. Nie jestem twoim ojcem.
Papier wypadł jej z rąk…
Wyszłam z mieszkania razem z tatą, a gdy tylko wróciłam, objęłam go mocno tak jak wtedy, gdy jako dziecko wracałam zapłakana po kłótni z koleżankami.
Przepraszam, tato. Przepraszam, iż zwątpiłam.
Pogładził mnie po głowie jak kiedyś.
Nie masz za co przepraszać, kochanie. To inni zawinili.
Kontakt z Agnieszką już się nie ułożył. I nie próbowałam. Po tym wszystkim, co mi zrobiła, nie mam do niej szacunku i nie chcę się już z nią znać…











