Oddajcie klucze do naszego domku letniskowego, chcemy tam zamieszkać na święta — małżeństwo zgodziło się wpuścić przyjaciół na kilka dni, nie przewidując konsekwencji

newskey24.com 3 godzin temu

Dajcie klucze od domku letniskowego, zamieszkamy tam na trochę, powiedzieli znajomi, nie przewidując skutków.

To było dawno, jeszcze przed wieloma latami, podczas jednych ze srogich zimowych świąt. U Pawła zachorowała mama, więc wraz z żoną, Marią, postanowili zostać na Nowy Rok w Warszawie. Świętowali skromnie, rodzinnie, bez wielkich fajerwerków. Ich przyjaciele, Barbara i Michał, trochę się rozczarowali, gdy Pawel i Maria w ostatniej chwili odmówili im wspólnego wyjazdu do domku letniskowego pod Piasecznem. Nikt nie mógł przewidzieć, iż matka Pawła pani Stanisława rozchoruje się akurat podczas świąt.

Maria miała poczucie winy, iż zawiodła przyjaciół, choć tak naprawdę nie była winna tej sytuacji. Gdy drugiego stycznia Barbara zadzwoniła ze skargą, jak fatalnie spędzili Nowy Rok we troje w ciasnej kawalerce na Pradze, Maria poczuła kolejny ukłucie sumienia.

Musiałam znosić kaprysy teściowej! żaliła się Basia. Wparowała do nas trzydziestego pierwszego i oznajmiła, iż z ogrzewaniem u niej coś nie tak! Teraz zamierza u nas mieszkać z Michałem do końca ferii, póki administracja nie naprawi rur! Już nie mam siły, rozwiodę się przez jego matkę, jak Boga kocham!

Naprawdę ci współczuję. My z panią Stanisławą mamy dobre relacje, tylko teraz bardzo źle się czuje odparła Maria. Gdybym mogła jakoś pomóc, zrobiłabym to z przyjemnością.

Wiesz co, Marysiu… możesz mi pomóc. odparła Basia.

Czym konkretnie?

Dajcie klucze od domku pod Piasecznem! Uciekniemy z Michałem od mojej teściowej na parę dni. Może i pali jej się w głowie, ale niech sama to ogarnia!

Maria z wahaniem rozważyła prośbę. Z jednej strony szkoda jej było przyjaciółki, z drugiej nie wiedziała, co na to powie Paweł. Choć poczuwali się do wspólności domku, formalnie należał tylko do Pawła.

Nie wiem, Basiu… muszę skonsultować się z Pawłem.

Oczywiście, rozumiem. Obiecuję, iż będziemy bardzo ostrożni z waszym dobytkiem.

Droga pewnie zasypana… nie dojedziecie, bo nie zamawialiśmy pługu powiedziała Maria.

Nic nie szkodzi, mamy terenówkę. Przebijemy się.

No i piec od dawna nie sprawdzany. Trzeba by tam pojechać, zanim kogoś się zaprosi…

Marysiu, Michał zajmował się takimi piecami przez lata. Nie martw się, jeżeli coś, to naprawimy.

Basia była tak przekonująca, iż Marii przyszło do głowy: A adekwatnie, czemu nie?

Obiecała przyjaciółce, iż oddzwoni po rozmowie z Pawłem.

Jesteś pewna, iż to dobry pomysł? spytał Paweł.

Nie wiem. Ale z Basią przyjaźnimy się od dawna. Przecież mieliśmy z nimi jechać na Nowy Rok, gdyby nie twoja mama…

o ile pojawi się nagły problem, nie wyskoczymy do domku z dnia na dzień. Nie powinniśmy zostawiać mamy samej.

Wiem, dlatego pytam. Basia bardzo narzeka na teściową, twierdzi, iż aż zagraża ich małżeństwu.

Trochę jeszcze rozważali sprawę, po czym uznali, iż skoro od nich zależy szczęście znajomych, warto pomóc.

Dajmy klucze. Ale niech sami rozwiązują swoje sprawy. Niech nam nie zawracają głowy zdecydował Paweł.

Basia od razu wyczuła, iż Maria jej ufa.

Dzięki, kochana! Będę dzwonić i na bieżąco zgłaszać, co się dzieje zapewniła, po czym z Michałem ruszyła w drogę.

Podróż do domku letniskowego w lesie pod Piasecznem trwała ponad trzy godziny. Domek stał w malowniczej okolicy, daleko od miejskiego zgiełku. Niestety Maria i Paweł mieli rację: w Nowy Rok śnieżyca sparaliżowała drogi, choćby terenówka miała trudności z dojazdem. Basia i Michał utknęli w zaspie, musieli zadzwonić po gospodarzy.

Co mamy teraz robić? pytali przyjaciele.

Wracajcie. Trzeciego stycznia nikt nie przyjedzie odśnieżać. Wszyscy mają święto ucięła Maria.

Już nie! Tyle jechaliśmy… W pobliskiej wsi ktoś odśnieża traktorem. Mówiłaś, iż Paweł ma tam znajomego traktorzystę upierała się Basia.

Ma, czasem odśnieża naszą drogę.

Trzeba zadzwonić i poprosić, żeby się pojawił.

Podam wam numer zgodziła się Maria.

Po pół godzinie Basia zadzwoniła znowu.

Nie odbiera! Niech Paweł zadzwoni, na pewno nie bierze od nieznanych numerów!

Po chwili Paweł, z niechęcią, zadzwonił do traktorzysty. Ten obiecał, iż pojawi się za godzinę.

Przez ten czas Paweł czuł się coraz bardziej poirytowany. Basia dzwoniła co chwilę, dopytywała, kiedy przyjedzie traktor, sprawiając, iż Maria miała wyrzuty sumienia.

Ostatecznie traktorzysta dotrzymał słowa, przyjechał, odśnieżył drogę do domku. Ale żeby otworzyć furtkę, trzeba było machać łopatą. Michał oczyścił wąską ścieżkę i jakoś dotarli do drzwi.

Kaloryfery okazały się mało wydajne. Trzeba było wyregulować piec, w czym Michał, zupełnie niespodziewanie, nie dał sobie rady i znów dzwonił po Pawła. Paweł przez dwie godziny tłumaczył mu przez telefon, jak działa stary piec.

Nigdy takich nie widziałem, chyba macie bardzo wiekowy model stwierdził Michał.

Może i stary, ale wažne, iż grzeje! zirytował się Paweł. Przeczuwał, iż to nie koniec kłopotów.

I rzeczywiście. Basia wydzwaniała z pytaniami, gdzie leży patelnia, dlaczego w domku zimno, jak rozpalić ognisko.

Pod wieczór Maria i Paweł wyłączyli telefony, chcąc odetchnąć. Jednak rano telefon Marii był pełen nieodebranych połączeń od przyjaciół.

Co tam się zdarzyło? spytał Paweł.

Nie wiem… wyznała Maria, zaniepokojona. Zadzwoniła do Basi.

Halo? Gdzie się podzialiście?!

Spaliśmy.

Mieliśmy awarię. W saunie śmierdziało dymem, o mało się nie spaliłyśmy!

O Boże…

Kto buduje takie piece?!

Co się stało?

Mogłaś powiedzieć, iż macie zaślepkę na kominie… Na szczęście Michał się połapał.

Przepraszam, nie sądziłam, iż od razu pójdziecie do sauny…

Jak nie, przecież tu jesteśmy gośćmi! W saunie śniegu po pas! To choćby był wyczyn się tam dobić.

Parzcie się na zdrowie powiedziała zdezorientowana Maria.

Jeszcze grilla nie znaleźliśmy.

Stary się zepsuł.

No widzisz, tyle zachodu! Gdzie teraz upieczemy kiełbaski?! Basia była wyraźnie niezadowolona.

Basia, sama nie wiem, co powiedzieć… Tyle się dzieje, iż głowa boli. Grill i węgiel ogarnijcie sami dodała z rezygnacją. Byle tylko dom nam nie spalcie.

Rozłączyła się. Była już mocno sfrustrowana postawą przyjaciółki.

Znów kłopoty? podpytał Paweł.

A jakże.

Maria opowiedziała mu całą sytuację.

Michał przecież był latem w tej saunie, więc wie o zaślepce. Problem grilla czy węgli to nie nasza sprawa. Jakby chcieli robić placki po węgiersku, to co, garnek mielibyśmy im dać? Chcą kiełbasę, niech jadą do wsi, tam jest sklep z jednorazowymi grillami. Starczy na kilka dni.

To właśnie Maria przekazała Basi, gdy ta kolejny raz zadzwoniła.

Dobrze, rozumiem. Pojedziemy do sklepu. Teraz droga czysta odpowiedziała Basia.

Ku zaskoczeniu, Basia po tej rozmowie przestała męczyć Marię. Widocznie zrozumiała, iż przyjaciółka ma już dosyć.

Dawno się nie odzywali, trzeba się dowiedzieć, jak tam sobie radzą zauważył Paweł następnego ranka.

Basia nie odebrała, ale wysłała wiadomość, iż wszystko w porządku.

Maria i Paweł postanowili zaufać znajomym i na kilka dni zapomnieć o domku.

Na koniec ferii pani Stanisława poczuła się lepiej.

Może pojedziesz po klucze do domku? Przy okazji sprawdzisz, jak tam wszystko wygląda zasugerowała Maria.

Masz rację. Rano pojadę, wieczorem wrócę. Trzeba obejrzeć dom i saunę przytaknął Paweł.

Pojechał, a Maria została z teściową. Uprzedziła Basię, iż mąż przyjedzie, licząc na spokojny odbiór domku. Jakież było jej zdziwienie, gdy Paweł wrócił w fatalnym humorze, nie chcąc mówić o szczegółach.

Następnego dnia zadzwoniła Basia, prosząc Marię, by wpadła do niej na chwilę. Mieszkali na sąsiedniej ulicy.

Pozbyłaś się już teściowej? zapytała Maria.

Na szczęście tak. Awarię naprawili, wróciła do siebie.

Dobrze. Za godzinę będę obiecała Maria, nie mówiąc Pawłowi, dokąd idzie. Widziała, iż sprawa znajomych go drażni.

Basia gwałtownie przeszła do sedna:

Proszę, przelicz wszystko podała jej kartkę.

Co to?

Spis wydatków w domku pod Piasecznem: praca traktorzysty, elektryczna łopata, grill, węgiel, rozpałka, kratka do grilla, trzy żarówki i zestaw olejków do sauny.

Kupiliśmy to, będąc u was.

Po co mi to pokazujesz? zapytała Maria, zdezorientowana.

Zostawiliśmy wam te rzeczy na domku. Korzystajcie.

Dziękuję odparła Maria z lekką ironią.

Z Michałem uznaliśmy, iż skoro będziecie używać tych rzeczy, to dzielimy koszt po połowie.

Mówisz poważnie? roześmiała się Maria, przekonana, iż Basia żartuje.

Tak. Gdybyście mieli grill, nie musielibyśmy kupować nowego. Gdyby była lepsza łopata, nie musiałabym kupować elektrycznej. Gdyby traktorzysta odśnieżył szybciej, nie marnowalibyśmy benzyny. Shampoo i olejki w saunie też musiałam kupować.

Basia, trochę przesadzasz. To nie hotel, gdzie można liczyć na szampon i czepki. Łopatę oraz grill kupiliście z własnej inicjatywy, więc to wasza rzecz. Możecie zabrać wszystko do siebie, łącznie z olejkami i kratką. Czyszczenia drogi nie opłacę, jechaliście na własną odpowiedzialność.

Ale później też będziecie korzystać z odśnieżonej drogi…

Przecież przy kolejnej śnieżycy znowu będzie zaspa. Drogi odśnieżają nam za darmo, tylko w święta trzeba zapłacić. Za żarówki się rozliczę to rzeczywiście potrzebne, dzięki, iż wymieniłaś powiedziała Maria i wysłała przelew na trzysta osiemdziesiąt złotych na konto Basi. Potem po prostu wyszła, nie odbierając dalszych telefonów ani wiadomości. By nie pozostać w niejasności, wraz z Pawłem pojechali do domku, zabrali rzeczy należące do znajomych i wysłali im wszystko kurierem.

Pani Stanisława niedługo już całkiem wyzdrowiała, a Maria z Pawłem odzyskali niedzielne wypady do domku pod Piasecznem. Barbara i Michał stracili te przywileje. Od tamtej pory przyjaźń się rozluźniła, a hojność pary nie została już nigdzie doceniona wręcz przeciwnie, zaskakiwała znajomych i wzbudzała ich irytację.

Dbaliśmy o nich, chcieliśmy dobrze… a oni? Brak wdzięczności! podsumowała Barbara, znowu wykręcając numer Marii w sprawie elektrycznej łopaty. I tak się skończyła historia beztroskiego dzielenia się domkiem pod Piasecznem.

Idź do oryginalnego materiału