O rany, tato, ale cię tu witają! I po co ci był ten sanatorium, skoro w domu masz „pełen pakiet all …

twojacena.pl 6 godzin temu

No słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co mi się ostatnio przydarzyło. Pamiętasz, jak mówiłam, iż z Adamem zaczyna się robić poważnie? No więc wczoraj, gdy Adam wręczył mi klucze do swojego mieszkania na Mokotowie, poczułam się tak, jakbym zdobyła pałac. Serio, żadna Weronika Rosati nie czekała na role w filmie tak, jak ja na ten moment z Adamem no wiesz, żeby być już na swoim, z własnymi czterema ścianami.

Wiesz, trzydzieści pięć lat na karku, nadzieje już raczej gasną, patrzę na bezpańskie koty pod blokiem albo na wystawki z rzeczami do robótek ręcznych i myślę sobie to nie tak miało być. A tu on Adam, samotny wilk, który młodość przeznaczył na karierę, siłownię, dietę pudełkową i szukanie siebie w tym świecie. Bez dzieci, bez byłych żon.

Całe życie marzyłam o mieszkaniu podarowanym od faceta i chyba tam w górze w końcu uznali, iż nie żartowałam.

Mam ostatni wyjazd służbowy w tym roku i będę już tylko Twój, powiedział, wręczając mi ten klucz. Nie przestrasz się mojego gniazda, bo ja wracam tam tylko spać… rzucił i poleciał do Krakowa na weekend.

Nie czekając, wrzuciłam do torby szczoteczkę do zębów, krem i ruszyłam zobaczyć ten jego „wilkowy dom”. Problemy zaczęły się od wejścia Adam ostrzegał, iż zamek czasem się zacina, ale ja nie spodziewałam się aż takich cyrków.

Przez czterdzieści minut walczyłam z drzwiami. Pchałam, ciągnęłam, wkładałam klucz do końca, grzecznie próbowałam „na pół obrotu”, a ten zamek jakby wyczuwał, iż nowa właścicielka chce wejść i stawiał opór.

Już zaczęłam stosować szkolne psychologiczne triki wiesz, jak stare koleżanki pod bramą kiedy z sąsiedniego mieszkania uchyliła się drzwi i kobiecy głos zapytał:

Przepraszam, dlaczego Pani próbuje się dostać do nie swojej klatki?

Ja nic nie próbuję włamywać, mam klucze, odpowiedziałam rozdrażniona, ocierając pot z czoła.

Kim adekwatnie Pani jest? Pierwszy raz Panią widzę.

Jestem jego dziewczyną! stwierdziłam, pewnie stojąc z rękami na biodrach, ale ona pokazała mi tylko szczelinę w drzwiach.

Pani? zdziwiła się autentycznie.

Tak, ja. Jakiś problem?

Nie, chyba żadnych… Po prostu on tu nigdy nikogo nie przyprowadzał (w tym momencie pokochałam Adama jeszcze bardziej), a tu nagle taka sytuacja…

Taka jaka? zapytałam.

Wie Pani, to nie moja sprawa. Przepraszam. zamknęła drzwi i tyle z rozmowy sąsiedzkiej.

Zrozumiałam, iż albo drzwi się poddadzą, albo ja. Wcisnęłam klucz z całą siłą i prawie wyrwałam futrynę no i sukces! Weszłam.

Wnętrze Adama otworzyło się przede mną ascetyczne to mało powiedziane, jak cela zakonna. Spojrzałam na ten pusty pokój, kuchnię, salon i przemknęło mi przez głowę: „Biedaku, Twoje serce dawno zapomniało, czym jest domowy klimat”.

Ale szczera euforia pojawiła się sekundę później ewidentnie żadna kobieta tu ręką nie dotknęła podłoga, okna, kuchnia… Ja będę pierwsza!

Nie wytrzymałam, ubrałam się i pognałam do Rossmana i Pepco po śliczną zasłonkę do łazienki, dywanik, ręczniki, łapki kuchenne, a przy okazji jeszcze kilka świeczek, mydełek, organizerki na kosmetyki.

Dodać kilka kobiecych drobiazgów do faceta mieszkania to przecież nie żadne przegięcie, uspokajałam się i pakowałam drugi koszyk podpięty do pierwszego.

Potem zamek już mi nie stawiał oporu adekwatnie to przestał w ogóle działać, jakby zapomniał, po co go zainstalowali. Po tym, jak go „naprawiłam”, do północy rozkręcałam stary mechanizm przy pomocy noży kuchennych, a rano pobiegłam po nowy wiadomo, noże też trzeba było kupić świeżutkie. No i już poszły w ruch nowe widelce, łyżki, deska do krojenia, mata pod garnek, ściereczki rozwijałam się każdego dnia.

W niedzielę Adam zadzwonił, iż musi zostać jeszcze dwa dni na delegacji.

Będę zachwycony, jeżeli trochę ocieplisz moje mieszkanie, uśmiechnął się w słuchawkę, gdy zdradziłam mu, iż nieco „przemeblowałam” wnętrze.

Domowy klimat, który mu wprowadziłam, szedł do tego mieszkania na paletach przez tyle lat wszystko to gromadziłam w sobie jako samotna kobieta, a teraz nie mogłam się zatrzymać.

Gdy Adam wrócił, oprócz pajęczyny koło wentylacji, nic z dawnego mieszkania nie zostało. Pomyślałam, żeby przegonić tego pająka, ale widząc jego przerażone oczy, zostawiłam go w spokoju niech mu będzie, symbol nietykalności.

Wyglądało to teraz tak, jakby Adam od ośmiu lat był szczęśliwie żonaty, potem przez rozstanie przeżył załamanie, a teraz znowu się odnalazł. Nie tylko zająłam się mieszkaniem cała klatka wiedziała już, iż jestem tu nową gospodynią i wszelkie sprawy trzeba ze mną konsultować. Pierścionka jeszcze na palcu nie mam, ale to tylko formalność.

Sąsiedzi na początku patrzyli podejrzliwie, ale później wzruszali ramionami: „Jak chcecie, dla nas bez różnicy”.

Dzień powrotu Adama nadszedł przygotowałam kolację, wskoczyłam w nową, dość prowokującą sukienkę, rozłożyłam pachnące świeczki, przyciemniłam oświetlenie i czekałam jak na premierę filmu.

Adam się spóźniał. Kiedy już zaczęło mnie wszystko uwierać, ktoś włożył klucz do zamka.

Zamek nowy, tylko popchnij! rzuciłam z lekkim zawstydzeniem, ale i subtelną nutą oczekiwania już się nie bałam, iż ktoś mnie oceni. Z mieszkaniem zrobiłam taki porządek, iż wszystko mi wybaczy.

W tej sekundzie dostałam od Adama SMS-a: „Gdzie jesteś? Jestem już w domu. Patrzę, iż wszystko wygląda jak zawsze. Kumple straszyli mnie, iż obstawisz wszystko kosmetykami”.

Prawdziwą treść przeczytałam później, bo… do mieszkania weszło pięciu kompletnie obcych ludzi: dwóch młodych facetów, dwoje dzieci, i bardzo staruszek, który, gdy mnie zobaczył, natychmiast się wyprostował i poprawił swoje rzadkie siwe włosy.

No ładnie, tato, jakie przywitanie! Po co Ci ten ośrodek zdrowia, skoro tu masz full „all inclusive”? rzucił jeden z młodszych, a jego żona szturchnęła go w ramię, żeby się nie wytrzeszczał.

Stoję na progu z dwoma kieliszkami wina, nie mogę się ruszyć z miejsca mam ochotę krzyczeć, ale stres mnie paraliżuje.

W kącie zaśmiał się radośnie pająk.

Przepraszam, kim Pani jest? wychrypiała kobieta.

Właścicielka tego lokum. A Pani może z przychodni i przyszła na zmianę opatrunku? Bo przecież mówiłem, iż sam sobie poradzę! odpowiedział starszy Pan, patrząc na mnie jak na pielęgniarkę.

Oj, panie Adamie, u Pana tu teraz klimat jak w domu, aż miło, zaglądała za moje plecy żona syna. Zupełnie inaczej, jak nie w grobie. Dziewczyno, jak Ci na imię? Nie za stary dla Ciebie nasz Adam? Chociaż, wiadomo, Pan poważny, własne mieszkanie…

Ja… Ewelina… wyjąkałam.

No, no! Pan Adam ma dar do doboru ludzi nic dodać, nic ująć!

Staruszek, patrząc na mnie swoimi rozświeconymi oczami, chyba uważał, iż taki los jest całkiem dobry.

A gdzie Adam? szepnęłam. Ze stresu wypiłam oba kieliszki jednym haustem.

Ja jestem Adam! radośnie podniósł rękę chłopiec, może ośmioletni.

Spokojnie synku, jeszcze za wcześnie, mama opanowała go i wysłała całą trójkę do samochodu.

P-p-przepraszam, chyba pomyliłam mieszkania, zaczęłam odzyskiwać władzę w sobie i dotarło do mnie, iż z tym zamkiem coś było nie tak. To Mokotowska 18/26, tak?

Nie, tu Puławska 18, staruszek już szykował się do rozpakowania „prezentu”.

No pięknie, westchnęłam smutno, pomyliłam. Proszę się rozgościć, zaraz wyjdę, muszę zadzwonić.

Chwyciłam telefon i uciekłam do łazienki, zabarykadowałam drzwi, otuliłam się ręcznikiem i wtedy dopiero przeczytałam SMS od Adama.

„Adam, zaraz będę, tylko w sklepie się przedłużyło” odpisałam.

„Spoko, czekam. Weź od razu coś czerwonego, jeżeli możesz” dostałam od niego krótkie nagranie.

Czerwoną energię już miałam w sobie. Pod pachą kocyk, sznureczek od zasłonki wyszłam z łazienki dopiero, gdy obcy wyłączyli czajnik i weszli do kuchni.

Zebrałam swoje rzeczy do reklamówki, wyszłam jak na zawody sprint po schodach, jakby mnie coś goniło.

Opowiem, ale później rzuciłam Adamowi, otwierając mu drzwi.

Przeszłam jak we mgle, choćby na niego nie spojrzałam. Najpierw zmieniłam zasłonę w łazience, rozłożyłam dywanik, potem padłam na kanapę i przespałam do rana aż wyparował ze mnie stres i czerwone.

Obudziłam się rano, a nade mną nieznany facet czekał na wytłumaczenie.

Przepraszam, jaki tu dokładnie adres?

Tak, Butowa 18…

Idź do oryginalnego materiału