Nowa rodzina ważniejsza niż stara – Mamo, poznaj Lenkę, moją narzeczoną – oznajmił z progu Artur, obejmując czule zawstydzoną dziewczynę. – Dziś złożyliśmy wniosek o ślub w urzędzie stanu cywilnego. – Gratuluję – powiedziała zaskoczona Teresa, wycierając ręce w kuchenny ręcznik. Właśnie skończyła gotować obiad. – Wchodźcie, po co stoicie w drzwiach? Kobieta była bardzo zaskoczona. Artur był jej dumą, sensem życia… Porządny chłopak, zawsze uprzejmy i pomocny – a tu taka niespodzianka! Postawił matkę przed faktem dokonanym. Teresa poczuła się bardzo dotknięta, słysząc tę wiadomość jako ostatnia. Czy ona jest jakąś obcą osobą, żeby nie zrozumieć pragnienia syna do założenia rodziny? Przeciwnie, ucieszyłaby się i pomogła w organizacji ślubu… – Mamo, przepraszam, iż wcześniej nic nie mówiłem – odezwał się Artur, nieśmiało obejmując matkę. – Wszystko stało się tak szybko… Zakochałem się jak dzieciak! Od pierwszego wejrzenia i na zawsze. – No przecież ty jesteś jeszcze młody, czy dwadzieścia pięć lat to taki wiek? – uśmiechnęła się Teresa, chowając urazę głębiej. – Dobra, porozmawiajmy o przyszłości. Gdzie zamierzacie mieszkać? – Na razie u nas, jeżeli nie masz nic przeciwko – odetchnął z ulgą Artur, widząc, iż mama się nie gniewa. – Potem coś sobie kupimy. – Dlaczego miałabym mieć coś przeciwko? – kobieta aż się zdziwiła tym pytaniem. – Mamy duże mieszkanie, miejsca wystarczy dla wszystkich. Nieśmiało stojąca w progu dziewczyna uśmiechnęła się zadowolona, ale gwałtownie przybrała neutralny wyraz twarzy. Teraz jej głównym celem było przypodobać się matce Artura, a swój prawdziwy charakter pokaże po ślubie. ****************************************** Ślub urządzili z rozmachem. Teresa dla ukochanego synka nie szczędziła grosza, opróżniła na tę okazję skrzętnie odkładaną skarbonkę, opłaciła młodym podróż nad Bałtyk – niech odpoczną przed nowym etapem życia. Zwłaszcza, iż Lenka ogłosiła, iż jest w ciąży. Teresa może i nie miała zastrzeżeń do wyboru syna… Ale dziewczyna wydawała jej się podejrzana. Ze wszystkim się zgadza, do wszystkiego się uśmiecha… Na żale Teresy jej siostra Marzena tylko się zaśmiała. – Uważaj, żebyś nie miała zbyt dobrze z synową! Na razie jest milutka, ale poczekaj – jak poczuje się pewnie, to się zmieni. A jak masz złe przeczucia, miej na nią oko. Kto wie, jaka jest naprawdę. Może przed Arturem gra aniołka, a okaże się niezłym diabełkiem. Słowa Marzeny gwałtownie się sprawdziły. Po ślubie, kiedy Lenka zdobyła wymarzony wpis w dowodzie, zmieniła się nie do poznania. Korzystając z tego, iż Artur dużo pracował, zaczęła systematycznie uprzykrzać życie Teresie. Miała czelność otwarcie oświadczyć, iż w ich wspólnym gniazdku nie ma miejsca dla obcych. Teresa była w szoku, słysząc to po raz pierwszy. To ona miała być „obca”! Tego samego wieczora poszła do syna z prośbą, by przemówił żonie do rozsądku. – Mamo, źle ją zrozumiałaś – zbył ją Artur, nie wierząc, iż jego ukochana mogła coś takiego powiedzieć. – Ona jest najlepsza, dobra, cudowna! Lenka, słysząc słowa męża, uśmiechnęła się tryumfalnie. Wszystko idzie zgodnie z jej planem. Po kilku dniach przywitała męża z pracy zapłakana. Powiedziała, iż boi się zostawać z Teresą w mieszkaniu, bo ta próbowała ją otruć. – Wiesz przecież – łkała – iż mam straszną alergię na miód. Nie mogłam spać, chciałam pomóc twojej mamie w kuchni, a ona do ciasta naleśnikowego dodała miód! Boję się! Artur nie wytrzymał i poleciał robić matce awanturę. Krzyczał, iż jest już dorosły, sam decyduje o swoim życiu i nie pozwoli skrzywdzić najbliższych. Teresa nie mogła zrozumieć, skąd ta cała histeria. Każde pytanie spotykało się z agresją. Kobieta poczuła się tak źle, iż gdy zaczęło ją kłuć w piersiach, sięgnęła po leki, ale Artur tego nie zobaczył, tylko dalej na nią krzyczał. W końcu Teresa nie wytrzymała. Ubrała kurtkę i poszła do siostry. Nie rozumiała, co zrobiła źle i dlaczego jej ukochany syn tak się zachowuje… Było jej bardzo żal i po ludzku przykro. Kiedy była już niedaleko mieszkania Marzeny, poczuła się coraz gorzej – w końcu zemdlała. ****************************************** Minęły dwa tygodnie od pogrzebu Teresy. Artur chodził przygnębiony i obwiniał się za wszystko. Lenka próbowała go pocieszyć, podsuwała mu szklankę wody. – Kochanie, wiem, jak ci ciężko, ale musisz myśleć o żyjących – mówiła, głaszcząc coraz bardziej widoczny brzuch. – Kiedy widzę, jak cierpisz, sama czuję się źle. Artur milczał, a to Lenki doprowadzało do szału. Plan się powiódł, choć nie chciała, żeby sprawy posunęły się aż tak daleko. Miała nadzieję, iż wystarczy, jak zamienią mieszkanie… Ale adekwatnie tak też jej pasuje. Nagle do mieszkania weszła Marzena, używając swoich kluczy. – Jak śmie Pani tu przychodzić jak do siebie?! – warknęła Lenka, patrząc na nieproszoną gościnię. – Bo właśnie do siebie przyszłam – uśmiechnęła się Marzena. – Nie wiedziałaś? To mieszkanie jest moje. Lenka zbladła, z ręki wypadła jej szklanka. Jak to możliwe? Tyle poświęceń dla mieszkania, i wszystko na nic? – Artur, o co tu chodzi?! – zapytała histerycznie. – O to – odpowiedział obojętnie Artur – iż mama całe życie odkładała, żeby wykupić mieszkanie od ciotki Marzeny… – …ale wydała oszczędności na wasz ślub! – dokończyła Marzena. – A miałam zamiar przepisać mieszkanie na wasze dziecko, ale już nie ma na co czekać. Macie trzy dni, żeby się wyprowadzić. Jak nie, dzwonię po policję. **************************************************** P.S. Artur został w mieszkaniu ciotki. Sam. Lenka jeszcze tego samego wieczoru spakowała rzeczy i oświadczyła, iż dziecko wcale nie jest jego, po czym odeszła.

newsempire24.com 7 godzin temu

Nowa rodzina ważniejsza od starej

Mamo, poznaj, to Jagoda, moja narzeczona od progu ogłosił Artur, z czułością obejmując onieśmieloną dziewczynę w talii. Dzisiaj złożyliśmy wniosek do urzędu stanu cywilnego.

Gratuluję… wydusiła Krystyna, wycierając ręce w ściereczkę. Właśnie kończyła gotować obiad. Wchodźcie, co będziecie tak w drzwiach stać?

Kobieta była zaskoczona, i to niezbyt przyjemnie. Artur to jej oczko w głowie, cały sens jej istnienia… Zawsze grzeczny, poukładany chłopak, a teraz proszę, po prostu postawił mamę przed faktem dokonanym!

Było jej szalenie przykro, iż dowiaduje się o takich sprawach ostatnia. Przecież nie jest potworem, dobrze rozumie potrzebę założenia rodziny! Na odwrót cieszyłaby się z jego szczęścia, pomogłaby w organizacji wesela…

Mamo, przepraszam, iż wcześniej nic nie mówiłem Artur przytulił ją niezręcznie. Wszystko wydarzyło się jakoś tak nagle… Zakochałem się jak gówniarz! Od pierwszego wejrzenia i już na zawsze.

Ty i jesteś gówniarz, dwadzieścia pięć lat to jeszcze nie wiek! uśmiechnęła się Krystyna, chowając urazę głęboko w sobie. Zostawmy to, pogadajmy o przyszłości. Gdzie zamierzacie mieszkać?

Na razie u nas, jeżeli nie masz nic przeciwko Artur odetchnął z ulgą, widząc, iż mama się nie złości. Potem coś sobie kupimy.

Czemu miałabym mieć coś przeciwko? Krystyna aż się zdziwiła pytaniu syna. Mamy duże mieszkanie, dla wszystkich wystarczy miejsca.

Skromnie stojąca w progu Jagoda uśmiechnęła się zadowolona, ale gwałtownie przybrała bardziej neutralną minę. Teraz jej najważniejsze zadanie przypodobać się przyszłej teściowej. Charakter pokaże się po ślubie.

******************************************

Wesele było wystawne jak z folderu biura podróży. Krystyna dla ukochanego synka zrobiła wszystko, choćby zrujnowała skrzętnie chowaną przez lata skarbonkę. Jeszcze dokupiła młodym wczasy nad Bałtykiem niech się odpoczną, przecież zaraz dziecko w drodze, bo Jagoda już ogłosiła, iż jest w ciąży.

Krystyna niby nie miała nic do wyboru syna… Ale dziewczyna wydawała jej się podejrzana. Na wszystko się zgadza, łagodna jak baranek…

Jej siostra, Halina, tylko się śmiała z jej narzekań.

Trafiła ci się złota synowa! parsknęła. Ale poczekaj, jak się poczuje panią domu, to zobaczysz drugą stronę medalu. Nagle spoważniała. Skoro masz złe przeczucia, miej ją na oku. Kto wie, jaka ona naprawdę jest. Może Arturowi się aniołka stroi, a to diablica wcielona.

Halina miała prorocze przeczucie. Po ślubie i zdobyciu upragnionego wpisu do dowodu Jagoda kompletnie się zmieniła. Artur coraz częściej był zajęty w pracy, więc młoda żona postanowiła na spokojnie uprzykrzyć Krystynie życie.

Miała tupet, by powiedzieć prosto w oczy, iż obce osoby nie powinny pałętać się po ich gniazdku. Krystyna omal z krzesła nie spadła, gdy pierwszy raz to usłyszała. To ona jest obca?! Wieczorem poszła do syna, prosząc, by postawił żonę do pionu.

Mamo, źle ją zrozumiałaś zbył ją Artur, nie wierząc, iż jego wybranka mogłaby coś takiego powiedzieć. Ona dobra jest, kochana, najlepsza na świecie!

Jagoda tylko uśmiechnęła się z satysfakcją. Plan szedł po jej myśli.

Po kilku dniach urządziła przed mężem scenę płaczu. Twierdziła, iż boi się zostawać z Krystyną, bo ta próbowała ją otruć.

Ty wiesz, mówiła, łkając iż mam potworną alergię na miód. Rano nie mogłam spać, pomyślałam, iż pomogę twojej mamie ze śniadaniem, a ona właśnie miód do ciasta na racuchy dodaje! Boję się…

Artur wybuchł i poleciał zrobić mamie awanturę. Zaczął krzyczeć, iż już nie jest dzieckiem i nie pozwoli, by ktoś krzywdził jego rodzinę.

Krystyna nie rozumiała, dlaczego ją oskarżają. Każde słowo syna wbijało jej się w serce. Kiedy próbowała coś powiedzieć Artur reagował agresją. Zesztywniała, drżącymi rękami sięgnęła po leki, ale syn miał Scheibę na oczach.

Nie wytrzymała chwyciła kurtkę i wyszła do siostry Haliny. Było jej okropnie przykro nie rozumiała, czym zasłużyła na takie traktowanie. Czuła, jak z każdym krokiem słabnie… Do klatki schodowej Haliny nie dotarła zemdlała pod blokiem.

******************************************

Minęły dwa tygodnie od pogrzebu Krystyny. Artur chodził jak struty, winąc siebie za wszystko. Jagoda starała się go pocieszać, podtykając mu herbatę.

Kochanie, wiem, iż ci ciężko, ale życie toczy się dalej głaskała już mocno zaokrąglony brzuch. Patrzę na ciebie i aż sama tracę chęci do życia…

Ale Artur milczał, co doprowadzało Jagodę do szału. Plan zadziałał choć nie tego do końca chciała. Miała nadzieję, iż tylko podzielą się mieszkaniem i już. Ale… W sumie, tak choćby lepiej.

Nagle przyszedł ktoś do mieszkania. To Halina, która weszła na legalu, własnym kluczem.

Co pani sobie wyobraża?! oburzyła się Jagoda na widok niezapowiedzianego gościa.

Przyszłam do siebie, a gdzie Halina się roześmiała. Nie wiedziałaś? Mieszkanie jest moje.

Szklanka wypadła Jagodzie z ręki. Jak to?! Poświęciła tyle czasu dla tej kawalerki i wszystko na marne?

Artur, o co tu chodzi?! wrzasnęła histerycznie do męża.

O to, co słyszysz westchnął Artur. Mama zbierała latami, by odkupić mieszkanie od cioci Haliny

Ale wszystko wydała na wasze wesele! dokończyła Halina. Miałam jeszcze sporządzić akt darowizny dla waszego dziecka, ale teraz nie ma co o tym mówić. Macie trzy dni na wyprowadzkę. Jak nie, zadzwonię po policję.

****************************************************

P.S.

Artur został sam w kawalerce ciotki. Jagoda jeszcze tego samego wieczora zabrała manatki i oświadczyła, iż dziecko, to w sumie, wcale nie jego.

Idź do oryginalnego materiału