Julia była kobietą nowoczesną, przynajmniej starała się nią być. Zawsze wyglądała elegancko, co zawdzięczała swojej dobrej pracy w warszawskim biurze, gdzie szefowie ją bardzo cenili. Miała dwóch dorosłych synówstarszy, Marek, miał trzydzieści osiem lat, młodszy, Paweł, trzydzieści. Obaj założyli własne rodziny, a Julia doczekała się dwóch synowych.
Kobieta często powtarzała, iż jej synowe różniły się jak dzień i noc, podobnie zresztą jak synowie. Było to chyba całkiem naturalne. Starsza synowa, Grażyna, pochodziła z podlaskiej wsi. Julia, jako osoba pozbawiona uprzedzeń, nie kierowała się stereotypami o dziewczynach ze wsi i dziewczynach z miasta, jednak Grażyna sama zdawała się ucieleśniać typową wiejską prostotę.
Julia nigdy nie ingerowała w sprawy rodzinne swoich synów, przez co tak naprawdę nie wiedziała, jak układało się im z żonami. Jedyne, co wiedziała o małżeństwie Marka i Grażyny, to fakt, iż pobrali się, bo Grażyna zaszła w ciążę, a ich córka urodziła się pięć miesięcy po ślubie. Grażyna traktowała męża dość obojętnie, bardziej jak niezbędny element codzienności.
Do tego była osobą niezwykle trudną we współżyciu. Dzwoniła do teściowej tylko wtedy, gdy pojawiał się jakiś problem, bo należała do tych, co najchętniej narzekają. Nie utrzymywała bliższych kontaktów z innymi, bo większość nie była w stanie jej znieść.
Młodsza synowa, Jagoda, była zupełnie inna. Po ślubie gwałtownie zaprzyjaźniła się z Julią. gwałtownie też znalazła dzięki niej pracę w tym samym biurze. W pracy wszyscy chwalili Jagodębyła sumienna, sympatyczna, miała tylko kilku bliskich przyjaciół, z którymi spotykała się raz na jakiś czas.
Pewnego pochmurnego ranka Grażyna weszła niespodziewanie do biura teściowej. Julia przeczuwała, iż w rodzinie Marka źle się dzieje, ale nie zamierzała wtrącać się w ich sprawy. Tym razem Grażyna przyszła razem z młodszą siostrą.
Mamo, nie wytrzymam już dłużej wybuchła Grażyna z dramatycznym żalem. Mam dość! Decyzja zapadła: zostawiam twojego syna. Wynajmę mieszkanie w centrum, a jego niech trzyma się z daleka! Przysięgam, nie zamierzam dłużej znosić takiego życia.
Dzień dobry, Grażyno odpowiedziała Julia, z chłodnym spokojem. Doskonale wiesz, iż nie wtrącam się w wasze sprawy. Powiedz tylko, gdzie dokładnie chcesz wynająć mieszkanie i jak dzieci będą dojeżdżać do szkoły?
Zamierzam wynająć coś w samym sercu Warszawy. Grażyna spojrzała wyzywająco. Ale powiedz mi, jak mam płacić tyle złotych za czynsz? Przecież ceny mieszkań są szalone!
No właśnie w tej sprawie przyszłam! wykrzyknęła, patrząc na nią wyczekująco. Jako babcia jesteś zobowiązana mi pomóc. Należę ci się! Jesteś mi coś winna!
Grażyno, nie mam tyle pieniędzy odpowiedziała Julia powoli i z bólem. Ale jeżeli naprawdę ich potrzebujesz, poczekaj do wieczora. Przeleję ci tyle, ile mogę. Nie sądziłam, iż będziesz w takiej potrzebie.
Chodźmy już wtrąciła nerwowo siostra Grażyny, ciągnąc ją za rękaw. Widzisz przecież, iż matka zawsze stanie po stronie syna.
Zanim wyszły, za drzwiami pojawiła się przestraszona Jagoda, która obserwowała sytuację. Grażyna nie omieszkała skomentować, patrząc na nią ze złością:
Czego się patrzysz? Zobaczysz, ciebie spotka to samo! I tak ci nie pomoże, jeżeli będziesz potrzebować. Nie licz na nią.
Jagoda aż się wzdrygnęła na te słowa. Spojrzała pytająco na Julię, która odezwała się łagodnie:
Nie martw się, to tylko pieniądze. Wieczorem przeleję jej tyle, ile mogę, jeżeli rzeczywiście tak bardzo potrzebuje. Dzieci nie mogą przecież spać w akademiku. Nie wierz w każde jej słowo…
Tego dnia napięcie w biurze było wyczuwalne jak nigdy dotąd, a Julia jeszcze długo nie mogła odzyskać spokoju.










