Niewdzięczny Grześ

twojacena.pl 1 tydzień temu

NIEWDZIĘCZNY GRZESIEK

Rano mąż zadzwonił do Renaty prosto do pracy i oświadczył, iż zaraz po robocie idzie do Kowalskich świętować swoje zawodowe święto.
jeżeli chcesz, też wpadnij rzucił obojętnie, przekonany, iż ona i tak nie pójdzie, tylko zagłębi się w jakąś książkę albo przysiądzie do komputera.
No dobrze odpowiedziała równie bezbarwnie. Ale już na przerwie obiadowej pobiegła do Skarbca Renomy, żeby kupić Grześkowi prezent. W dziale perfumeryjnym kłębiły się kobiety.
Od razu w oko wpadł jej flakon eleganckiej wody kolońskiej na czarnym lśniącym kartoniku przystojniak w niedbale narzuconej marynarce, z bezczelnym spojrzeniem spod półprzymkniętych powiek i zawadiackim uśmieszkiem. Niczym żywy Grzesiek.
Ekspedientka uwijała się jak w ukropie pakowała prezenty w kolorową folię, przyklejała kokardki. I nagle podeszła jakaś starsza pani i powiedziała:
Ech dziewczynki, wy to im dajecie te pachnidła, a wąchać to będą inne, i na krawaty podziwiać będą nie wy.
Kobiety zgodnie się roześmiały, a Renata tylko pomyślała, iż całe życie adekwatnie tak wszystko dla Grześka, a on bardziej dla innych. Jak byli młodzi, kochała go do szaleństwa, a on tylko z łaską pozwalał. Na nauczycielskie zaoczne poszedł to ona mu po nocach prace pisała. Dzieci się pojawiły to ona na swoich barkach cały dom dźwigała.
W pierwszych latach czuła jeszcze jego wdzięczność. Potem przywykł do jej troski i traktował ją jak coś oczywistego. Choć z boku niby wszystko grało: dostatek, spokój, wzorowe i mądre dzieci. Dzieci wyjechały na studia, a Renata została z mężem. I nagle zorientowała się, iż w jej życiu czegoś brakuje.
Mama powtarzała jej to jeszcze dwie dekady temu: No zobacz na niego taki przystojny i dobrze o tym wie. Lubi się sobą zachwycać gadałam ci głupia zakochana. Przystojny facet to facet wspólny. Wszystkie będą za nim startować, a ty najmniej skorzystasz, mimo iż formalnie będziesz żona. Punkt pierwszy: niekochana żona. Punkt drugi ma już 43 lata. Punkt trzeci komu ona jeszcze będzie potrzebna
Renata podeszła do okna. Słońce grzało jak na przedwiośnie. Niedługo Dzień Kobiet przemknęło jej przez głowę. I co z tego? Znowu sama A życie, cóż, już prawie minęło Co mnie jeszcze czeka
Z podwórza doleciało radosne ćwierkanie, potem uporczywe stuknięcie w szybę. Renata opuściła wzrok po parapecie kroczył rozczochrany wróbel i zerkał na nią jednym, przekręconym oczkiem.
Oho, to pewnie jakiś znak pomyślała. W tej samej chwili zegar na ścianie walnął głośno jak młot.
No dobrze, czas jeszcze jest. Punkt pierwszy jeżeli nie jesteśmy kochane, to same się pokochamy! Trzasnęła drzwiami, zbiegła po schodach najpierw do fryzjera, potem do sklepu
Wpół do siódmej lustro aż zaniemówiło z wrażenia. Na komputerowym fotelu rozsiadła się lekko chwiejąc tajemnicza dama. Mała czarna, krótka fryzurka, nowocześnie rozczochrana, z trójkolorową grzywką, a oczy głębokie, z iskrą (kreska, cienie, rozmycie jak z tutorialu), usta ledwie dotknięte konturówką i błyszczykiem, już kusiły, pełne i kapryśnie wygięte.
Punkt drugi: po czterdziestce życie się zaczyna
Poszła na kuchnię, wróciła z kieliszkiem czerwonego wina. Stuknęła szkłem o lustro: Punkt trzeci a po co nam mąż, który nie docenia takiej kobiety?…
Co tu kryć do Kowalskich weszła lekko chwiejąc się na szpilkach godnych Anji Rubik. Wszyscy zdębieli, już kilka rąk rwało się, żeby pomóc zdjąć płaszczyk, podsunąć krzesło albo jabłuszko zaproponować. Och, naprawdę? Ach, wy tu z moim mężem siedzicie? Jakoś go nie zauważyłam
Chłop był kompletnie rozbity nagłym wtargnięciem, totalnie zdezorientowany i przytłoczony powszechnym podziwem.
Rano, próbując odzyskać kontrolę po wczorajszej klęsce, Grzesiek tonem pana domu stwierdził: Śniadania dziś nie będzie?
Tym razem jednak pomylił epokę albo jeszcze nie doszedł do siebie, bo obok już nie leżała dawniej pokorna podaj-podaj.
Obok słodko drzemała rozkapryszona, pewna siebie kobieta.
Nie podnosząc rozczochranej grzywki mruknęła leniwie:
A ty już zrobiłeś śniadanie, kotku?
Przeciągnęła się i zasypiając pomyślała: No widzisz, Grzesiu. Inaczej znowu wracamy do punktu trzeciego…To twoje święto się skończyło, a moje dopiero się zaczyna.

Grzesiek, pierwszy raz od lat, poczuł w żołądku nie głód, a maleńki, gryzący niepokój. Wąchał resztki jej zapachu na poduszce, słyszał cichy stuk obcasów za drzwiami i nagle dotarło do niego, czego zawsze był pewien iż Renata nie odejdzie, bo nie potrafi żyć bez niego to już wcale nie jest takie oczywiste.

W kuchni pod oknem przysiadł wróbel, śmielszy niż wczoraj. Grześkowi po raz pierwszy przeszło przez myśl, iż czas sam zabiegać o uwagę, nauczyć się w końcu doceniać rozczochrane grzywki i piękne, niedostępne po swojemu kobiety.

Renata stanęła w drzwiach, podniosła brew. Po raz pierwszy od wielu lat zobaczyła w oczach męża nie tylko zaskoczenie, ale i cień tej dawnej czułości, której tak jej kiedyś brakowało. Uśmiechnęła się do siebie i do świata.

Bo czasem wystarczy jeden rozczochrany wróbel, by zrozumieć, iż życie jej własne życie powoli się rozkłada skrzydła.

Idź do oryginalnego materiału