15kwietnia, sobota, 08:00
Zuzanno, już czas wstać! Dość leżenia! usłyszałem, przechylając się nad stołem w kuchni. Głowa waliła mnie, gardło bolało, nos był zatkany. Próba podniesienia się była niczym wstawanie z waty. Nie dziwiło mnie, iż Zuzanna zachorowała.
Cały tydzień paliło się upałem, a wczoraj pod wieczór nagle spadł śnieg z deszczem typowa wiosenna zmiana pogody. Nie dało się zamówić taksówki; w tych warunkach to logiczne. Zuzanna musiała dojeżdżać z pracy minibusem. Czekała pół godziny na autobus, który okazał się przepełniony. Z trudem wciśnięła się do środka, po czym musiała jeszcze przejść sporo metrów od przystanku.
Poprosiła mnie, żebym ją po drodze odebrał.
Zuzanko, jadę z Markiem do mamy. Będziemy późno, powiedziałem. Tak jak zawsze.
Zuzanna wróciła do domu późno, cała przemoczona i zmarznięta. Spojrzała na zegarek 8rano, sobota.
Wiktorze, przynieś termometr, proszę! poprosiła.
Co się stało? Zachorowałaś? zapytałem, zaskoczony. A co z śniadaniem?
Gotujemy sami? odpowiedziała, patrząc na mnie.
Co? Nie rozumiem A Marek?
Chłopak ma już 10 lat! Ty też jesteś dorosłym mężczyzną. Zróbcie jajecznicę, niech mu syn pomoże. Uczyłam go gotować, już chyba nie jest małym dzieckiem.
Ty uczyłaś go gotować? wykrzyknąłem.
Tak. Co w tym złego? Cały dzień zagląda w telefon, nic nie robi. wzruszyła ramionami Zuzanna.
Czy ty naprawdę myślisz, iż mężczyzna ma gotować? To nie nasza sprawa, to kobieca rola! wpadłem w złość. Dobra, jedziemy do rodziców, skoro nie masz nas w domu. Przyjedziemy jutro wieczorem.
Mężczyźni, gwałtownie spakowani, pojechali do rodziców. Zuzanna z trudem wstała, znalazła termometr, włączyła czajnik i zamyśliła się:
Dlaczego tak się stało? Gdzie zniknęła chwila, kiedy mogłem spokojnie przygotować nie tylko sobie, ale i jej posiłek, kiedy w chorobie dbaliśmy o siebie nawzajem? Kiedy wszystko się zmieniło? Czemu nagle wszystkie domowe obowiązki spadły na nią?
Termometr pokazał 39,2°C. Zuzanna wypiła lekarstwo i położyła się spać.
Po chwili obudził ją telefon. Dzwoniła mama:
Zuzanno, dlaczego nie odbierasz? Zwykle dzwonisz rano, martwiłam się o ciebie. powiedziała Wiktoria Aleksandrowna.
Mamo, lekko przeziębiona, wzięłam lekarstwo i znów zasnęłam westchnęła Zuzanna.
A gdzie jest Wiktor? Znowu z Markiem u mamy? zareagowała mama.
Wyjechaliśmy, żeby nie zarazić się odpowiedziała powoli córka.
Naprawdę w to wierzysz? Nie chcesz się przerabiać, bo sam będziesz musiał zmywać naczynia! wściekła się kobieta.
Mamo! chciała się bronić Zuzanna, ale nie uzyskała odpowiedzi. Wiedziała, iż nie ma sensu.
Nie krzycz! Mam prawo się denerwować. Dałam ci męża, nie niewolnicę! Zmierzyłaś temperaturę?
Tak, rano była wysoka. Teraz trochę lepiej, ale brakuje sił szepnęła.
Leż! Tata przyjedzie, podniesiemy cię na nogi! Nie masz leżeć sama. odłożyła matka telefon.
Zuzanna wstała cicho, umyła się, spakowała niezbędne rzeczy i laptopa, i już czekała na ojca.
Ojej! zadrżał tata, widząc córkę.
Co się stało, tato? przestraszyła się Zuzanna.
Ach, to ty! spokojnie wziął jej torbę. Myślałem, iż już nie zobaczę swojego życia! Bledniesz!
Tato, po co takie strachy? uśmiechnęła się i zapytała: Jedziemy?.
Jedziemy. Trzymaj się mnie, bo wiatr cię powieje. Nie wyglądasz najlepiej chudnąca, wyczerpana. Nie, córko, matka nie powinna cię oddawać w niewolę. Przepraszam, ale wyglądasz nieco przytłumiona. pomógł jej wsiąść do auta.
Nie kłóciła się, była zmęczona. Rodzice mieli ciepło, dobrą kuchnię i przyjemny nastrój. Wiktoria Aleksandrowna zadbała o Zuzannę, a pod wieczór poczuła się nieco lepiej.
Znowu zadzwoniła do mnie, by powiedzieć, iż nie będzie w domu. Odpowiedziałem z apatytą:
Co chcesz? Nie mogę ci przynieść lekarstw. Wypiłem piwo z tatą. A co? To sobota, oglądamy mecz. przekazałem telefon matce.
Zuzanno! Jesteś kobietą! Nie możesz pozwolić sobie na lenistwo, zostawiając mężczyzn głodnych! Co jest ważne w rodzinie? Żeby mężczyźni byli najedzeni, w cieple i nie przeszkadzali! Ty? Chorujesz, weź tabletkę i gotowe! złośliwie pouczała ją Ksenia Anatolijewna, sąsiadka.
Moją mamę, przechodząc obok, usłyszała i odebrała telefon:
Kochana Zuzanno! Mąż słaby? Nieudolny? Czy ma być ciepło, najedzony i nie dotykać? wyraziła oburzenie.
Dlaczego taki słaby? Rodzinna sprawa! Wszyscy faceci tacy są. odparła teściowa.
Co? Dzieci wyjechały, żeby nie martwić Zuzanny. przekrzyknęła Ksenia. Znaleźliśmy lekarstwa! Tylko leniwy. Zapomniała o mężczyznach! A oni to rodzina! Nic nie szkodzi, zajmę się swoimi chłopakami! dodała.
Wiktoria patrzyła w milczący telefon.
Córko, naprawdę tego potrzebujesz? Jesteś jeszcze młoda! To przesada. zareagowała matka.
Wtedy przybyła wiadomość od mnie:
Zuzanno, przelej trochę pieniędzy, brak mi do wypłaty. Wydawałem na Marka. Musiałem sam opłacić wszystkie opłaty i kupić mu rzeczy!
A wszystkie rachunki za mieszkanie i jedzenie płaciłam ja cały miesiąc. Dobrze? odesłała zaskoczona.
W porządku, mieszkanie twoje! gwałtownie przelej, idę do sklepu! nalegał.
Nie mam pieniędzy, wydałam na lekarstwa. skłamałam.
Co? Twoja choroba nas drogo kosztuje! Poproś rodziców. przyszedł nieoczekiwany pomysł.
Poproś swoją mamę. zdziwiła się Zuzanna.
Nie zrozumie, gdzie wydałem wypłatę. odparłem.
Ja też nie rozumiem. krótka odpowiedź.
Jestem dorosłym mężczyzną, mam własne potrzeby i wydatki. Nie muszę się przed tobą ani przed mamą tłumaczyć! Jestem w sklepie. Prześlij już teraz! gniewnie napisałem.
Nie prześlę! krótka odpowiedź.
W odpowiedzi dostałem, iż jestem skąpy, niewdzięczny, zły ojciec i żona. W końcu napisałam mamie:
Nie, mamo! Nie chcę tego już dalej.
Wieczorem i nocą mąż i teściowa rzucali do mnie kolejno gniewne wiadomości. Ja po prostu wyciszyłam dźwięk.
W niedzielę rano, przy wspólnym śniadaniu, mąż zadzwonił:
Zuzanno, zostajemy z Markiem u mamy. Ona nas kocha i troszczy się, w przeciwieństwie do ciebie. Mówiła, iż nie wiadomo, jaką będzie matką. Zostałeś nic nie znaczy! Kukułka! zakończył rozmowę.
No i super! Co powiesz? zapytał Igor Siergiejewicz, nasz sąsiad.
Widzę tylko rozwód! Nie chcę tego. patrzyłam na puszysty omlet z koperkiem. Postanowiłam.
Świetnie! Mamo, wyjeżdżam. Będę później. Może nie zdążę na obiad krzyknął tata, wychodząc z mieszkania.
Zuzanko, weź lekarstwa, wyłącz telefon i idź spać. Musisz odpocząć powiedziała ciepło mama. I zrobiłam, co radziła. Dziś jest niedziela, jutro do pracy. Mogę sobie zdrzemnąć.
Obudziłam się w południe, tata przyjechał.
Oto twoje klucze. Co chcesz wyrzucić, możesz podał mi nowe wiązanie kluczy.
Co? nie mogłam się połapać.
Zamieniłem zamki w twoim mieszkaniu, zebrałem rzeczy Wiktora i Marka i oddałem je teściowej. Możesz tu jeszcze mieszkać? Nie podchodź do telefonu. Bezpieczniej będzie. wytłumaczył tata.
W kuchni gotowała się zadowolona mama; od dawna marzyła o tym razem z ojcem. Nie wtrącali się córka miała sama przyjść do tego wniosku.
Zuzanna złożyła pozew o rozwód. Słyszała tyle krytyki: głupia, niszczy rodzinę, kukułka, niewdzięczna matka to dopiero najłagodniejsze określenia.
Mimo tego czuła się szczęśliwa po raz pierwszy od długiego czasu. Rozwód został załatwiony gwałtownie nie mieliśmy wspólnych dzieci ani wspólnego majątku.
Rok po ślubie Wiktor postanowił wziąć syna pod skrzydła zamiast płacić alimenty. Była to decyzja obojgu, ale nie zapytał Zuzanny o radę, nie ostrzegł jej. Nie zależało mu, iż Zuzanna i Marek nie dogadywali się, a chłopak psuł jej życie. Wiktor zapomniał, iż syn potrzebuje ubrań i opłat, iż mieszkanie, w którym trafił, to właśnie mieszkanie Zuzanny. Całe to przeoczył, choćby żonę. Dlaczego? Bo tak było wygodniej. On jest mężczyzną, ojcem!
A Zuzanna? Niewdzięczna? tak ją nazywano.
Sąd jednak ustalił sprawiedliwość. Wiktor, który sam organizował sprawę, został ukarany. Teraz mieszka z synem u swojej matki, która kontroluje wydatki i uczy go domowych obowiązków. Trzech mężczyzn to nie jeden, więc ciężko.
Zuzanna jest szczęśliwa! Kupiła sobie samochód, żeby nie chorować w złej pogodzie. Co dalej, w wieku 27 lat po ciężkim rozwodzie? po prostu kocha siebie.
**Lekcja:** nie pozwól, by tradycja i presja społeczeństwa zablokowały twoją własną wartość; dbaj o siebie i pamiętaj, iż prawdziwa siła tkwi w samodzielności.












