Nieurodziwa

newsempire24.com 22 godzin temu

Brzydka

Wczoraj, po porannej mgle, usiadłem w mojej ulubionej kawiarni przy ulicy Grodzkiej w Krakowie. Jak zwykle zamówiłem cappuccino i ptysia taki słodki rytuał przed długim dniem pracy. Przez okno sypał drobny śnieg, a życie toczyło się leniwie ulicą. Przede mną siedziały dwie dziewczyny wyglądały, jakby znały się od lat.

Słuchaj, ostatnio spotkałam nową dziewczynę mojego byłego zaczęła jedna z nich, obracając filiżankę. Serio, kompletnie bez wyrazu! Ciekawe, co w niej widzi?

Druga się roześmiała: Może świetnie gotuje, bigos, pierogi czy coś… albo w sypialni cuda wyczynia?

Daj spokój! Zerknij na jej zdjęcie na Fejsie. Ani urody, ani figury! zawtórowała pierwsza, pokazując coś na telefonie. Obie zarechotały cicho.

Zamarłem z łykiem kawy przy ustach. Przypomniały mi się słowa mojej mamy, które kiedyś podsłuchałem, gdy miałem jakieś siedem lat. Nasza Iwonka nie jest śliczna. Z twarzy nie dostała, niech się chociaż czynami upiększa. Te słowa zapadły mi w pamięć na długie lata.

Dorosła Iwona, moja przyjaciółka z dzieciństwa, zawsze bardzo dbała o swój wygląd. Choćby się starała nie wiem jak, w głębi duszy czuła się zbyt mało atrakcyjna. Mama często powtarzała: Główka do góry, córciu. Urodą nie błyszczysz, to musisz nadrobić rozumem. Ucz się, staraj, bo inaczej zostaniesz sama.

Całą podstawówkę wstydziła się swojej chłopięcej postury. Dopiero na studiach w Warszawie nauczyła się ubierać z klasą i malować. Znalazła choćby chłopaka. Ale choćby on żartował sobie z jej płaskiej pupy i stop wielkich jak kajaki. W końcu Iwona uznała, iż chyba nikt jej naprawdę nie pokocha. Pogodziła się z tym i żyła dalej swoim rytmem.

Po kawie i ptysiu pobiegłem do pracy. W południe miałem jeszcze wpaść do mojej bliskiej znajomej Magdy poproszono mnie, żebym nakarmił kota i podlał kwiaty. Magda wyjechała na dwa tygodnie do Egiptu, a jej mąż rzadko bywał w domu. A choćby jak się mijają, to Wojtek na Iwonę choćby nie spojrzy zaklinała Magda i wyruszyła na wakacje.

W mieszkaniu Magdy od razu wsypałem karmę śpiącemu Bazylowi, a potem zabrałem się za rośliny. Za ścianą sąsiad puszczał Dziwny jest ten świat Niemena. Zacząłem sobie podśpiewywać i nagle ogarnęło mnie jakieś szczęście. Otworzyłem okno, spojrzałem na zaspy śniegu i poczułem się lekki, jakby cały ten ciężar zniknął.

Nawet nie zorientowałem się, kiedy zacząłem lekko podrygiwać do muzyki, uśmiechając się do siebie i do tego wszystkiego, co mnie otacza. Wtedy nagle usłyszałem przesunięcie klamki.

Odwróciłem się i zobaczyłem w drzwiach dwóch mężczyzn. To był Wojtek, mąż Magdy a obok niego stał jego kolega, Marek. Obaj wyglądali na zaskoczonych. Przez głowę przeleciała mi tylko myśl: “Umarł w butach, wstyd na całą dzielnicę”.

Cześć, Iwonko. To Marek, mój znajomy. Wpadliśmy tylko po jakiś dokument zagaił Wojtek, uśmiechając się. Muszę powiedzieć, iż tańczysz pięknie, nie mogliśmy oderwać oczu. Przepraszamy, iż przeszkodziliśmy.

Ja… to… Magda poprosiła mnie… wydukałem, próbując zachować twarz.

Chciałem gwałtownie wyjść, ale nie zauważyłem, iż Bazyl zaplątał się pod nogami. Potknąłem się o kota i wylądowałem na podłodze. Przez chwilę zrobiło się ciemno…

Ocknąłem się już w szpitalnym łóżku.

Dzień dobry, czujesz się lepiej? Jestem Weronika, twoja współlokatorka z sali uśmiechnęła się miło. Masz lekkie wstrząśnienie mózgu, ale lekarz mówił, iż będzie dobrze. Przychodził tu też twój znajomy, taki wysoki z kwiatami, i kurier przyniósł ci paczkę.

Dziękuję zdołałem tylko wykrztusić.

Podszedłem do parapetu i otworzyłem torbę. W środku było trochę owoców, sok, no i ptysie pewnie od Magdy i Wojtka… Sięgnąłem po kwiaty i znalazłem karteczkę: “Iwonko, zdrowiej szybciutko. Taka sympatyczna dziewczyna jak Ty nie powinna leżeć w szpitalu. Zapraszam na wystawę kwiatów. Nie przyjmuję odmowy. Marek”.

Wcisnąłem twarz w białe chryzantemy i poczułem taki przypływ radości, iż zaraz z entuzjazmem przytuliłem Weronikę z łóżka obok

Piękno nie zawsze musi być krzykliwe i oczywiste. Każdy z nas jest na swój sposób wyjątkowy. Często to, co najpiękniejsze, rodzi się gdzieś w głębi i cicho rozświetla świat wokół. Dziś wiem, iż warto doceniać siebie takim, jaki się jest.

Idź do oryginalnego materiału