Nieprzyjemna prawda

polregion.pl 2 tygodni temu

Nieurodziwa wybuch Głośny huk Ciemność Ciemność

W końcu ciemność zaczęła się rozpraszać. Rozległ się głos:
Pani Grażyna Władysławówn, to ratownik, coś wybuchło.

Przez ból poczułem na szyi dotyk ręki. Próbowałem otworzyć oczy. Udało się ledwie. Przed oczami błysnął wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi znakami zodiaku Twarz kobiety w białym fartuchu przyglądała się mi.

Na salę operacyjną! rozległ się głos tuż obok.

Rodzice wrócili z pracy. Matka od razu pobiegła do kuchni, zaglądając do pokoju, gdzie syn odrabiał lekcje. Dawid wszedł do pokoju i od razu zauważył, iż nastrój chłopca nie jest najlepszy.

Tomek, co się stało? ojciec pogłaskał go po głowie.

Nic, mruknął chłopiec, uczeń czwartej klasy.

Dobra, mów!

Już za chwilę Dzień Kobiet. Nauczycielka zatrzymała nas dzisiaj i powiedziała, iż musimy zrobić prezenty dziewczynom.

No i w czym problem? uśmiechnął się ojciec.

Mamy chłopców i dziewczyny po równo. Nauczycielka rozdzieliła, kto komu ma dać prezent, westchnął ciężko Tomek. Dostałem nieurodą, Grażynę Nowak.

Każda dziewczyna chce dostać prezent na Dzień Kobiet, choćby nieurodziwe, ojciec próbował rozmawiać z synem jak z dorosłym. A jak ona rozdzielała? Alfabetycznie?

Czy według znaków zodiaku?

Co to znaczy? nie wytrzymał i znów się uśmiechnął.

Według kompatybilności. Grażyna to Panna, a Panny najchętniej pasują do Byka. A ja właśnie jestem Bykiem.

To dobrze, iż do siebie pasujecie! Może jeszcze się w niej zakochasz.

Ja?! W Grażynie Nowak?!

Ojciec roześmiał się głośno. Do pokoju wpadła matka:
Co tu się dzieje?

Grażyno, chodź do kuchni, ojciec przybrał surowy ton. Musimy poważnie porozmawiać.

Gdy matka wyszła, Tomek smutnym głosem zapytał:
Tato, co teraz mam zrobić?

Przygotować prezent!

Jaki?

Jutro w pracy zrobię prezent dla twojej wybranki.

Tato, co ty możesz zrobić? Pracujesz w fabryce.

Tak! Pracuję w galwanice. Produkujemy wszystkie rodzaje pokryć metalowych.

Tato, nie rozumiem.

Jutro zobaczysz!

***

Następnego dnia ojciec przyniósł wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wyglądał na złoty. Na jednej stronie wygrawerowano dwa znaki zodiaku Byk i Panna, a po drugiej drobnym, ale eleganckim pismem:
Mojej koleżance Grażynie na Dzień Kobiet! Dawid.

O, jak pięknie wyglądał ten wisiorek! Gdy matka zapakowała go w foliowy woreczek, wyglądał jeszcze wspanialej.

***

Wreszcie nadszedł ósmy marca. Nauczycielka nie zamierzała prowadzić lekcji. Najpierw uczniowie wręczyli jej prezent, a ona długo dziękowała. Potem ogłosiła, iż chłopcy mają obdarować dziewczęta.

Zaczęło się! Wszyscy chłopcy rzucili się do swoich wybranków. Tomek podszedł do Grażyny Nowak i wypowiedział, jak nauczył go tata:
Grażyno, życzę Ci wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet! Może kiedyś los połączy Byka i Pannę.

Po wymówieniu wyuczonej frazy Tomek wrócił na swoje miejsce, nie zdając sobie sprawy, iż właśnie podbił serce tej nieurodziwej, według niego, dziewczyny.

Wkrótce rodzice Grażyny przeprowadzili się do innej dzielnicy, a sama Grażyna od piątej klasy poszła do innej szkoły.

***

Andrzej Gonciarz otworzył oczy. Biały sufit szpitalnego pokoju. Spróbował poruszyć rękami i nogami działała tylko lewa ręka.

Gdzie ja jestem? zapytał, nie wiedząc do kogo.

Usłyszał stukot i podszedł do łóżka pielęgniarka w białym uniformie, spojrzała na niego i zapytała:
Czyżbyś się obudził? Jesteś w oddziale chirurgii ratunkowej.

Czy mam wszystkie kończyny? spytał cicho.

Wszystko jest na miejscu, odmówiła, podając mu dobrą nowinę. Tylko odgarnąłeś się od góry po całym ciele.

To dobrze, iż wszystko jest w porządku.

Podeszła pielęgniarka i zapytała troskliwie:
Jak się czujesz?

Co ze mną? odparł Andrzej, pytając pytanie w odpowiedzi.

Życia Ci nie zagraża. Ręce i nogi będą działać. Po kilku małych szmachach przeżyjesz, podniosła telefon. Mama chciała zadzwonić, gdy się obudzisz.

Synku, rozległ się przez łzy głos matki.

Mamo, wszystko w porządku, starał się brzmieć jak najodważniej. Mówią, iż tylko małe szmachy nas czekają. Niedługo mnie wypiszą.

Nie mogę zostawić Cię nocą. Zaraz przyjdę.

Mamo, nie martw się! Położył telefon przy sobie, uśmiechnął się do pielęgniarki:
Dziękuję!

Niedługo już Cię nie wypiszą, uśmiechnęła się pielęgniarka. Będziesz jeszcze trzy tygodnie leczyć. To pewne!

Co się stało? zapytał współpacjent, gdy pielęgniarka wyszła.

Jestem ratownikiem. W fabryce wybuchły balony ciśnieniowe, zaczął przypominać sobie Andrzej. Wezwano nas. Będziemy pierwszymi przybyć. W pokoju było trzech rannych. Wpadliśmy, balony pękały, ogień rozprzestrzeniał się. Pomagaliśmy rannym Wyszedłem ostatni. Gdy stałem przy drzwiach, kolejny balon wybuchł Nie pamiętam dalej.

Tak, to twoja wina, odezwał się głos pielęgniarki. Przychodzi kolega z pracy.

Wszedł kolega, podbiegł do jego łóżka:
Cześć, Tomku! Jak lecisz?

Ręce i nogi w całości! odpowiedział optymistycznie. Tylko lewą ręką jeszcze mogę się przywitać!

No, spoko!

Co się stało dalej?

Wychodziliśmy, kiedy wybuchł kolejny balon. Zabraliśmy cię z powrotem byłeś cały w krwi lekarze już byli przy tobie

Dzięki!

Tomku, o czym ty mówisz? nagle przyjaciel się uśmiechnął. Chcą nas nominować do medali.

Wypiszą mnie jeszcze.

Dobra, idę. Teraz przyjdzie obchód. Pielęgniarka powiedziała, iż nie potrwa długo.

Niedługo po wyjściu przybył lekarz, mężczyzna w czterdziestce:
Jak się czujesz, bohaterze? podszedł do łóżka.

Normalnie.

Skoro już rozmawiasz, to będziesz żył. Daję Ci przegląd!

Czy mnie oszukujesz? spytał Andrzej. Nie, pani Grażyna Władysławówna, przyjdzie za dwa dni.

***

Dwa dni później Andrzej próbował wstać. Ból w nogach wciąż był silny, a prawy ręka była rozcięta. Na ciele miał jeszcze dziesięć siniaków. Dwa na twarzy od wybuchu, prawą rękę zdołał wystawić przed siebie. Spojrzał w lustro twarz wciąż spuchnięta.

Dzisiaj miał przyjść lekarz, który dwa dni wcześniej pięć godzin zszywał go na sali operacyjnej. Andrzej trochę się denerwował.

Weszła młoda, szczupła lekarka w okularach, które nie psuły jej wyglądu, a biały fartuch pasował idealnie. Andrzej miał dwadzieścia siedem lat i był żonaty, ale po sześciu miesiącach rozwiedli się charakter ich nie zgadzał się, a była mu nie podobała się pensja byłego męża.

Dzień dobry! przywitała się i podeszła do łóżka.

Dzień dobry! Czy to Pan mnie zszywał?

Tak, coś nie tak?

Wprost przeciwnie, wszystko w porządku! Dziękuję bardzo!

Proszę, obejrzę Pana!

Uklękła nad nim Przed oczami pojawił się wisiorek z znakami zodiaku, zwisający z jej szyi:
Grażyna Nowak!!! wykrzyknął.

Lekarka spojrzała uważnie na jego spuchniętą twarz.

Przepraszam! powiedziała, nie rozpoznając go.

Jestem Bykiem wskazał na wisiorek.

Tomasz Gonciarz? jej usta drgnęły. Pamiętasz mnie?

No cóż, Grażyno? zobaczywszy łzy w jej oczach, położył dłonię na jej rękę.

Przepraszam! wyciągnęła chusteczkę i otarła łzy. Nigdy nie myślałam, iż tak się spotkamy.

***

Od tego dnia Grażyna nie wchodziła już do jego sali. Andrzej jednak wiedział, iż ich grafiki są podobne: dzień, noc i dwa wolne weekendy. Nie chciał wyglądać przed nią bezradnie. Cały następny dzień starał się chodzić po sali, opierając się o łóżka, kilka razy trzymając się ściany, by wyjść na korytarz.

Wieczorem lekarz ze zmiany popołudniowej odszedł, a przyszła nocna zmiana słychać to było w korytarzu. Rozpoczął się obchód Nagle krzyki, pośpieszne kroki w korytarzu. Tak bywa, gdy przewożą kolejnego rannego.

Już po dziesiątej godzinie weszła pielęgniarka, wyłączyła światło w sali. Nie mogła zasnąć. Po północy w korytarzu usłyszał kroki, które nagle ucichły, a w tej ciszy Andrzej poczuł, iż ktoś płacze. Wstał i powoli wyszedł na korytarz.

Za biurkiem recepcji siedziała, przygarbiona, jego była koleżanka z klasy. Podszedł i położył zdrową rękę na jej ramieniu:
Grażyno!

Ona wpadła w jego ramię:
Operowałam kobietę, która wpadła pod samochód, szlochając, opowiadała. Zrobiłam wszystko, co mogłam Teraz jest w reanimacji, nie ma szans. Ma dwoje dzieci mąż siedzi przy niej w sali

Spokojnie, Grażyno!

Trzy lata pracuję jako chirurg i wciąż nie mogę przyzwyczaić się, iż ludzie odchodzą.

Spokojnie, spoko! Taka nasza profesja. Przez pięć lat widziałem tyle zgonów, ale też uratowaliśmy wiele żyć, westchnął Andrzej. To dlatego żona mnie zostawiła. Mówiła, iż nie wracam do domu, bo mało zarabiam. Mam czterdzieści lat, a wciąż żyję.

Ja mam to samo, spojrzała mu w oczy. Patrzą na mnie jak na szalonego. przez cały czas nie wyszłam za mąż, mieszkam u rodziców.

No, mamy dopiero dwadzieścia siedem lat, przed nami całe życie.

Nie, Tomku, mamy już dwadzieścia siedem lat.

Pani Grażyna Władysławówn, jej puls spada, krzyknęła zdesperowana pielęgniarka.

Przepraszam! i Grażyna ruszyła do reanimacji.

Tej nocy Andrzej nie zasnął. Rankiem pielęgniarka, jak zwykle, przyniosła mu kawę.

Czy kobieta, której dzisiaj operowano, żyje? zapytał nagle, choćby sam siebie zaskakując.

Żyje, ale stan jest krytyczny.

***

Trzy tygodnie później rany Andrzeja się zagoiły. Z Grażyną spotykali się w jej zmianach, a on coraz bardziej przyciągany był do niej. Jednak oddział chirurgii ratunkowej nie jest miejscem na prywatne rozmowy. Podczas jednego z porannych obchód lekarz ogłosił:

Dzisiaj wypisuję pana, czyli z oddziału. Następnie pójdzie pan do przychodni, a tam zdecydują, ile jeszcze zostanie pan w szpitalu.

Mogę się pakować!

Tak, tak! Nie spiesz się. Zaraz zrobią wypis.

Gdy lekarz wyszedł, Andrzej ogolił się. Patrząc w lustro, zauważył, iż dwa pozostałe szmachy nie psują już twarzy, a wręWreszcie, po latach rozdzielonych szpitalnymi korytarzami, Andrzej i Grażyna spotkali się przy zachodzącym słońcu na ławce przy parku, trzymając się za ręce i w końcu pozwalając, by ich losy połączyły się tak, jak kiedyś obiecał los, gdy wisiorek zdradził ich znakowy przeznaczenie.

Idź do oryginalnego materiału