Niech sobie idą! Nie jestem żadną usługą. Szczere wyznania 52-letniej Grażyny o mężczyznach, których poznała po pięćdziesiątce
Dziś był długi wieczorny telefon od mojej przyjaciółki Grażyny. Po ponad dziesięciu latach postanowiła wrócić do randkowania. Miała nadzieję, iż spotka ciekawych ludzi, a dostała dziesięć solidnych lekcji o tym, jak naprawdę wyglądają dojrzałe relacje. Powiem wprost: to zupełnie nie to, co sobie wcześniej wyobrażałyśmy.
Albo naprawdę kocham samotność, albo ci faceci żyją w jakimś swoim alternatywnym świecie. Inaczej się nie da tego wytłumaczyć usłyszałam w słuchawce głos jej, lekko już zmęczony, ale pełen ironii.
Znamy się ponad dwadzieścia lat. Grażyna zawsze potrafiła żartować z siebie i ze świata, nie dramatyzowała, nie robiła z igły widły. Znajomi ją namówili: Spróbuj, najwyższy czas, może akurat się uda. Długo się opierała, ale się dała przekonać. W ciągu pół roku dziesięć spotkań. Każde jak osobny odcinek sitcomu, choć nie zawsze było do śmiechu.
Pierwsze wrażenie: pasujesz mi?
Wszystko zaczęło się zwyczajnie. Kawiarnia, menu, rozmowa przy kawie. Mężczyzna studiował kartę tak długo, jakby to był raport finansowy jego firmy. W pewnym momencie westchnął głęboko i wypalił:
Wie pani, ja bez porządnego rosołu w niedzielę jakoś sobie życia nie wyobrażam.
Grażyna skinęła głową; sądziła, iż to taki żart. Ale gwałtownie rozmowa skręciła w dziwną stronę. Okazało się, iż jego była nigdy nie umiała dobrze pościelić łóżka i teraz szuka kobiety z porządnymi rękami i głową na karku. Z naciskiem właśnie na ręce.
Grażyna się zastanawiała: kiedy temat poszewek i prześcieradeł stał się standardem na pierwszych randkach?
Wykład o tym, kim powinna być kobieta
Drugie spotkanie zaczęło się jak zwyczajna rozmowa, a potem zamieniło się w jednostronny wykład. On mówił, jak kobieta powinna się zachowywać: wspierać, dbać o dom, być mądra i cierpliwa. O ile to ostatnie brzmiało choćby nieźle, to szczegóły powaliły Grażynę.
Pan opowiadał o swoim nadciśnieniu, pokazał całą teczkę wydrukowanych diet i zapytał, czy potrafi gotować dania na parze i lekkie zupy. Miała wrażenie, iż szuka raczej pielęgniarki lub kucharki i to według konkretnego grafiku.
On mówił o uczuciach tak, jakby cytował instrukcję obsługi od odkurzacza opowiadała mi Grażyna. Punkt po punkcie, żadnych emocji.
Nie zaiskrzyło.
Mądrość, której nie ma
Trzecia historia zaczęła się od zdania, które długo zostanie mi w pamięci:
Proszę tylko ze mną nie dyskutować. W naszym wieku to kobieta powinna być mądrzejsza.
Tego już było za wiele.
A co konkretnie z pana mądrością? spytała bez ogródek.
Odpowiedź była nijaka, ale sens jasny: najbardziej na świecie chciałby mieć w domu święty spokój. Czyli, żeby kobieta kiwnęła głową, przytaknęła, zrobiła herbatę i nie zadawała trudnych pytań. Żadnych kłótni, żadnego partnerstwa czy równouprawnienia. Za to jasne zasady jak trzeba prawidłowo żyć.
Grażyna już wiedziała on szuka nie partnerki, tylko idealnej zgody na wszystko.
Szukam nie żony, a mamy
Czwarty kandydat choćby nie próbował owijać w bawełnę:
Potrzebuję opieki. Troski, jaką miałem w dzieciństwie. Takiej prawdziwej, jak od mamy.
I dalej szczegóły: jakiego lubił sernika, w jaki sposób układa mu się skarpety w szafie, jakie papcie są najwygodniejsze. Zero żartów.
Grażyna myślała tylko o jednym on nie chce kobiety. Potrzebny mu serwis powrót do dzieciństwa z dowozem do domu.
Rozmowa rekrutacyjna zamiast randki
Piąte spotkanie przypominało rozmowę kwalifikacyjną do pracy. Pan zadawał kolejne pytania:
Często pani choruje?
Kto mieszka blisko z rodziny?
Praca pewna, wynagrodzenie stabilne?
Grażyna śmiała się, gdy mi o tym opowiadała, ale czułam w tym zmęczenie. Zamiast kim jesteś?, słyszała wyłącznie co możesz mi dać?. To nie były randki, tylko testy zgodności z wymaganiami.
Co z tymi facetami jest nie tak?
Po dziesiątym spotkaniu Grażyna zadzwoniła i powiedziała już bez emocji:
Oni nie szukają związku. Im potrzeba niezawodnego systemu usług domowych. I już.
Zero pretensji. Po prostu stwierdzenie faktu.
Panowie po pięćdziesiątce boją się samotności, ale jeszcze bardziej zmian. Potrzebują gwarancji wygody. Najlepiej by mieć opiekunkę, kucharkę i psycholożkę w jednej osobie i żeby jeszcze była wdzięczna, iż została wybrana.
Zapytała czasem:
A co ja z tego będę miała?
Zero odpowiedzi. Tylko zdumienie: A co? Przecież jestem mężczyzną! To nie wystarczy?
Czy wszyscy tacy są? Czy pozostało nadzieja?
Grażyna często mi mówi:
Wiem, iż nie wszyscy faceci są tacy. Są mądrzy, ciekawi, dojrzali Ale oni są już zajęci. Mają rodziny.
Nadal nie straciła wiary. Po prostu zmieniła się ona. Lepiej pilnuje granic. Ma żelazną zasadę: nie będzie nikomu usługiwać. Nie sprzeda własnej godności za obietnicę czułości. Nie będzie się starać przypodobać za wszelką cenę.
Dalej śmieje się z historii o panach z ogromnymi oczekiwaniami, ale ten śmiech ma w sobie siłę. Nie będzie żyła cudzym życiem w zamian za iluzję bliskości.
Podsumowanie
Dziesięć randek to nie porażka. To doświadczenie. Lekcja wyborów. Przede wszystkim wyboru samej siebie.
Grażyna odkryła najważniejsze: wolność bycia sobą jest cenniejsza niż związek, który jest jedynie systemem jednostronnych usług.
Miłość nie odbija się w grafiku. Przychodzi, gdy wiesz, iż nie przyjmiesz nic poniżej szacunku, zainteresowania i wzajemności.
Czas nauczyć się wybierać inaczej. I nie zgadzać się nigdy na rolę służby w żadnym wieku.












