„Niech leci sama. Może ją tam porwą” – mruknęła teściowa Duszny, letni wieczór przed urlopem miał b…

polregion.pl 3 dni temu

Niech leci sama. Może ją tam ktoś porwie zmarszczyła brwi teściowa.

Duszne popołudnie tuż przed urlopem, które powinno pachnieć ekscytacją i miłymi przygotowaniami, w mieszkaniu Antoniego i Danuty zamieniło się w pole minowe. Pośrodku salonu, niczym pomnik niepokoju, stała Zofia Lewandowska, teściowa w dłoni ściskała pilot od telewizora.

Nie pozwolę! W głowach wam się poprzewracało? w jej głosie, nawykłym do wydawania poleceń (emerytowana nauczycielka), zadźwięczała stal.

Na ekranie zatrzymał się kadr z kolejnego programu interwencyjnego: ponura prezenterka na tle czerwonej mapy Azji Wschodniej rysowała groźne strzałki.

Danuta, pakująca walizkę z niezwykłym spokojem w tej atmosferze, tylko westchnęła. Znała ten spektakl aż za dobrze. Antoni, z miną zmęczonego rozjemcy, próbował coś powiedzieć.

Mamo, już wystarczy tych bzdur! Jedziemy do normalnego hotelu, przez biuro podróży

Bzdury?! Zofia aż machnęła ręką, a pilot prawie poleciał w ścianę. Ty, Antoni, przejrzyj na oczy! Ona cię na zatracenie prowadzi! Do Tajlandii tam co drugi to handlarz żywym towarem! Wyślą cię po piwo do jakiejś bocznej uliczki i już nie wrócisz! Nerki ci powycinają, wątroba do lodówki i po wszystkim! A ją teatralnie wskazała Danutę ją sprzedadzą do burdelu! W telewizji był reportaż! Widziałam na własne oczy!

Danuta przestała pakować. Spojrzała na Zofię, zaskoczona, i wytrzymała ciszę, której Antoni nigdy by nie zdzierżył.

Pani Zofio głos Danuty był spokojny, choć stanowczy. Naprawdę pani w to wierzy? Że każdy Taj to mafiozo i transplantolog w jednym?

Nie kpij ze mnie! Fakty są oczywiste! W telewizji pokazali! Ludzie jadą za tanią egzotyką, a potem rodzina dostaje ich nerki w słoiku po ogórkach!

Antoni ukrył twarz w dłoniach.

Mamo, to się puszcza dla emerytów, którzy lubią się bać. Tak się ich przy ekranie trzyma. Tam jeżdżą miliony turystów

A tysiące ginie bez wieści! odgryzła się Zofia. Bilety już kupione, Danuta? Oddajecie chociaż?

Kupiłam. I nie oddaję odparła Danuta. Dwa lata na to odkładaliśmy. Czytałam opinie, fora, rezerwowałam przez sprawdzonego operatora. W hotelu, a nie w slumsach. Zwiedzamy, plaża w Pattayi, tajskie jedzenie…

Jeszcze się czymś otrujecie, kto wie co tam do tych zup tajskich wrzucają mruknęła Zofia. Antoni, zlituj się, nie jedź! Niech ona sama leci. Ryzyko jej sprawa. Zostaniesz zdrowy. Matka czuje nieszczęście.

Znowu zaległa ciężka cisza. Wreszcie Danuta powiedziała coś, co widocznie rosło w niej od dawna.

Dobrze, niech pani ma rację, pani Zofio. Ryzyko to rzecz dla odważnych. Polecę sama.

Danuta! Co ty? oniemiał Antoni.

Słyszałeś mamę. Ma złe przeczucia. Nie wezmę odpowiedzialności za twoje nerki i wątrobę. Zostań z mamą. Popijecie herbatę i pooglądacie programy sensacyjne. A ja uśmiechnęła się lodowato a ja ruszam do tego piekła sama.

Zofia była zarazem triumfująca i oszołomiona. Miała, czego chciała ale nie przewidziała, iż Danuta pójdzie na przekór wszystkim jej strachom.

I dobrze rzuciła już słabiej. Sama sobie szuka kłopotów.

Antoni próbował jeszcze przekonywać żonę, ale Danuta była nieubłagana. Tej nocy spali tyłem do siebie, każde zatopione w milczeniu.

Może zmienisz zdanie? rzucił Antoni.

Nie! odpowiedziała krótko.

*****

Samolot ląduje w Bangkoku, Danutę natychmiast otula fala gorącego, wilgotnego powietrza.

Strach? Nie, tylko zmęczenie i ciekawość. Przez pierwsze dni zwiedza ulice pełne uśmiechniętych ludzi, zachwyca się świątyniami, je uliczne specjały.

Nikt choćby nie próbuje sięgnąć do jej portfela, nie mówiąc o porwaniu. Sprzedawcy na targach tylko mrugają porozumiewawczo i próbują zbić kilka batów z ceny.

Wysyła zdjęcie na rodzinną grupę z Antoniem i Zofią (ta wymogła dodanie jej do chatu): Danuta z uśmiechem i koktajlem w dłoni na tle lazurowego morza. Podpis: Organy na miejscu. Do niewoli jeszcze nie zaprosili. Pozdrawiam!

Antoni odpisuje serduszka. Zofia tylko czyta, nic nie pisze.

Później Danuta jedzie na północ, do Chiang Mai. W kameralnym pensjonacie, prowadzonym przez starszą Tajkę imieniem Nook, uczy się przyrządzać pad thai. Nook, mówiąca kulawym angielskim, okazuje się podobna do Zofii. Tak samo martwi się o córkę, która wyjechała do pracy do Seulu.

Jest tam sama, zimno tam, ludzie nieuśmiechnięci, jedzenie dziwne żali się Nook, energicznie mieszając makaron. W telewizji mówili, iż u nich radioaktywne powietrze i wszyscy wredni!

Danuta patrzy na jej zmartwioną twarz i zaczyna się śmiać. Tak długo, aż łzy staną jej w oczach.

Nook patrzy zdezorientowana. Wtedy Danuta, gestami oraz pokazując zdjęcia w telefonie, wyjaśnia jej o Zofii, o telewizji, o organach i handlarzach.

Tajka słucha, oczy robią się wielkie ze zdziwienia, po czym ona także wybucha śmiechem.

Ach, te nasze mamy! woła. Wszędzie tak samo! Boimy się tego, czego nie znamy. Telewizja tutaj też bajki pokazuje!

Wieczorem, na werandzie pod gwiazdami, Danuta dzwoni nie do Antoniego, tylko wprost do Zofii, na wideorozmowę.

Zofia wygląda na zmęczoną i podejrzliwą.

No i co? Żyjesz? pyta bez ogródek.

Jeszcze żyję, wszystko na swoim miejscu. Proszę spojrzeć.

Danuta obraca kamerę na stole herbata, owoce, obok Nook szczerze się uśmiecha.

Cześć! woła radośnie po polsku. Twoja synowa porządna dziewczyna! Dobrze gotuje! Nie martw się, pilnuję jej! Żadnych handlarzy organami! śmieje się, obejmując Danutę.

Zofia milczy, patrzy na Nook, potem na opaloną twarz Danuty.

I… i wszystko u ciebie na miejscu? pyta już mniej pewna.

Wszystko mam uśmiecha się Danuta. I lepszy apetyt nawet. Pięknie tu, ludzie cudowni. Nook się martwi o swoją córkę w Korei, bo w telewizji mówią, iż tam strasznie.

Zapada cisza.

Daj mi ją, tę Nook nagle mówi Zofia.

Danuta przekazuje telefon. Obie kobiety, rozdzielone tysiącami kilometrów i kultur, wymieniają uwagi przez dobrych dziesięć minut.

Nie rozumieją słów, jednak wydają się świetnie dogadywać. Nook kiwa głową i śmieje się, Zofia najpierw marszczy brwi, potem jej twarz łagodnieje.

Podsam koniec rozmowy Zofia choćby próbuje się uśmiechnąć niezdarnie, ale szczerze.

Po rozłączeniu Antoni wysyła Danucie SMS-a: Mama właśnie wyłączyła telewizor. Powiedziała: 'Mam dość tej paniki.’ i spytała, kiedy wrócisz.

Danuta nie odpisuje od razu. Patrzy na gwiazdy nad Chiang Mai. Wysyła jeszcze jedno zdjęcie: ona z Nook, uśmiechnięte, objęte, i taki opis: Mam sojuszniczkę. Jutro lecę na paralotni. Nerki zdrowe, ściskam.

Podróż powrotna mija szybko. Na lotnisku czeka Antoni, a nieco dalej Zofia z bukietem niezdarnie dobranych, kolorowych astrów.

Nie rzuca się na szyję, ale i nie wywołuje awantury. Wręcza kwiaty, chrząkając.

No, i co, cała wróciłaś?

Jak widać. Żadnych nowych właścicieli

No już mruknęła Zofia i skrzywiła się. Opowiesz, jak tam Ta twoja Nook żyje?

W drodze do domu Danuta snuje opowieści o świątyniach, jedzeniu, serdeczności ludzi i zabawnych momentach.

Zofia słucha, czasem dopytuje. W salonie telewizor milczy.

Na jego ciemnym ekranie odbijają się trzy sylwetki: mąż obejmujący żonę i teściowa, która najwyraźniej postanowiła patrzeć na świat nie przez pryzmat telewizyjnych strachów, ale przez oczy kogoś, kto wrócił z piekła nie tylko cały, ale i szczęśliwy.

Wieczorem, przy herbacie, Zofia nieśmiało rzuca:

W przyszłym roku jeżeli będziecie chcieli może i ja się z wami wybiorę? Tylko nie do jakiś dzikich miejsc

Antoni i Danuta wymieniają rozbawione spojrzenia. Nie spodziewali się, iż Zofia spojrzy na świat z innej perspektywy.

Jednak dwa dni później przychodzi podekscytowana:

Nie jadę nigdzie! Danuta, tobie to się po prostu poszczęściło! Widziałam właśnie w telewizji znowu ludzi z niewoli wyciągali!

Jak uważasz Danuta wzrusza ramionami.

Antoni, ty też siedź w domu. Po Polsce można pojeździć i zobaczyć cuda powiada Zofia poważnym tonem.

Syn tylko kręci głową, wiedząc, iż z mamą nie sposób wygrać tej dyskusji.

Idź do oryginalnego materiału