Nie tych spotykamy, nie za tych wychodzimy – O drodze przez życie, rodzinnych losach i trudnych wybo…

polregion.pl 2 dni temu

Nie tych spotykamy, nie za tych wychodzimy

Droga życia nie jest łatwa, od przeznaczenia nie da się uciec. Każdy z nas ma swój los, swoją prawdę życiową. Wiesia wychowywała się w rodzinie, gdzie rządziły kobiety. Królestwem tego nazwać trudno, bo mieszkały we własnym domu na wsi. Ogródek, drewno na opał, woda ze studni, gospodarstwo, praca nie do przerobienia.

Babcia Felicja mieszkała w tej wsi od lat sama, owdowiała młodo. Jej córka Jadwiga też samotna, ojciec Wiesi zostawił je, gdy dziewczynka miała dwa lata. I tak trwało kobiece królestwo. Wiesia od najmłodszych lat umiała wydoić krowę, pielić grządki, nauczyła się też gotować proste potrawy.

Felicja, dobrze po pięćdziesiątce, wróciła pewnego wieczoru zmęczona z pracy w PGR-ze i westchnęła:

Jadwiga, córko, wszystko mi się już przejadło

Mamo, co się dzieje? spytała Jadwiga, a jej wnuczka Wiesia przybiegła zaciekawiona.

Po prostu mam już dość tej harówki, wybierania gnoju z obory. Czy nie należałaby nam się inna przyszłość? mówiła, kładąc swoje spracowane, żylaste dłonie na kolanach.

I co proponujesz, mamo?

Sprzedajmy wszystko i przenieśmy się do miasta. Całe życie trochę odkładałam, kupimy sobie mieszkanie.

Babciu, bardzo chcę, bardzo! podskakiwała uradowana Wiesia. Do miasta, do miasta!

Tak też zrobiły. W Łodzi mieszkał brat Felicji, Stanisław zatrzymały się u niego.

Damy wam pokój na początek krzątała się jego żona. Jak znajdziecie mieszkanie, to się wyprowadzicie.

Rodzina potraktowała je serdecznie, pomagała się urządzić. Jadwiga już po kilku dniach zaczęła szukać mieszkania, także Stanisław dopytywał znajomych. W końcu znalazły lokum i się przeprowadziły.

Przydałby się remont wzdychała Felicja ale wszystkie oszczędności poszły na mieszkanie. Jakoś z czasem zrobimy.

Racja mamo odparła Jadwiga. A ja już jutro zaczynam pracę w piekarni. Musimy tylko Wiesię zapisać do szkoły, za miesiąc kończą się wakacje. Niedaleko jest szkoła, akurat mi po drodze do pracy.

Dobrze, my z Wiesią pójdziemy ją zapisać, ty nie będziesz miała czasu odparła Felicja.

Wiesia została przyjęta do szóstej klasy w szkole, rzeczywiście niedaleko domu. Cieszyła się z nowego środowiska.

Babciu, bardzo chcę uczyć się w miejskiej szkole, postaram się! obiecywała.

Wieczorem, gdy Jadwiga wróciła z pierwszej zmiany, matka powiedziała jej wiadomość:

Przyjęli mnie na sprzątaczkę w tej szkole, do której chodzi Wiesiuńka. Popracuję, ile sił starczy każda złotówka się liczy.

Mamo, masz już emeryturę, odpocznij wreszcie.

Nie, córko, póki zdrowie dopisuje, popracuję jeszcze trochę, a i na Wiesię będę mogła zerkać.

Czas płynął. Felicja czuła się w pracy dobrze, choć zmęczona. Jadwiga też pracowała, Wiesia radziła sobie przeciętnie w szkole.

Po ósmej klasie Wiesia zrezygnowała z dalszej nauki, chciała pomóc rodzinie, wiedziała, iż trzeba pracować. Przechodząc obok restauracji, zobaczyła ogłoszenie, iż szukają zmywaczki. Weszła od razu i została gwałtownie przyjęta.

Wiesia pracowała sumiennie, pomagała trochę w kuchni, obierała ziemniaki, podmieniała kucharkę, doprawiała zupy, żeby nie przypaliły się na palniku. gwałtownie zaprzyjaźniła się z dziewczynami z pracy, z którymi zaczęła chodzić na potańcówki.

Mamo, idę na tańce do klubu mówiła, wrócę później.

Wiesiu, bądź ostrożna odpowiadała babcia. Na chłopców miej oko, nie wierz tak od razu, używaj głowy.

Daj spokój, babciu, nie jestem już dzieckiem, wiem co robię.

Na jednej z potańcówek poznała Andrzeja. Najpierw zaprosił ją do tańca, a później nie odstępował jej na krok.

Odprowadzę cię dziś do domu powiedział tak pewnym głosem, iż nie odmówiła.

Zaczęli się spotykać regularnie, aż któregoś razu Andrzej powiedział:

Wiesia, idę do wojska. Będziesz na mnie czekać? Będę pisać listy, ty też pisz.

Oczywiście, obiecuję odparła.

Wzruszona odprowadziła go na pociąg, starannie pisała listy do wojska i regularnie od niego dostawała odpowiedzi. Obiecał przyjechać do domu na przepustkę po roku. Wiesia z utęsknieniem czekała na ten moment. W końcu nadszedł dzień spotkania.

No i jak tam, Wiesiu? żartował Andrzej. Nie wyszłaś jeszcze za mąż?

Przecież obiecałam czekać.

No widzisz powiedział, ale bez entuzjazmu, patrzył gdzieś w bok.

Przepustka gwałtownie minęła i Andrzej wyjechał. Od tej pory coraz rzadziej pisał, listy były krótkie, a potem przestały całkiem przychodzić.

Wiedziała, kiedy powinien wrócić z wojska, ale Andrzej nie odezwał się. Nie pojawiał się na potańcówkach, nie dał znać. Wiesia wracając z tańców spytała koleżanki:

Dziewczyny, coś się stało Andrzejowi? Przecież powinien już wrócić do domu.

Idź może do jego rodziców, może poznasz jego żonę! roześmiała się koleżanka złośliwie. Twój Andrzej wziął ślub jeszcze w wojsku i przyjechał z żoną. Daj sobie spokój, Wiesiu.

To niemożliwe, przecież czekałam na niego zdziwiła się Wiesia i zasmuciła.

Po pewnym czasie spotkała Andrzeja przypadkiem w parku. Siedział na ławce tam, gdzie dawniej razem rozmawiali.

Cześć, Wiesiu, zawołał.

Ale Wiesia nie zatrzymała się, on próbował jeszcze ją zatrzymać.

Przepraszam cię. Popełniłem błąd. Myślę o tobie, nie kocham żony, ale musiałem się ożenić, bo spodziewa się dziecka. Bardzo mi ciebie brakuje.

Wiesia popatrzyła mu prosto w oczy:

A czego ode mnie oczekujesz? Żebym była twoją kochanką, gdy ty masz żonę i dziecko? Nie, Andrzej. Oszukałeś mnie. Żyj z rodziną, którą sam wybrałeś. Szczęścia życzę poklepała go po ramieniu i odeszła.

W restauracji Wiesia zwróciła na siebie uwagę dyrektora, który zaproponował:

Wiesia, świetnie radzisz sobie w kuchni. Wyślemy cię na kurs do Warszawy. Zostaniesz kucharką.

Dziękuję, to coś dla mnie! ucieszyła się.

Po raz pierwszy sama pojechała do dużego miasta. Czekała na pociąg. Obok przechodziła grupa młodych ludzi, żegnali kolegę wracającego z wojska, ktoś grał na gitarze i śpiewał. Nagle jeden z chłopaków w mundurze podszedł do niej.

Cześć, może się poznamy? Jestem Jurek, a ty?

Wiesia odpowiedziała.

Też czekasz na pociąg? spytał. Kiwnęła głową.

Wtedy nadjechał pociąg, Jurek dołączył do znajomych. Dziwny ten Jurek pomyślała Wiesia.

Wsiadła do przedostatniego wagonu i usiadła. Pociąg ruszył. Nagle ktoś znowu się pojawił Jurek.

A, jesteś! Trochę cię szukałem. Wiesz co, nie mam dużo czasu przyjechałem na przepustkę z wojska, a bardzo mi się spodobałaś. Wymieńmy się adresami, będziemy pisać. Zgadzasz się? A dokąd jedziesz?

Na kurs kucharski powiedziała.

Przez całą drogę rozmawiali, wymienili się adresami i pożegnali. Wiesia nie robiła sobie wielkich nadziei po tej znajomości wcześniej już życie ją gorzko tego nauczyło. Jednak Jurek był wesoły, spontaniczny i nie rzucał obietnic bez pokrycia. Pisanie listów nie było dla niej problemem.

Babcia Felicja zawsze mawiała: nie tych spotykamy, nie za tych wychodzimy myślała Wiesia. interesujące czy tym razem będzie inaczej

Prawie rok korespondowali, aż Jurek wrócił z wojska i zaraz ją odwiedził. Miała akurat wolne, oboje ucieszyli się ze spotkania. Wtedy Wiesia poczuła, iż na Jurka można liczyć.

Mijały lata i Wiesia wyszła za Jurka za mąż. Pracowała jako kucharka w restauracji, Jurek był zatrudniony w fabryce. Wiesia dbała o porządek, wszystko zawsze było czyste i poukładane. Dwaj synowie, bliźniacy, chodzili do przedszkola również zawsze zadbani.

Tylko z jednym miała problem: Jurek gdzie coś położył, tam zostawiał. Z początku się z nim kłóciła, potem podchodziła do sprawy łagodniej, z wdziękiem i cierpliwością przekonywała go do porządku. Z czasem Jurek sam zostawiał robocze ubrania w sieni, narzędzia układał w garażu, podwórko zamiatał, w stolarni utrzymywał porządek. Wiesia była szczęśliwa.

Jednak babcia nie miała racji Spotkałam tego adekwatnego myślała.

Przeżyła z Jurkiem szczęśliwie niemal całe dorosłe życie, ale pewnego dnia Jurek nie wrócił z pracy zmarło mu się nagle na ulicy, chociaż nic na to nie wskazywało. Wiesia bardzo to przeżyła.

Została sama, tak jak babcia Felicja dożyła samotnie, matka Jadwiga także. Tak i Wiesia spędza jesień życia sama, odwiedzana przez dzieci i wnuki. Przeznaczeniem nie da się pokierować.

Życie Wiesi pokazało, jak ważna jest nadzieja, wytrwałość i wiara w siebie. Czasem nie warto oglądać się za tymi, którzy nie potrafili być wierni szczęście odnajduje się wtedy, gdy po prostu uczciwie podąża się swoją drogą.

Idź do oryginalnego materiału