Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć, bo już sam nie wiem, co z tym zrobić. Na początku strasznie się cieszyłem, iż teściowa nam pomaga i przychodzi do nas codziennie. Wiesz, nasza Hania często choruje, więc stwierdziliśmy z żoną, iż na razie nie będziemy jej posyłać do przedszkola. Kasia poprosiła swoją mamę, żeby zajęła się wnuczką, skoro nie biega do pracy.
Pani Bożena zgodziła się ochoczo, ale z góry zaznaczyła, iż będzie przychodzić tylko na dzień, a wieczorem musi wracać odpocząć do siebie wiesz, potrzebuje też trochę spokoju.
Bywa tak, iż mamy z Kasią jakieś załatwienia wieczorem czy po prostu chcemy gdzieś wyskoczyć razem, więc wtedy prosimy sąsiadkę, żeby na chwilę wpadła do Hani, a teściowa wraca do siebie odpocząć. Nie chcemy jej dodatkowo przemęczać.
Na początku było super wracaliśmy do domu, Hania szczęśliwa, nakarmiona i wykąpana. Ale nagle teściowa przestała na nas czekać wieczorami i wychodziła, zanim wróciliśmy. Kasia zawsze gotuje obiady na dwa dni, a raz w miesiącu wręczamy pani Bożenie kopertę z pieniędzmi za pomoc wiadomo, chcemy jej w ten sposób podziękować.
I teraz coś mnie zaczęło zastanawiać: jakoś tak gwałtownie znikało wszystko, co Kasia ugotowała. Bożena je niewiele, Hania to już w ogóle malutko normalnie śladowe ilości Zapytałem więc teściową, co się dzieje z tym jedzeniem. Wiesz, co się okazało? Że teść, pan Marian, wpada popołudniami do nas. Bożena zawsze daje mu coś do zjedzenia, bo mówi, iż nie ma czasu gotować dla niego w domu. No i tak sobie teść jada kolację u nas Codziennie! Produkty i prąd na kuchenkę idą z naszej kieszeni.
Naprawdę nie wiem, co mam o tym myśleć. Przecież teściowa wraca do domu wieczorem to aż taki problem zrobić coś na ciepło dla męża? Pan Marian mógłby spokojnie raz na tydzień przyjść do nas na obiad, a nie dzień w dzień! Najgorsze, iż czasem dla nas już choćby nie starcza na kolację. Kasia milczy, ale ja policzyłem sobie, iż taniej by chyba wyszło zatrudnić opiekunkę.
Kurczę, tak między nami, mocno mnie to drażni. Każdego miesiąca teściowej dajemy kopertę, a jej z mężem ciągle u nas stołują się naszym kosztem. Rozumiem pomoc, ale może trochę umiaru? Ty byłeś kiedyś w podobnej sytuacji? Bo już nie wiem, czy przesadzam, czy rzeczywiście jest się czym denerwować.








