Dzisiaj w moim dzienniku zapisuję smutną historię, która uświadomiła mi, jak łatwo można stracić to, co najcenniejsze.
Wieczór miał być spokojny, ale w mieszkaniu, gdzie mieszkali Małgorzata, jej mąż Krzysztof i teściowa Halina, od rana panował chaos. Dwulatek Wojtuś marudził, Halina co chwilę miała nowe pretensje, a Małgosia czuła się wykończona. Starała się, jak mogła gotowała ulubione dania teściowej, sprzątała, zajmowała się dzieckiem. Ale zadowolić Halinę było niemożliwe.
– Małgosia, znowu źle położyłaś ręczniki gderała Halina, przechodząc koło łazienki. Ile razy mam powtarzać, żeby były odwinięte do środka?
Albo:
– Źle ubrałaś dziecko! Jest chłodno, a ty w taką cienką bluzę! Zaraz się przeziębi!
Małgosia tylko wzdychała. Nie kłóciła się, znosiła cierpliwie, wierząc, iż z czasem Halina się do niej przyzwyczai. Krzysztof, gdy sytuacja stawała się nie do wytrzymania, milczał. Gdy Małgosia próbowała się poskarżyć, odpowiadał obojętnie:
– Nie przejmuj się, Małgoś. Mama jest starsza, ma nerwy.
Małgosia przygotowywała niespodziankę na ich rocznicę ślubu. Zamówiła tort, kupiła Krzysztofowi wymarzoną skórzaną kurtkę. Chciała, żeby ten wieczór był wyjątkowy tylko dla nich trzech.
Gdy kolacja była już prawie gotowa, a Wojtuś na szczęście zasnął, Halina urządziła kolejną scenę tym razem o to, iż zupa była „przesolona”. Choć smakowała normalnie.
– To się w ogóle nie nadaje do jedzenia! krzyczała teściowa, uderzając łyżką w stół. Chcesz nas otruć? Gotować nie umiesz!
Małgosia stała przy kuchence, ściskając chochlę. Tort, prezent, rocznica wszystko przepadło. Spojrzała na Krzysztofa, który siedział z opuszczonym wzrokiem. Czekała, iż wreszcie się odezwie, iż ją obroni. Ale on milczał.
– Krzysztof szepnęła. Nic nie powiesz?
Wstał i wyszedł do przedpokoju. Małgosia poszła za nim.
– Mama ma rację rzucił, nie patrząc na nią. Zawsze coś psujesz.
Łzy napłynęły jej do oczu. To była ostatnia kropla.
– Naprawdę tak myślisz? głos jej drżał. To nasza rocznica! Starałam się, a twoja matka
Krzysztof odwrócił się gwałtownie. W jego oczach nie było złości, tylko zmęczenie i obojętność.
– Jak ci się nie podoba moja matka wynoś się.
Powiedział to tak zwyczajnie, jakby radził, a nie wydawał wyrok. Odeszła do sypialni, tuląc śpiącego Wojtusia. Nie wierzyła, iż to na poważnie.
Minął dzień, potem drugi. Krzysztof nie przepraszał, był zimny. Gdy próbowała z nim rozmawiać, odparł:
– Mama jest obrażona. To od ciebie zależy. Przeproś, może wybaczy.
Zrozumiała wtedy to nie jej dom. Tutaj jest tylko tolerowana, dopóki jest wygodna. Spojrzała na syna. To nie było miejsce dla nich.
Krzysztof spotkał się z kolegą, Jackiem, w kawiarni.
– Stary, mam problem z Małgosią zaczął. Teściowa no wiesz.
– Znowu? spytał Jacek.
– Mama jest starsza, ma swoje humory. A Małgosia nie chce się dostosować. Wkurza mnie to. Powiedziałem jej wprost: jak ci się nie podoba wynoś się.
W jego głosie nie było żalu, tylko irytacja. Chciał spokoju.
Następnego dnia Małgosia wyniosła się do wynajętego mieszkania. Gdy Krzysztof wrócił, zobaczył pustkę i kartkę:
„Zrobiłam, jak powiedziałeś. Żeby było ci łatwiej.”
Dopisek: „Wojtuś jest ze mną.”
Dzwonił po kilku dniach, ale ona odpowiedziała tylko:
– Po co? Sam kazałeś mi wyjść.
Minęły miesiące. Krzysztof został z matką. Dom stał się cichy zbyt cichy. Halina teraz gderzała na niego:
– Krzysiu, źle siedzisz przy stole!
– Dlaczego nie położyłeś serwetki?!
Wszystko, co wcześniej męczyło Małgosię, teraz spadło na niego. Czasem widywał ją z Wojtusiem w parku. Wyglądała spokojnie.
A on został z pustką i codzienną kontrolą.
Dziś wiem: czasem człowiek sam niszczy swoje szczęście, myśląc, iż chce spokoju. A potem uświadamia sobie, iż spokój to nie to samo, co samotność.














