Nie mogłem zrozumieć, gdzie znika jedzenie przygotowywane przez moją żonę. Prawda wyszła na jaw dopi…

twojacena.pl 3 godzin temu

Nie rozumiałem, gdzie znika jedzenie przygotowane przez moją żonę. Dopiero teściowa wyjawiła nam prawdę.

Gdy teściowa pojawiła się w naszym domu, początkowo byłem wdzięczny za jej pomoc. Nasz syn był często chory i dlatego zdecydowaliśmy, iż nie będzie chodził do przedszkola. Żona poprosiła swoją mamę, żeby opiekowała się wnukiem.

Helena zgodziła się, ale postawiła warunek chciała przychodzić do nas tylko w ciągu dnia, natomiast wieczory spędzać w swoim mieszkaniu, by odpocząć i mieć święty spokój.

Bywało, iż wieczorami mieliśmy pilne sprawy do załatwienia albo chcieliśmy wyjść gdzieś razem, wtedy prosiliśmy sąsiadkę o pomoc, a teściowa wracała do siebie na odpoczynek. Nie chcieliśmy jej za bardzo obciążać.

Na początku wszystko układało się dobrze. Pędziliśmy z pracy do domu, a dziecko było najedzone i zadbane. Później Helena przestała na nas czekać i wychodziła, zanim wróciliśmy z pracy.

Moja żona zawsze gotowała obiady na dwa dni żeby było szybciej i wygodniej. Co miesiąc po cichu przekazywaliśmy teściowej kopertę z pieniędzmi. Byliśmy wdzięczni za jej poświęcony czas i chcieliśmy się chociaż symbolicznie odwdzięczyć.

Zauważyłem jednak, iż wszystko, co przygotowywała żona, znikało w szybkim tempie. Teściowa praktycznie nie jadła, a nasz syn również mały apetyt. Postanowiłem zapytać Helenę, co się dzieje z jedzeniem. Wtedy usłyszałem, iż teść, pan Kazimierz, zagląda do nas po południu. Dostaje od niej jedzenie, bo wieczorem nie ma kto mu ugotować. Więc codziennie obiaduje u nas.

Sam nie wiedziałem, co powiedzieć. Teściowa przecież wieczorem wraca do siebie czy to naprawdę takie trudne, by coś przygotować dla męża? Przecież teść mógłby wpadać na kolację raz w tygodniu, a nie dzień w dzień!

Do tego zaczęło nam brakować jedzenia na wieczór. Żona milczała, ale ja policzyłem już, iż taniej byłoby zatrudnić opiekunkę do dziecka.

Nie podobało mi się zachowanie teściów. Żona prosiła, abym nie robił z tego afery. Tylko iż mi się nasuwa kolejne pytanie: czy oni nie rozumieją, iż nam też zależy na każdej złotówce? Co miesiąc płacimy teściowej za opiekę nad wnukiem, a ona zamiast tego jeszcze codziennie karmi Kazimierza na nasz koszt. Czy ktoś przeżył coś podobnego?

Idź do oryginalnego materiału