Nie ma to jak spacer

tablicaodjazdowhome.wordpress.com 4 godzin temu

Mąż mnie wyprowadził na spacerek.

Pierwszy raz od połowy grudnia.

Wiosna.

Słońce, ptaszki śpiewają.

W piątek wprawdzie pojechałam autem odebrać córkę ze szkoły, ale nie wysiadałam z samochodu. Zaparkowałam na chodniku, nielegalnie i jakiś rowerzysta-aktywista zatrzymał się, iż mnie opieprzyć i poinformować, iż dzwoni na policję. Otworzyłam szybę, zaczął krzyczeć, zobaczył kule, krzyczał trochę mniej, zobaczył gips, a ja prawie się rozpłakałam, iż przecież jak mam odebrać córkę ze szkoły i widziałam, jak wkurw z niego zchodził i głupio mu się zaczęło robić, a mnie się zrobiło go żal. No bo czuł, iż ma rację, myślał, iż robi coś dobrego, a nakrzyczał na kalekę; W każdym razie nie wezwał policję.

Ale kurcze miał racje i choćby się z nim zgodziłam, też mnie wkurząją ci samochodziarze, którzy parkują wszędzie! ;D

Dałam radę, ale prawdę mówiąc, czuję się jeszcze krucha, muszę pamiętać, żeby tej lewej nogi w ogóle nie używać, a mam niestety odruch opiejać się na niej np. jak poprawiam siedzenie.

Kończę Hillibilly Elegy, jednak nie polecam. Tzn. polecam do rozdziału 10, w którym JD wstępuje do Marine Corps, gdzie znajduje prawdziwą siłę i braterstwo i te cztery lata, w tym rok w Iraku, zmieniają jego życie. Na lepsze, oczywiście. Nie ma to jak wojo, prawda?

Idź do oryginalnego materiału