Nie chcę
serfować po dnie,
wśród zatopionych słów
ciężkich jak kamienie,
które uparcie
nazywam życiem.
Chcę twojej dłoni,
która potrafi nas unosić.
Frunąć
z Chagallem
w słońcu nad chmurami,
nad rozsądkiem,
tym wszystkim,
co podobno nie wypada.
Zajrzę
do wyobraźni ,
może jeszcze tam jestem,
cała z naszego snu,
którego nie potrafię
już wyśnić.
Nie chcę wciąż
zmniejszać marzeń
do najmniejszego rozmiaru,
wezmę je w dłonie
i spróbuję stworzyć z nich
nasz cel.
Namaluję nam skrzydła,
bym nie musiała
spędzić reszty życia
na dnie
tylko dlatego,
że nie nauczyłam się
latać.





.jpg)





