Przemek, przemyśl to jeszcze, zanim będzie za późno! Ten chłopiec w ogóle do ciebie nie podobny! Twoja Anka pewnie ma go z byłym, a teraz na ciebie próbuje zrzucić! Ja przecież wiem!
– Mamo, już wystarczy! Bartek to mój syn… Po co ciągle siejesz ferment? Jadę do domu.
Grażyna Wiśniewska wychowywała syna sama. Między nią a Przemkiem zawsze były doskonałe relacje: nigdy nie był niegrzeczny, nie sprzeciwiał się, dobrze się uczył w szkole. Kiedy dorósł, został inżynierem, tak jak marzyła jego mama. Teraz przyszła pora, aby pomóc mu w życiu osobistym. Wybrała mu na żonę dobrą dziewczynę Agnieszkę, córkę swojej przyjaciółki Zofii.
Na naleganie mamy Przemek i Agnieszka zaczęli się spotykać, ale ich związek gwałtownie się rozpadł. Po kilku miesiącach męki para się rozstała. Następnie Przemek poznał Anię. Ich relacja rozwijała się błyskawicznie, młody mężczyzna już na początku zobaczył w uroczej dziewczynie bratnią duszę. Pobrali się po trzech miesiącach, co nie spodobało się Grażynie Wiśniewskiej. Pół roku później Ania zaszła w ciążę. Urodził się chłopiec, któremu nadali imię Bartek. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, iż teściowa nie polubiła synowej. Przy każdej okazji narzekała na syna, mimo iż od ślubu minęły już cztery lata:
– Zobacz, w kogo ty się zmieniłeś? Jakiś cały pomięty, niechlujny…
– Mamo, no co ty! Koszula się tylko w praniu trochę zmięła…
– Usiądź, zjedz coś! Twoja Ania na pewno nic nie ugotowała. Siedzisz głodny.
– Mamo, zjem w domu. Ania dobrze gotuje.
– Znam ja to jej gotowanie… Kotlety z garmażerki albo, co gorsza, pierogi… A Agnieszka na kursy cukiernicze się zapisała. Jaka ona mądra, jaka mądra…
Przemek starał się odpierać ataki matki. Nie chciał słuchać jej opowieści i nie przekazywał ich żonie, bo wiedział, iż są bezpodstawne. Ale Grażyna Wiśniewska nie zamierzała rezygnować ze swojej zimnej wojny przeciwko Ani. I pewnego dnia jej taktyka przyniosła efekty…
– Cześć, synku… Twoja Ania coś mnie nie lubi… Ciągle sam w gości przychodzisz!
– Mamo, no jak ona może tu przychodzić, skoro czepiasz się jej o każdy drobiazg?
– Czepiam się, bo są powody. Uwierz mi! A kiedy ty tutaj tak siedzisz, ona pewnie ze swoim byłym na randki chodzi. Wiem, kto przed tobą był. Tomek ten, co to nie do życia! A chłopak do niego cały podobny. Nosiła i teraz ty będziesz utrzymywał.
Tamtego wieczoru Przemek ostro pokłócił się z matką. Dość miał już jej pretensji i ciągłych rozmów. Wrócił do domu w złym humorze.
– Tata, tata, cześć! – wybiega mu naprzeciw mały Bartek.
– Cześć, synu. Jak tam u ciebie? Czym się zajmowałeś?
– Z mamą na plac zabaw poszliśmy. Wujek Tomek tam był. Kupił mi czekoladę i sok!
W głowie Przemka przemknęła myśl — a co jeżeli mama ma rację? Wieczorem przeprowadził z Anią śledztwo:
– Po co się widziałaś z twoim byłym?
– Przemek, przypadkiem spotkaliśmy się. Spacerowaliśmy, przeszedł obok, no i zaczęliśmy rozmawiać. Potem nas odprowadził do domu.
– Dlaczego on odprowadza moją żonę i syna? A może Bartek nie jest mój, tylko jego?!
– Co ty mówisz, Przemek? Zupełnie ci odbiło?
Tej nocy małżonkowie mocno się pokłócili. Pierwszy raz od ślubu. Od tej pory kłótnie były na porządku dziennym. W końcu Ania nie wytrzymała, spakowała rzeczy, zabrała małego synka i wyprowadziła się do rodziców.
Później doszło do rozwodu, a Przemek został obciążony alimentami. Był pewien, iż dziecko nie jest jego. Ale nie chciał się procesować, postanowił płacić. Najbardziej zadowolona z sytuacji była Grażyna Wiśniewska. Rozpoczęła kampanię mającą na celu na nowo połączenie syna z Agnieszką, którą nazywała „idealną synową”.
I wygrała. Przemek ożenił się z Agnieszką. Zaraz po ślubie nowa żona pokazała swój prawdziwy charakter. Narzekała na męża przy każdej okazji. Chciała żyć na poziomie, dobrze jeść i wszystkiego próbować.
– Patrz na Irkę – ten jej Witek to już drugie futro jej kupił! A Kowalscy wymienili samochód na reprezentacyjny. A ja, jak biedaczka, w puchówce z zeszłego roku chodzę i jeżdżę starą Skodą! A jaki to z ciebie facet!
Tak minęło długich piętnaście lat. Przemek harował na dwóch etatach bez wytchnienia, a Agnieszka jeździła po kurortach, niczego sobie nie odmawiając. Dzieci nie chciała, bo najpierw chciała się nacieszyć życiem. Grażyna Wiśniewska chciała w tym przypadku też wprowadzać swoje zasady, ale synowa gwałtownie ustawiła ją w szeregu.
Pewnego dnia Przemek odebrał telefon ze szpitala. Okazało się, iż Grażynę Wiśniewską zabrano karetką z udarem. Kobieta była poważnie chora i po wypisaniu potrzebowała opieki. Agnieszka od razu powiedziała:
– Nie zamierzam siedzieć przy łóżku starej dniami i nocami. Oddaj ją do domu starców.
– Aga, no może się zwolnię z pracy…
– Oszalałeś? A z czego będziemy żyć? Kredyt za mój samochód musimy spłacać jeszcze przez cztery lata…
W końcu Grażynę Wiśniewską umieścili w domu starców, Przemek pojechał na kolejny kontrakt, a Agnieszka została w domu. Miesiąc później Grażyna Wiśniewska zmarła. Przemek wrócił, aby ją pożegnać. Zapomniał jednak uprzedzić żonę o swoim powrocie. Otwierając drzwi do mieszkania kluczem, zobaczył scenę z udziałem żony i sąsiada… Nie wszczął awantury. Spakował rzeczy i wyniósł się do mieszkania matki.
Po pogrzebie Grażyny Wiśniewskiej Przemek siedział w jej mieszkaniu, wspominając matkę i jej „cenne” rady. Dlaczego ich słuchał… Teraz, mając ponad czterdzieści lat, zdał sobie sprawę, iż życie przeminęło. Bez rodziny, bez dzieci, bez przyjaciół… choćby samochodu nie miał – wszystko kupowano dla Agnieszki… Przemek rozmyślał o swoim życiu i przypomniał sobie o Ani i Bartku. Nigdy nie dowiedział się, czy Bartek jest jego synem, czy byłego Ani. Jednak teraz to już nieistotne…
A Bartek ma pewnie dziewiętnaście lat… Całkiem dorosły… Ciekawe, jaki jest teraz? – Przemek powiedział to w pustkę, i nikt, oczywiście, nie odpowiedział.
Następnego ranka złapał pociąg i pojechał do rodzinnego miasta Ani. gwałtownie znalazł dom i klatkę. Zadzwonił do znanego mieszkania, ale nikt nie otworzył. “Pewnie są w pracy” – pomyślał i postanowił poczekać przed domem. Po dwudziestu minutach zauważył podchodzącego młodego mężczyznę – wierną kopię jego samego, tylko dwadzieścia lat młodszą.
– Bartek… Bartek… Synu…
– Ty?… Co ty tu robisz? – spytał chłodno Bartosz.
– Synu, zawiniłem wobec ciebie bardzo… Jaki ty jesteś… I jak do mnie podobny, jak dwie krople wody! A mama gdzie?
– Mamy nie ma. Już dawno. Zginęła dziesięć lat temu. W wypadku…
– A ty? Z kim mieszkasz? Może w czymś ci pomóc? Mam pieniądze. Powiedz tylko!
– Mieszkam z babcią. Niczego nam nie potrzeba.
– Ale synu. Przecież ja chciałem, ja…
Przemek nie dokończył. Bartek wszedł do klatki i zamknął przed nim drzwi.
– Synu! Synu, otwórz! Jak to tak, synu? Przecież jestem twoim ojcem! Ojcem!
Jeszcze długo stał przed zamkniętymi drzwiami, płacząc i rozmazując po twarzy skryte męskie łzy. Albo to może deszcz to był? Po tym wszystkim jeszcze kilkukrotnie próbował nawiązać kontakt z synem. Prosił, błagał, próbował się usprawiedliwić. Ale Bartek kategorycznie odmówił rozmów…