Dziennik, 12 czerwca
Czasem myślę o Natalii częściej niż bym chciał, mimo iż już od pięciu lat jej nie ma w moim życiu. Zniknęła nagle, zostawiając po sobie pustkę i żal, których wtedy nie potrafiłem zrozumieć. Czy ona kiedykolwiek zastanawiała się, co się ze mną dzieje? Czy miała choć cień refleksji nad tym, jak sobie radzę?
Mieszkaliśmy razem ponad pięć lat. Zarabiałem skromnie byłem zwykłym pracownikiem w jednej z łódzkich fabryk. Zawsze wiedziałem, iż Natalia ciągnęło do wyższego standardu życia, luksusów, o których tylko mogłem pomarzyć. Często czułem, iż traktuje moją wypłatę jak ograniczenie, a nie fundament naszego wspólnego bycia. Najbardziej cieszyła się, kiedy na spotkaniach rodzinnych czy u znajomych poznawała facetów z grubszym portfelem.
Aż w końcu los przyniósł jej szansę, o jakiej marzyła. W restauracji przy Piotrkowskiej zagadnął ją zamożny biznesmen. Sypał komplementami, obiecywał wyjazdy do Paryża, zakupy w Mediolanie. Dała się uwieść jego pięknym słowom i zostawiła mnie, żeby zacząć nowe życie.
Nie potrafiłem wtedy pogodzić się z jej wyborem. Padłem przed nią na kolana, błagałem, by została, obiecywałem, iż zmienię pracę, będę harować dniami i nocami, by tylko mogła być szczęśliwa. Powiedziałem jej, iż postaram się przywieźć do domu każdą złotówkę, jaką tylko będę mógł zdobyć. Ale ona już widziała siebie na jachcie gdzieś na Mazurach, ubierającą się w najdroższe kreacje z warszawskich butików. Moje słowa nie znaczyły już nic.
Minęło pięć lat. Natalia ma teraz trzydzieści dwa. Jej wybawca znudził się nią otaczały go młodsze, piękniejsze kobiety. Z dnia na dzień została bez grosza przy duszy, za to z przyzwyczajeniem do wygód i próżniactwa. Pomyślała więc, iż wróci do mnie w końcu, przecież tyle razy przysięgałem jej miłość aż po grób, mówiłem, iż zawsze będę czekał.
Dzisiaj, kiedy wróciłem z pracy do naszego mieszkania na Retkini, Ola właśnie usypiała naszą córeczkę Marysię. W pewnej chwili do drzwi zadzwoniła kobieta. Otworzyła Ola, zmarznięta Marysia w ramionach przytuliła się jeszcze mocniej.
Córeczko, przecież prosiłam cię, żebyś nie otwierała sama drzwi powiedziała spokojnie mój żona. Kogo pani szuka? dodała, spoglądając na gościa.
Zobaczyłem Natalię, kilka sekund stała z otwartą buzią. Czy Zbyszek jest w domu? wydukała.
Zbyszku, tu jakaś pani o ciebie pyta! zawołała Ola, odwracając się do mnie.
Natalia? powiedziałem zdumiony, a potem spojrzałem na Olę. Kochanie, zabierz Marysię do pokoju, muszę porozmawiać.
Kim była ta kobieta z dzieckiem? zapytała mnie Natalia, patrząc zszokowana za znikającą Olą.
To moja żona, Ola. A ta mała to nasza córka, Marysia odpowiedziałem cicho.
Jak to? Ożeniłeś się? Masz dziecko? Przecież mówiłeś, iż nikogo nigdy nie pokochasz tak jak mnie!
Minęło już tyle czasu, Natalia. Było mi strasznie ciężko, bardzo cierpiałem. Ale w końcu zrozumiałem, iż można zacząć od nowa. Ola nauczyła mnie na nowo wierzyć w siebie i w ludzi, a Marysia jest światłem mojego życia.
A ja?…
Przez pięć lat nie dałaś znaku życia, nie interesowała cię moja codzienność. Wybrałaś pieniądze, wygody, luksus. Nigdy nie byłem bogaty, ale to nie znaczy, iż nie zasługiwałem na szacunek i lojalność. A teraz wracasz, bo cię zostawił? Spodziewałaś się, iż wciąż będę czekał?
Wyczuwam, jak łzy stają jej w oczach. Byłam głupia Wciąż cię kocham!
Natalia, daj spokój. Zostań ze swoimi wspomnieniami. Nie potrzebuję cię już w swoim życiu, nie chcę cię widzieć. Było, minęło. Proszę, odejdź.
Ostatnie, co zobaczyłem, to jak odwraca się, próbując powstrzymać łzy. Ja zaś przez chwilę czułem satysfakcję. Udało mi się przestać o niej myśleć na zawsze.











