Sąsiad z trzeciego piętra i gitara sprzed lat
Mieszkam pod Bronisławem od jedenastu lat, klatka na Zaspie w Gdańsku, blok z wielkiej płyty, cienkie ściany jak papier. Jestem listonoszem, pracuję na tej trasie od dawna i znam tu chyba każdego, kto odbiera awizo osobiście. O Bronisławie i jego żonie Jadwidze wiem tyle, ile można wiedzieć o sąsiadach — czyli dużo więcej, niż powinienem.
Bronisław ma siedemdziesiąt sześć lat, emerytowany elektryk, chodzi w tej samej wiatrówce od lat, bo mówi, iż nowa go uwiera pod pachami. Jadwiga piecze na Boże Narodzenie makowiec tak duży, iż zawsze zanosi kawałek do mnie i do pani Basi z parteru, która ma psa szczekającego na każdą listonoszkę w promieniu pięciu bloków — na mnie akurat nie, bo przynoszę mu suchy karmę od czasu do czasu.
Pewnego wieczoru, chyba w kwietniu, usłyszałem przez ścianę coś, czego wcześniej u nich nie było — gitarę. Nie jakąś wprawną, tylko taką, co się myli, urywa, zaczyna od nowa. Trwało to z piętnaście minut, potem cisza, potem znowu. Pomyślałem, iż może wnuk przyszedł. Ale dźwięk wracał codziennie, zawsze koło osiemnastej, kiedy ja właśnie wracałem z ostatniej rundy doręczeń i siadałem z herbatą przy oknie.
Spotkałem Bronisława na klatce, niósł worek na śmieci, i zapytałem wprost, bo jestem taki, iż wolę zapytać niż zgadywać. Powiedział, iż to on gra. Że ta gitara leżała w szafie od prawie trzydziestu lat, jeszcze z czasów, gdy grywał na weselach w rodzinnej wsi pod Kartuzami. Że wyciągnął ją, bo wnuk Kacper zaczął się uczyć na elektrycznej i zapytał dziadka, czy ten kiedyś umiał grać. Bronisław powiedział — umiałem, i tyle. A potem sam się zdziwił, iż to powiedział.
Przez jakiś czas gra ustała. Może dwa tygodnie, może trzy — nie liczyłem dokładnie, ale zauważyłem, bo cisza za ścianą po tylu wieczorach grania robi się dziwna, jakby czegoś brakowało w rozkładzie dnia bloku. Spotkałem Jadwigę przy skrzynkach pocztowych, odbierała rachunek za gaz, i zapytałem, czy dziadek przestał grać. Machnęła ręką i powiedziała, iż śmiała się z niego trochę za dużo, a on to inaczej odebrał, niż ona chciała.
Nie wnikałem więcej. To nie moja sprawa, ja tylko noszę listy i czasem odbieram paczkę, jeżeli kogoś nie ma w domu. Ale klatka schodowa w takim bloku to jak jedna wielka kuchnia — wszystko się słyszy, wszystko się wie, choćby jeżeli nikt nic nie mówi wprost.
Gitara wróciła gdzieś w maju. Usłyszałem to pewnego wtorku, wracając z trasy, i tym razem grał dłużej niż zwykle. Chwilę potem, na klatce, spotkałem Kacpra — wysokiego chłopaka, może siedemnastoletniego, z gitarowym pokrowcem na plecach, szedł do dziadków jak co niedzielę. Zapytałem go, jak idzie dziadkowi. Powiedział, iż dziadek się myli, ale już się tym nie przejmuje tak jak wcześniej. I iż raz zagrali razem całą piosenkę — jakąś starą, której Kacper wcześniej nie znał, coś o Kaszubach, czego nauczył się dziadek jeszcze w latach siedemdziesiątych.
Latem, w lipcu, kiedy roznosiłem awizo o przesyłce poleconej — jakieś pismo z ZUS-u, zwykła rzecz — zastałem Bronisława na balkonie z gitarą opartą o kolano, właśnie stroił struny. Powiedziałem, iż słyszę go czasem przez ścianę i iż brzmi coraz lepiej. Uśmiechnął się i powiedział, iż wciąż brzmi średnio, ale przynajmniej już nie przestaje, kiedy się pomyli.
Jadwiga wyszła wtedy na balkon z filiżanką kawy, postawiła ją na parapecie i powiedziała, iż teraz, zanim się roześmieje, zawsze pyta go najpierw, czy wolno. Bronisław skinął głową w jej stronę, nic nie powiedział, tylko przełożył palce na inny akord.
Nie wiem, co dokładnie zaszło między nimi tamtego wieczoru, kiedy przestał grać na dwa tygodnie. Nie moja sprawa i nie moja rzecz to wiedzieć. Ale wiem, iż coś się wtedy przesunęło w tym mieszkaniu za ścianą — bo śmiech, który wcześniej leciał przez cały korytarz, teraz zaczyna się od pytania.
We wrześniu, kiedy przynosiłem im zwykłą korespondencję — jakiś katalog reklamowy i list z przychodni — Jadwiga otworzyła drzwi z telefonem w ręku, akurat kończyła nagrywać coś na wideo. Powiedziała, iż nagrała ich z Kacprem, jak grają razem, i iż chce to wysłać córce do Wrocławia. Zapytałem, jak brzmi. Odpowiedziała, iż wciąż nie idealnie. Ale iż teraz, kiedy się pomyli, gra dalej, zamiast chować gitarę do szafy na kolejne trzydzieści lat.












